28 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi: Jesteś taka słodka!
Ja: Też jesteś słodki Igusiu.
Igi: Wiesz, powiem gwiazdorowi, żeby przyniósł ci wspaniałą zabawkę. Ona jest taka śmieszna! Jak się ją naciśnie tu, w głowę, to puszcza bąki!
Mój syn wie, czego pragnę najbardziej w świecie :)

Jesteśmy w domu, nagle dochodzi do mnie przeraźliwy, rozpaczliwy płacz. Idę do Ignasia, który toczy krokodyle łzy. Pytam go, co się stało.
- Ingi polizał moją kanapkę.

Sytuacja dokładnie taka sama, jak wyżej, tylko płacz ma w sobie domieszkę czarnej rozpaczy i odrobiny złości. Stormur zabrał i pomiędlił Ignaśkowi skarpetkę.

Tatul oporządza syna przed snem.
- Tato, przyniesiesz mi coś? - drze się Wieś z wanny.
- Jasne, co?
- Przynieś mi springlanki.
- Hm? A co to jest?
- Takie czarne.
- A gdzie to jest?
- W moim pokoju.
Tato Kwiatowy idzie do pokoju, po którym rozgląda się z zupełną bezradnością.
- Powiedz mi, co to jest.
- To jest czarne i jest w moim pokoju - wyjaśnia uprzejmie Wieś.
- A czy mogę przynieść ci cokolwiek, co jest czarne i co znajdę w twoim pokoju?

Igi otwiera oczy. Ponieważ w nocy przytuptał do naszego łóżka, natychmiast tarabani się na mnie i żwawiutko proponuje:
- To co, porozmawiamy? Na przykład o słodkościach lub bąkach!

Misio wpada do wyra o poranku w doskonałym nastroju.
- Mam włączyć radio? - pyta.
- Jasne, ale ty jeszcze nie umiesz, Ignasiu.
- Włączę tym - stwierdza Wieś i macha czymś, co ma w łapce.
I tak sobie siedzimy w łóżku. Czytam, a po chwili orientuję się, że Ignaś robi wielki hałas, wydając dżwięki w kombinacji "random".
- Kiciusiu, czy mógłbyś wyć z dala ode mnie?
- To nie ja, przecież włączyłem radio - i wskazuje na trzymany w ręce dziurkacz.




18 listopada 2014

Cierpliwości :)

Koty syczą i rzucają się na to coś, co miało być psem, a jest skrzyżowaniem krowy (gabaryty oraz nieustanne międlenie paszczą), worka na śmieci (umaszczenie oraz nieustanne międlenie paszczą) i skunksa. Ponieważ pasożyt pragnie międlić paszczą nie tylko jedzenie, ubrania, meble, zabawki, koty i dywaniki, ale także Ignasia, moja egzystencja musi odbywać się z dala od komputera czy telefonu. Zazwyczaj odganiam psa od Ignasia lub Ignasia od psa, a potem Ignasia od kotów, bo przecież na kocie można wyładować frustrację z powodu bycia pomiędlonym przez psa, tudzież z kotem można się polelać i na przykład pomóc mu umyć futerko własnym językiem. Na dodatek intensywnie skrzypkujemy (Suzuki), męczymy Domana (słowa i matma) i Cieszyńską, no i postawiłam się w przedszkolu - sama gotuję Ignaśkowi obiady, gdzieś tak między siknięciami psa, którego trzeba wyprowadzać z wielką regularnością, coby nie zaszczał domu, bo wody sobie zwierzyna nie oszczędza. Czuję, że powinnam być ośmiornicą. Gdy piszę te słowa, w domu panuje względny spokój, bo koty wyszły. Odprowadzają Tatę Kwiatka i Kwiatka na basen. Pies leży u moich stóp, zmęczony próbą wykradzenia całego jasnego prania z kupki do poskładania. Zmachał się, uciekając mi z Igansiowymi gatkami, to teraz odpoczywa, nuplając spradycznie moją nogę. Jest też dość cicho. Słyszę pyrkotanie soczewicy (jutro Igi bedzie miał klopsy), której staram się nie spalić, a z dołu dochodzi mnie odgłos psiego języka szorującego biurko.

Zacznę pisać z większą regularnością, gdy się tu nieco uspokoi :)

Tymczasem proszę o wyrozumiałość :)

Spaliłam soczewicę... 


3 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi wałkuje "Dzieci z Bullerbyn". W związku z tym czasem daje się słyszeć, jak mówi do siebie podczas zabawy:
- "Albertyna to świetna kura".
Albo przychodzi do mnie i mówi:
- Mamo, chcę coś powiedzieć. Mam taki pomysł. Czy możemy od teraz mówić na Stormura Albertyna?
Innym razem padła inna propozycja:
- Mamo, czy możemy od teraz nazywać Ingiego Malkolmem?
W międzyczasie i ukochany Pan Nurek Ignaśka został mianowany Albertyną.
Dziękujemy Ci, Astrid :-)

Igi wstaje. Zapala światło, które ciemnego poranka razi jego zaspane oczęta.
- Mamo, możesz mi zrobić deser na oko?
- To znaczy? - nie rozumiem.
- Zrób mi miodu z wodą i cynamonem, bo mnie od tego światła strasznie boli oko.

Tatul hałaśliwie zajmuje się psem, usiłując wpoić mu tajniki siadania na komendę, reagowania na "Nie" i innych sztuczek. Na to zjawia się Ignaś i włącza się ze słowami:
- Ja też będę terenował psa.

Wchodzę do pokoju, gdzie od razu natykam się na idącego z trudem Ignasia, trzymającego pod pachy naszego wielkiego kota (muszę tu nadmienić, że dopiero niemal czteroletni Igi miał na tyle krzepy, by podnieść to puchate monstrum). Kot drobi tylnymi łapkami z dość nieszczęśliwą, zrezygnowaną miną. Za to Igi odpowiada na moje pytające spojrzenie:
- Uczę Ingiego chodzić na dwóch nogach.

1 listopada 2014

Jak to się robi na Islandii

Islandczycy, żyjący w kraju ogarniętym ciemnościami przez spory kawałek roku, słyną z miłości do książek. Jeśli nie czytają, to je piszą. W tym odcinku "Przygód z książką" (akcji Dzikiej Jabłoni) chciałam przyjrzeć się temu, co dzieje się w książkowej kwestii na początku edukacji szkolnej małych potomków Wikingów. Czy jest to bardzo różne od podejścia polskiego - oceńcie sami :-)

Dzieci z najmłdoszych klas nie mają zadań domowych. Chodzą też do szkoły z niemal pustymi tornistrami. Jedyną rzeczą, którą przynoszą ze szkoły są książki wypożyczone z biblioteki oraz karta, gdzie nauczyciel zapisuje przeczytane danego dnia strony. Mimo braku ocen dzieci chętnie czytają, choć nie są nęcone średnią na świadectwie.

Siedmio- i ośmiolatki rozpoczynają dzień od mniej więcej półgodzinnej sesji czytania w szkolnej ławce. Atmosfera jest przyjazna, w klasie jest cicho i przyjemnie. Nauczyciel w tym czasie zajmuje się wpisywaniem w formularzu każdego dziecka, ile przeczytało poprzedniego dnia w domu. Wypożycza też książki z bliblioteki z tymi uczniami, którzy skończyli swoje lektury. Dzieci ciągle chodzą do biblioteki. Bywa, że czytanie jest urozmaicone np. poprzez losowanie żartobliwych kart ("Czytaj na stole", "Czytaj pod krzesłem", "Czytaj na korytarzu"), co dzieci uwielbiają.

Biblioteka to serce szkoły. Oferuje też swój niewielki księgozbiór mieszkańcom wioski, w której żyje 200 duszyczek. Na półkach często pojawiają się czytelnicze nowości, nie może oczywiście zabraknąć tomików wierszy pisanych przez nauczycieli. Oferta dla dzieci jest bogata, jak na tak niewielką placówkę w maleńkiej mieścince.



Pedagodzy niezwykle poważnie podchodzą do krajowego projketu wspierania czytelnictwa wśród uczniów, w ramach którego dzieci czytają w domach i szkole. Przykładowa klasa 3 ma zbiór książek, które dzieci bardzo lubią i często czytają, gdy mają czas wolny. Głównymi hasłami są "Czytanie jest najlepsze" oraz "Książka jest najlepszym przyjacielem". Oprócz klasowego zbioru jest też półka mieszcząca książki, które przyniosły dzieci. Mogą o nich opowiadać i dzielić się swoimi spostrzeżeniami z kolegami.


Dzieci nie czytają ujednoliconych lektur. Książki, które trafiają do ich tornistrów dobierane są indywidualnie do umiejętności czytania i zainteresowań, które są przecież bardzo różne. Jak widać dzieci czytają, choć część ma z tym problem w weekendy.

Podczas wolnej zabawy nauczyciel czyta głośno.


Na powyższym zdjęciu widać też plakat zachęcający do czytania książek. Najbardziej trafne hasła to "Nieotwarta książka jest jedynie cegłą z papieru" i "Lepiej być bosym niż bez książek".

A teraz doskonałe uzupełnienie moich wpisów książkowych (TU i TU).

Czytanie - lista dla rodziców rozpowszechniana przez nauczycieli:
- wspierać dziecko podczas czytania w domu
- interesować się i pytać dziecko o to, co przeczytało
- posiadać książki i przybory do pisania w domu
- zadbać o dostęp do książek dla dziecka w domu
- czytać samemu codziennie
- zadbać, by dziecko widziało czytających rodziców
- chodzić razem do biblioteki
- pomóc dziecku w wyborze odpowiedniej lektury
- zapoznać dziecko z książkami, które czytaliśmy w dzieciństwie
- ustalać cel i ograniczenie czasowe w czytaniu
- mieć stałe pory czytania
- stworzyć przytulny kącik czytelniczy w domu
- dzielić się z dzieckiem wrażeniami z własnej lektury
- opowiadać historie z książek z dzieckiem
- czytać dziecku głośno
- przeglądać z dzieckiem zróżnicowane teksty
- oglądać schematy i instrukcje
- szukać znaczenie nieznanych słów w słowniku z dzieckiem
- objaśnić znaczenie słów "grzbiet książki", "obwoluta", "rozdział" itd.
- chodzić razem na targi książki
- zabierać ze sobą książki na wakacje
- zapoznać dziecko z polskimi autorami książek dla dzieci
- zrobić gąsienicę, pociąg lub inną pracę, której poszczególne segmenty oznaczają kolejne książki przeczytane przez rodzinę i powiesić na ścianie
- stworzyć zakładki do książek
- wieszać co dzień nowe słowo na lodówce
- czytać razem przepisy kucharskie
- pisać razem listę zakupową
- mieć komiksy w ubikacji
- wspólnie słuchać nagranych książek
- rozmawiać o wrażeniach z wysłuchanych audiobooków
- oglądać ekranizacje przeczytanych książek
- porównywać filmy i książki
- rozwiązywać z dzieckiem krzyżówki i testy
- trzymać słownik w miejscu dostępnym dla dziecka
- wyjaśniać dziecku znaczenie powiedzeń
- grać w gry słowne i literowe, w tym Scrabble
- rymować
- układać puzzle
- układać razem historie i opowieści
- pisać wspólnie dziennik lub pamiętnik
- zachęcać dziecko do pisania listów
- zwrócić się po pomoc w przypadku podejrzenia dysleksji.


Pozdrawiamy ciepło, przytulnie, sobotnio i książkowo!



Jeśli macie ochotę poczytać wpisy innych uczestników projektu, kliknijcie ty - KLIK






19 października 2014

Z krainy chichów

Ja: Igi, wychodzimy, jestes gotowy?
Igi: Jeszcze się wysikam.
Zaczyna się przygotowywać.
Igi: O, nie mogę się wysikać. Chyba mam sikowe zatwardzenie.

Rozmawiamy sobie.
- Nie można mówić, że człowiek jest dupą - wyznaje łagodnie Igi, gdzyż każdy pretekst jest dobry, by powiedzieć głośno to słowo.
- Nie można - potwierdzam.
- Jest jeszcze inne słowo na pupę. Gorsze. Tato mi mówił. Ale nie pamiętam, więc niestety nie mogę ci powiedzieć - zasępia się Ignaś. - Przykro mi.

Przyjęcie z okazji urodzin w toku, czyli grupka dorosłych stara się przekrzykiwać wrzask trójki chłopaczków, roznoszących dom. Nagle przybiegają dwaj - Igi i Staś. Niosą skarbonkę Ignasia, w której moszczą się dwa banknoty o niskim nominale - urodzinowe prezenty.
- Tato, tato, otwórz mi skarbonkę - wywrzaskuje Igi.
- Dlaczego?
- Bo ja mam tam dwie pieniążki i dam jedną Stasiowi!

Po długim, wrzaskliwym popołudniu rada udręczonych rodziców oznajmiła jednogłośnie - otępić hałaśliwe towarzystwo bajką. Włączyliśmy zatem film dzieciom, oczekując błogiej ciszy, która nie nastapiła. Dzieci postanowiły bowiem roznieść kolejny pokój i tak do naszych uszu, oprócz dźwięków bajki, dochodziły kwiki i dźwięki upadających przedmiotów. Nagle rozległ się też płacz. Potem trzask otwieranych z impetem drzwi i dwie pary podnieconych stóp przybiegły do nas.
- Staś się przykleił! Staś się przykleił! - Przekrzykiwali się chłopcy.
Z drużyny rodziców oddelegowano jednego do ekstrakcji Stasia spomiędzy ściany i kanapy.

Cały czas usiłuję wytłumaczyć Igusiowi, by wybierał płatki owsiane, a nie Cheerios w przedszkolku. Wchodzimy do placówki, pani proponuje śniadanie. Igi spogląda na mnie niepewnie i stwierdza:
- Bardzo mi przykro, ale ja niestety będę jadł Cheerios.

Chłopaki leżą razem w łóżku i gadają.
- ... ja mam taką bluzę od piżamy. Ona nie ma kleju - gaduli Benio. - Wcale nie jest duża, tylko taka malutka.
- Ty masz duże ciało - oznajmia Ignaś z powagą.
- Tak. - odpowiada z powagą Benio.

- Mamo, jestem głodny. Czy możesz mi zrobić takiego chochlika? - zapytał pewnego dnia Ignaś, w związku z czym zdębiałam. Śledztwo wykazało, że chodziło o szaszłyka z owoców.

17 października 2014

Deszczowy dzień

Deszczowe weekendy owocują miłymi, niekomercyjnymi zabawami. Oto jedna z nich:


Igi zrobił z lego rakietę, która została przyczepiona do deskorolki:


Dalsza ewolucja zabawy:


A marzy mi się takie zagospodarowanie tego kawałka salonu:

Pozdrawiamy z kraju, w którym zima stoi już za progiem :-)

14 października 2014

Przygody z książką 2

To już drugi wpis z serii "Przygody z książką", której inicjatorką jest autorka bloga "Dzika jabłoń". (Jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi wpisami, zajrzyjcie TU. Mnóstwo blogerów wzięło w niej udział i wprost kipią energią!) 

A ja chciałabym kontynuować poprzedni wpis i tym razem zająć się stworzeniem odpowiedniej atmosfery i otoczenia niezbędnych w każdej szanującej się hodowli małych czytelników. Funkcjonalna strona czytelnictwa jest niezmiernie ważna. Jeśli nawalimy od strony praktycznej, będziemy sobie tylko utrudniać rozbudzanie miłości do książek. Po prawdzie często tej miłości nie trzeba wcale rozbudzać, co ze zdziwieniem mogą przyjąć osoby uważające się za nielubiące  książki. Dzieci to niesamowite, zainteresowane wszystkim istoty. Zbyt często rola dorosłych sprowadza się do uświadomienia im co może być nudne... Myślę o tym za każdym razem, gdy z niechęcią otwieram pralkę czy zmywarkę ;)

Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko z przyjemnością sięgało po kolejne tomy i prosiło nas o głośne czytanie, zabierzmy się do tego z głową:
  • czytajmy przy dziecku - tak, wiem, o czym niektórzy od razu pomyślą. Że przy dziecku się nie da i że przecież dom się sam nie odkurzy, a poza tym... A poza tym to nie szukajmy wymówek. Zdziwią się ci, którzy spodziewają się najgorszego, jak spokojne potrafi być dziecko, którego rodzic czyta. A tym, którzy tak garną się do pracy z kolei chcę dać pracę, zadanie domowe, czy cokolwiek, co uspokoi ich pracowite sumienia - usiądź w fotelu i przeczytaj kilka stron książki, zainteresuj się jakimś artykułem, może nawet podziel się potem przemyśleniami z partnerem? Dzieci uczą się przez naśladowanie. I to my jesteśmy dla nich najważniejszym przykładem. Czytając pomagamy dziecku kodować, że książka to przyjemność i rodzice lubią czytać.
  • otoczmy się słowem pisanym - rada jak z katalogu IKEA. Weź kilka książek i czasopism i rozrzuć je to tu, to tam. Nie dość, że ułatwi ci to sięgnięcie po nie, gdy znajdziesz się w pobliżu, ale oswoi dziecko z obecnością książek. Podpunkt należy ominąć, gdy nasze dziecko uważa się za kasownik do biletów.
  • zapewnijmy pacholęciu dostęp do jego ulubionych pozycji:
    • stawiajmy książki nisko na półkach
    • połóżmy dziecięce lektury na stoliku, możemy je też trzymać w koszyku w kąciku z zabawkami
    • zabierajmy ze sobą książki w podróż.
  • zadbajmy o oświetlenie i wygodę siedzenia - nie ma nic bardziej irytującego niż zbyt ostre lub zbyt słabe światło, gdy masz czytać. Szczegół, ale jakże istotny.

U nas książki rozpełzają się w zastraszającym tempie po całym domu, zawalając wszelkie powierzchnie płaskie. W piątek stoją równiutko na trzech najniższych półkach regału, a kilka z nich wala się w sypialni i salonie, gdyż Igi znudził się sprzątaniem i coś sobie już wydłubał z półki oraz porzucił, idąc po kolejny tom.

Postanowiłam, że przy Ignaśkowym łóżku na wyciągnięcie ręki będą półki na książki czytane chętnie przed zaśnięciem oraz te zbyt wielkie na to, by postawić je na regale. Oczywiście nie mogło się obyć bez lampki oświetlającej czytane wieczorami stronice. Gdyby nie pościel, kącik wyglądałby tak, jakby wyrzygała się w nim IKEA. Igi go uwielbia.


Wolna przestrzeń pod piętrowym łóżkiem będzie w planach kącikiem do nauki (stoliczek) i siedzenia (jeszcze nie wymyśliałam na czym będzie się siedzieć) i cięższym lektorom z pewnością będzie łatwiej czytać na dole. Stojący tam chwilowo stolik z krzesełkami jest jakiś taki niezachęcający. Góra już kusi i przyciąga, część przyjęcia urodzinowego Ignaśka dzieciaki spędziły w wyrze przeglądając polskie książki :) 

By w pokoju było przytulniej, powiesiłam w nim półkę. Znalazły się na niej trudniejsze pozycje "na wyrost" oraz kilka książek o bardzo dużych formatach. Igi może wleźć na stołeczek i po nie sięgnąć.


Jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?

11 października 2014

Wiesio - 4 lata

Narybek dorasta. Z rzadka trzeba mu zmienić ciuchy, a często nawet daje się go namówić, żeby przestał drzeć paszczę i powiedział coś ludzkim głosem. W codziennych rozmowach jest niezastąpiony, szczególnie ze względu na tę nieodłączną nutkę abstrakcji, którą wnosi do nawet najprzyziemniejszej konwersacji.

Niech żyje Wieś!

Czekał na "urodzinę" w napięciu. A tego wielkiego dnia wyczuł, że chcemy, żeby spał i wstał. Trzymaliśmy go więc w wyrze na siłę ;) Miał mieć urodziny jak Lisa z "Dzieci z Bullerbyn" - pyszności w łóżku. 


Dzióbek skupienia prezentuje nam teraz kotek za każdym razem, jak tylko przysiądzie przy klockach. LEGO są jednak fajne, mimo że plastikowe :)


To ten. Idę zbudować jakiś domek.

7 października 2014

Z krainy chichów

Igi puka do drzwi łazienki, gdzie suszę włosy. Wtyka łepetynkę w drzwi i mówi:
- Czy pani jest gotowa?
- Jaka pani? - nie rozumiem.
- Ty.
- Na co mam być gotowa?
- Czy pani jest gotowa, żeby odłożyć termometr na miejsce? - Igulek wyciąga łapkę z przyrządem.
- A czy pan jest gotowy na kolejną kanapkę?
- Tak, pan jest gotowy.

Złota myśl na ten tydzień:
"Bąk to niewidzialna kupa"

Igi przeżywa prawdziwą fascynację bajkami-grajkami oraz "Dziećmi z Bullerbyn", którą to książkę radośnie odsłuchuje, ewentualnie prosi o puszczenie filmu. Na efekty nie trzeba długo czekać. Igi przemieszcza się po domu w systemie "random" i rymuje wrzaskliwie:
- Zadek i dziadek. Zadek i dziadek. Zadek i dziadek. I cukierki ślazowe.

Przychodzą do nas goście i na stole lądują słodycze na prośbę przyjaciółki. Ignaś dostaje pozwolenie na zjedzenie 3 rzeczy. W pewnym momencie Wiesio materializuje się przy mnie, bardzo zaaferowany, po czym szepcze mi na ucho:

- Mamo, mam taki pomysł. Włączysz timer na telefonie i gdy on zacznie dzwonić, to ja skończę jeść słodycze.

Kwiatowy tato zapuszcza włosy na swojej twarzy. Już jest w stanie zrobić sobie kitkę na brodzie. Podchodzi do mnie Ignaś z gumką w dłoni i mówi:
- Mamo, zrób mi kitkę na brodzie.
Próbuję. Na to Igi kwituje moje niepowodzenia:
- Nie wychodzi ci, bo ja mam brodę, ale ona jest niewidzialna.

Pewnego dnia, wolnego od przedszkola, gościmy u siebie Ignaśkowego przyjaciela. Daję chłopcom śniadanie. Przy stole rozpoczyna się rozmowa.
Igi: Poroznawiajmy o kowbojach. 
FIlip: Nie, o ludziach takich. 
Igi: Nie, lepiej porozmawiajmy o nas!

Ignas podchodzi do mnie z ozorem.
Ja: Jeśli jeszcze raz mnie poliżesz, to chyba wystrzelę w kosmos ze zdenerwowania!
Igi: Nieee. Nie masz rakiety i nie wiesz jak nią latać. I nie mogłabyś w niej oddychać.

Niedawno kupiliśmy nową, odjechaną płyte kuchenną. Igi celebruje zakup, ogladając ją z bliska i podświetlając latarką.
- Trzeba ją wytrzeć ściereczką - wyrokuje w trakcie oględzin.
- To możesz iść po ściereczkę i ją wytrzeć, Igusiu - odpowiadam.
Następuje sekunda ciszy. Igi najwyraźniej trawi moją propozycję.
- Albo mogę ją wytrzyć rękawem - stwierdza Ignaś.

Pada śnieg. Igi zamyśla się.
- Czy płatki śniegu to to samo, co płatki owsiane? - pada wreszcie pytanie.

Sobota. Garuję jeszcze w wyrze. Przybiega do mnie Ignaś w stanie wysokiego zaaferowania.
- Czy dziś jest sobota?
- Tak.
- A czy ja mogę teraz zjeść kawałek czekolady?
- Nie, Igusiu, po śniadaniu możesz zacząć jeść słodycze.
- Tak, ale ja sie boję, że ktoś mi da za dużo jedzenia na śniadanie i nie dam rady zjeść czekolady - wyjawia Ignas naturę swojego problemu.

5 października 2014

Przygody z książką

Oto pierwszy wpis związany z akcją "Przygody z książką", organizowaną przez Dziką Jabłoń. Inne blogi biorące udział w akcji znajdziecie TU.


Ten wpis będzie o naszej książkowej przygodzie. O spostrzeżeniach, a przede wszystkim o radach dla rodziców.

Czy wiecie, jak bardzo ważne jest czytanie dziecku? Zapewnia mu uwagę rodzica, wspaniały czas wyłączności oraz obcowania ze słowem pisanym. Rozwija słownictwo, niesamowicie pobudza wyobraźnię, wycisza, uczy koncentracji. Każda przeczytana strona może być podstawą do ciekawych rozmów. Dziecko poznaje świat, zachowania ludzkie, uwrażliwia się na piękno. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać...

Igul to mały mól książkowy. Już jako dziewięciomiesięczniak wykorzystywał książki do nauki celowania - ciskał w nas nimi, dopominając się o czytanie prostym i wymownym komunikatem "da!". Mamy nieustannie wzbogacaną biblioteczkę, która jest moją prawdziwą dumą. Oczywiście kupowane przez nas i nam książki muszą przebyć oszałamiającą drogę 2400 km, ale wiem, że warto. Igi jest raczej osobą, którą należy odciągać od książek, zamiast do nich namawiać - ma to po mamusi.

A oto nasze - Zrzędliwe i Igulcowe rady dla innych małoletnich czytelników:

  • zacznij najwcześniej, jak możesz. Nie czytasz miesięczniakowi czy półroczniakowi "bo on jeszcze nie rozumie"? Zawsze zakładaj, że dziecko rozumie więcej niż ci się wydaje. Ale i to nie jest najistotniejsze - to rytm, to słowa, to nasza uwaga mają znaczenie. To wzbogacanie zasobów słownictwa słyszanego jest celem tego zabiegu. 
  • czytaj to, co ci się podoba. Jeśli pochłaniasz fascynujący tekst o samodzielnej naprawie auta, czy porywający artykuł o genetyce, przeczytaj go na głos. Nasz entuzjazm jest ważniejszy niż to, co czytamy!
  • czytaj to, co ci się podoba. Eeee, to już było. Ale trzeba o tym jeszcze raz. Kupuj piękne i ciekawe książki. Ciekawe dla ciebie. Wybór książek jest tak ogromny, że strzałem w kolano jest kupowanie byle czego, byle gdzie i z byle jakiego wydawnictwa. Rodzic z niechęcią sięgający po tandetną, nudną książkę skutecznie zniechęci też swojego potomka do czytania i wyrośnie kolejny człowiek, który będzie mówił, że "nie lubi czytać". A ja nie wierzę, że są tacy ludzie. Wierzę za to, że są ludzie, którym nikt nigdy nie dał do ręki książki tak ciekawej, że nie można zasnąć, dopóki nie doczyta się ostatniego słowa.
  • czytaj mimo wszystko. Wielu jest rodziców, którzy nie czytają jeszcze półtoraroczniakom. Pytani dlaczego, odpowiadają, że:
- dziecko jest niezainteresowane
- dziecko nie potrafi usiedzieć minuty nad książką
- dziecko niszczy książki.

Odpowiedź na wszystkie argumenty jest jedna - to w porządku. Czytaj. Mimo wszystko. Dziecko "niezainteresowane" rodzice rozpoznają po tym, że zajmuje się ono swoimi sprawami. Ale... przecież słuch działa nadal, nawet jeśli dziedzic buduje wielopoziomowe wieże z klocków. Dlatego też telewizor powinien być wyłączony. Bo podzielność uwagi to nie mit. I o ile książka ma działanie edukacyjne i terapeutyczne i można z powodzeniem podczytywać ją maluchowi podczas zabawy, tak tv rozprasza dziecko, które odrywa się od zabawy, by zerkać na rozmigotany ekran. Na treści nadawane przez stacje nie mamy żadnego wpływu i często do uszu dziecka dochodzą te, które są zupełnie nieodpowiednie. 
Dzieci nie muszą "siedzieć nad książką" niczym studenci. Przeciwnie. Większość osobników ma kłopot z usiedzeniem na miejscu, co nie znaczy, że nie słuchają tego, co czytamy.
Jeśli twoje dziecko okazuje się prawdziwą niszczarką do książek, dawaj mu do łapek coś innego. Jeśli podjada z upodobaniem celulozę, przygotuj jakąś legalną przekąskę. Rozmawiaj o szkodach wyrządzonych na książce. Napraw ją przy dziecku. 
  • zapewnij sobie wybór. Tak jak z 2 pieluszkami nie uda ci się pieluchowanie wielorazowe, tak z kilkoma książkami nie wyhodujesz czytelnika. Najprawdopodobniej nie z powodu niechęci dziecka. Dzieci uwielbiają powtarzalność. Ale ty z pewnością zdechniesz z nudów, czytając po raz setny tę samą książkę. Zaopatrz się w więcej pozycji, które z przyjemnością otworzysz i nie znudzisz się nimi od razu.
  • podczytuj blogi książkowe. Dla inspiracji. O tym, że... (KLIK), Stasiek poleca (KLIK), Czytam dzieciom - i sobie też (KLIK), 13 surytkatek (KLIK), Czym zająć malucha (KLIK) i wiele innych.
  • zapoznaj się z akcją "Cała Polska czyta dzieciom" (KLIK), najlepiej także przez lekturę "Wychowania przez czytanie" Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. 

W ramach akcji codziennie na naszym Instagramie pojawią się zdjęcie książek, które czytaliśmy tego dnia. 

A jakie są Wasze doświadczenia z czytaniem? Kiedy zaczęliście? Jak Wam idzie? Czy dodalibyście coś do mojej listy? A może z czymś się nie zgadzacie, coś u Was nie zdało egzaminu? Jakie blogi książkowe odwiedzacie?