21 marca 2015

Czterolatek - nie do opanowania

Do napisania tego postu zabierałam się miesiącami. Na brak weny nie wpłynął oczywiście jedynie czterolatek, którego hodowlą intensywnie się zajmujemy, ale także inne zmiany życiowe, w tym nowy, absorbujący domownik, który umysłowo jest nadal dzieciakiem, za to waży już 30 kilogramów. I gubi kłaki na wiosnę. I szczeka na listonosza. Ale to nie o tym miałam pisać.

Czterolatek. Tego się nie spodziewałam.

To powinien być tytuł tego wpisu :)
Posiadanie na stanie osoby, która przeszła bez szwanku bunt dwulatka jest pasmem nieustających przyjemności. Dziecię od lat ubiera się samo, samo nalewa sobie wodę do szklanki, nakarmi kota i wysika się bez asysty, nie trzeba mu nawet przypominać o myciu rąk. Samo wrzuca ubranie do kosza na pranie i na dodatek jest wspaniałym, interesującym rozmówcą. Rodzic zaczyna sobie nagle zdawać sprawę, że jest coraz bardziej odciążony, jeśli chodzi o czynności okołodziecięce. Bywają wręcz momenty, gdy zdarza mu się ocknąć ze zdziwieniem na kanapie, z książką w ręce i potomkiem bawiącym się klockami w pokoju dziecięcym.

I wtedy w domu z hukiem pekających ścian, łomotem spadających cegieł  i brzękiem tłuczonych w oknach szyb pojawia się czterolatek. Nieokiełznany. Z głosem nadwerężającym nawet najbardziej odporny bębenek w rodzicielskim, ciężko doświadczonym przez los uchu. Osoba, która w jednej chwili jak opętana chichocze z dowcipu na poziomie ubikacyjnym, by w następnej wybuchnąć huraganem złości i miotać przekleństwami niczym wytrawny Miecio spod budki z piwem.


Tylko rodzic o stalowych nerwach i potężnym doświadczeniu nie zaczyna zastanawiać się, jaki wróg podmienił mu dziecko na czterolatka i czym sobie na to zasłużył.

W obwinianiu siebie za straszliwą porażkę na gruncie wychowawczym pomaga jak zwykle (cytowana już przeze mnie) książka "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat" Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego (książkę można kupić tu - KLIK). Tekst o czterolatku koi skołatane nerwy i powoduje, że wypatrujemy pojawienia się w domu czteroipółlatka tak, jak dziecko oczekuje gwiazdki i prezentów.

Czego zatem spodziewać się po czterolatku? Jak go zrozumieć?

"O czterolatkach mówi się, że są "nie do opanowania". Jeżeli będziemy o tym pamiętać, stanie sie to dla nas nieocenioną pomocą w postępowaniu z każdym czterolatkiem, który wejdzie nam w drogę. Czterolatki są bowiem, bardziej niż dzieci w jakimkolwiek innym wieku, nie do opanowania, i to właściwie w każdym rodzaju aktywności." 
Przytakuję temu boleśnie. I dalej czytamy: "Po pierwsze więc, są nie do opanowania ruchowo. Biją, kopią, rzucają kamieniami. Niszczą przedmioty. Uciekają." 
O, tak. Pięści, nogi i pazury poszły w ruch. Igi zaczął także uciekać. Kamieniami nie rzucał, ale to chyba tylko dlatego, że przez grubą warstwę śniegu nie było ich pod ręką ;) Ale nie przestawajmy tylko na tym, czytajmy dalej: "Są też nie do opanowania emocjonalnie. Głośny, niemądry śmiech występuje na przemian z napadami złości. "Strasznie mnie wkurzasz" - potrafi Ci powiedzieć Twój syn czy córka. Jeszcze silniej manifestuje się owo "nie do opanowania" w dziedzinie języka. Słownik typowego czterolatka potrafi zaszokować każdego z wyjątkiem może zahartowanej przedszkolanki. "Rzucanie mięsem" (...) jest nieokiełznane. Wulgarne wyrażenia wchodzą w zasób normalnego słownictwa. Czterolatek (...) powraca do nich z upodobaniem i rymuje je, zarykując się przy tym niemądrym śmiechem (...)" 
Mój osobisty czterolatek jest jak granat z wyciągnietą zawleczką. Nie może sobie poradzić z emocjami i wyładowuje je fizycznie. Rozpoznanie w tym rechoczącym i wydającym szereg nieartykułowanych dźwięków człowieku zawsze skupionego myśliciela Ignasia bywa ciężkie nawet dla rodzicieli. Intensywnie pracujemy nad słownictwem Ignaśka... Na szczęście do jego repertuaru wchodzą głównie "dupy" i "cholery".

"(...) czterolatek jest nie do opanowania, jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie. Uwielbia przeciwstawiać się poleceniom rodziców. Być tak opornym, jak to tylko możliwe, wydaje się dla niego racją istnienia. Nie skutkują nawet surowe kary. Można odnieść wrażenie, że owładnął nim jakiś przemożny duch niesubrodynacji: puszy się, przeklina, przechwala, prowokuje." 
Napiszę wprost. Mam do pracy 5 minut pieszo. Z pracy minuta do przedszkola. Wstaję 2 godziny przed wyjściem, Igi ma na liście tylko mycie zebów, ubranie się i wzięcie czegoś na ząb. Jak, na boga, możliwe jest, że spóźniam się do pracy? Odpowiedź w powyższym cytacie.

W kolejnym akapicie czytamy: "(...) wyobraźnia wydaje się nie mieć w tym wieku żadnych "rozsądnych" granic." Nie mamy co prawda doświadczenia z wymyślonymi towarzyszami zabaw, ale autor wspomina jeszcze o historiach opowiadanych przez czterolatków, które mają tendencje do pozostawania w rażącej sprzeczności z faktami. "Trzeba jednak pamiętać, że dla dziecka w tym wieku granica między fikcją a rzeczywistością jest bardzo cienka. We własnym mniemaniu dziecko nie rozmija się z prawdą. Po prostu opowiedzenie czegoś w taki właśnie sposób jest bardziej interesujące, a ponadto dziecko wierzy w to, co podpowiada mu wyobraźnia." Pewnego razu Ignaś opowiedział mi o tym, co działo się tego dnia w pzedszkolu - pokłócił się z ktorąś koleżanką, była bijatyka, przyjechała policja i ktoś skończył w więzieniu z kulą u nogi. No.

Czterolatek w praktyce

Nasi goście są świadkami awantur i nagłych napadów złości. W domu mamy teraz raczej głośno, bo Igunio często drze paszczę. Można doświadczyć też dzikich tańców, wydawania dźwięku "prr" połączonego z obfitym pluciem, całej gamy nieskoordynowanych ruchów, osobliwego śmiechu, niewysublimowanych żartów w stylu puszczania bąków w czyjąś nogę. Wszechobecne jest słowo "nie", bywają i przekleństwa, choć mimo wszystko Igi waląc z grubej rury, wywrzaskuje nam "jedynie", że nie jest naszym przyjacielem i nas nie lubi. W stanie najwyższej złości krzyczy, że jesteśmy głupi. I że nie zaprosi nas na swoje urodziny. (W tym momencie zazwyczaj wymiękam i zaczynam się śmiać, mówiąc synowi, że to akurat ja urodziny mu wyprawiam.) Wyjścia z młodym człowiekiem stały sie trudne i dosć traumatyczne. 

Uwaga rodzice czteroletnich chłopców! Testosteron!

Bardzo istotną informacją dla rodziców małych ludzi płci męskiej jest to, że w wieku 4 lat następuje potężny wyrzut testosteronu. Przyczyny tego zjawiska nie są poznane, wiadomo natomiast, że ilość testosteronu we krwi podwaja się i powoduje zmiany w zachowaniu, w tym poszukiwanie dynamicznych zabaw. Informacje o hodowli chłopców znaleźć można w książce "Wychowywanie chłopców" autorstwa Steve'a Biddulpha (KLIK).

Jak dać sobie radę z człowiekiem w tym wieku i nie zwariować? 

Ja jak zwykle twierdzę, że kluczem jest zrozumienie etapu rozwojowego i postrzeganie go w kategoriach sprawy dotyczącej wszystkich dzieci, a nie osobistych błędów i porażek. Autorzy cytowanej powyżej książki piszą: "Rzadziej będzie Was opanowywało poczucie beznadziejności poczynań i towarzyszące mu uczucie złości, jeśli będziecie pamiętać, że te "nie do opanowania" zachowania są nie tylko nieuniknione, ale wręcz konieczne dla prawidłowego rozwoju."


Jak MY dajemy sobie radę? Osiągnięcie wewnętrznego zen nie jest łatwe, gdy w okolicy co rusz wybucha czterolatek. W sytuacji idealnej, czyli takiej, gdy "mamy siły" i nie trafia nas jasny szlag płyniemy po spokojnej tafli jeziora, a gdy jest nieidealnie, zagryzamy zęby i staramy się:
- obracać wszystko w żart
- schodzić do poziomu dziecka i rozmawiać z nim spokojnie
- stosować "umowy"
- mieć hasło na wypadek odmowy czy ucieczki; gdy Igi fika nieopanowanie i ani myśli robić tego, o co go prosimy, wypowiadamy magiczne, a jakże, hasło "kupa - siku - bąk", co jest dla niego sygnałem, że zaczynamy wychodzić z siebie
- nie stosować kar, a dużo rozmawiać, nie kusić nagrodami - rozmawiać... Dlaczego? A dlatego (KLIK)
- nie wchodzić w konfrontacje, nie eskalować sytuacji (szczególnie poprzez kary), nie powodować wybuchów
- nazywać uczucia, akceptować je, także te "kolczaste"
- znajdować sposoby na cywilizowane wyładowywanie emocji - u nas dozwolone jest tłuczenie kanapy, wrzeszczenie, tupanie i skakanie, niedozwolona jest przemoc fizyczna czy słowna. Przypominam Ignasiowi, żeby zamiast intencjonalnie ranić nas słowami ("nie lubię cię" itp.) mówił "zdenerwowało mnie to, co zrobiłeś/powiedziałeś"
- zmieniać znaczenie irytujących zachowań - i tak na przykład pokazywanie języka oznacza "kocham cię", a "prrr" z pluciem znaczy "lubię sos tuńczykowy" - działa genialnie, rozśmiesza dziecko i rozładowuje sytuację
- pozwolić mu się "wyhasać" i wymęczyć fizycznie
- czytać odpowiednie książki i rozmawiać o nich
- stosować wszelkie czynności łagodzące obyczaje - tulenie, całowanie, karmienie piersią
- przewidywać trudne sytuacje i porozmawiać z dzieckiem o pożądanym zachowaniu lub zawrzeć umowę jeszcze zanim doswiadczymy wybuchu
- uspokajać rozdygotany układ nerwowy przytuleniem lub przytrzymaniem.


W książce czytamy taką oto radę: "Czterolatek musi mieć możliwość sprawdzenia się. Trzeba mu pozwolić jechać na rowerze w jedną i drugą stronę ulicy, i na coraz dalszą odległość. Dobrze, jeśli w pobliżu mieszkają sąsiedzi, których może odwiedzić i którzy powiadomią o tym matkę. Trzeba mu także pozwolić, by w czasie spaceru biegł naprzód i czekał na najbliższym rogu. Potrafi być zaskakująco odpowiedzialny, jeśli zezwoli mu się na pewną ekspansję. Należy więc popuścić lejce, ale czujnie reagować na te momenty, kiedy konieczne staje się ich gwałtowne, ostre ściągnięcie."


A jak jest u Was? Podobnie, a może łagodniej? A może całkowicie Was bunt czterolatka ominął?

Pozdrawiamy z bezśnieżnej (chwilowo?) Wyspy :)

17 komentarzy:

  1. Hej, nie znam Twojego bloga, jestem tu pierwszy raz, ale jak na odnośniku na innym blogu zobaczyłam tytuł, to musiałam przeczytać, No po prostu musiałam!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Dzięki za tego posta, bo już myślałam, ze to tylko u nas taki stan;)
    I mogę napisać to samo - fajne, spokojne dziecko, z którym można było się porozumieć i dogadać w każdej sprawie zamienia się w tornado, które przebiega rzez mieszkanie i jest nie do zatrzymania.
    Ale rozumiem ze to minie?

    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpowiem na to pytanie za kilka miesięcy ;))) ( o ile dożyję)

      Usuń
    2. ach, no i witaj. i rozgość się :)

      Usuń
  2. Aż się boję . Mam nadzieję ,ze dam radę. Jeszcze rok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyboru nie masz wielkiego, Asiu, tylko dać radę :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. ja chyba bardziej obawiam się nastolatka :D

      Usuń
  4. Nie, nie! To musi być jakaś pomyłka... Po buncie dwulatka jest już z górki, prawda? PRAWDAAA!? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, bardzo chciałabym w to wierzyć ;) ale książki mają to do siebie, że opisują ogół, niekoniecznie każde dziecko wpisuje się w te ramy :) i tego lepiej się trzymać!

      Usuń
  5. Jezuuu, a ja już zaczęłam myśleć, że źle syna wychowuję. Za 3dni kończy 4lata i płynnie przechodzi od histerii do euforii. W ciągu jednej minuty dowiaduję się, że jestem głupia i kochana, a w przedszkolu chyba sami przestępcy, bo co chwilę kogoś aresztują. Poza tym mam w domu strażaka, który już niejeden pożar ugasił. I nie ważne, że to fikcja, bo dziecko moje wierzy w to tak samo, jak w Świętego Mikołaja. A ten, jak wiadomo, istnieje.
    Muszę się w te książki zaopatrzyć. Może mąż uwierzy, że to minie. Bo na razie tylko włosy z głowy rwie i klnie, że źle syna wychowujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie dlatego powstał ten wpis - bo znowu złapaliśmy sie na tym, że oddychamy z ulgą, gdy Młody zasypia, po czym wymieniamy zrozpaczone spojrzenia "Dlaczego nas to spotyka?!" Co za ulga wiedzieć, że to normalne i że minie :) :)

      Usuń
  6. znam tę książkę
    i znam to :) - Janek ma 4 lata i 3 miesiące :D
    chociaż (odpukać!) doświadczamy chyba łagodniejszej wersji...

    najważniejsze, że się wyjaśniło gdzie byliście jak Was nie było (czyli w czarnej... rozpaczy)
    i że wróciliście!

    OdpowiedzUsuń
  7. moim największym problemem jest narazie ząbkowanie i lęk separacyjny. Skupiam sie tylko na tym. Jeszcze tyle przed nami.

    Czy ja kiedyś mówiłam, że Vinnie nie będzie jedynakiem? :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaaaaahaaaa! To tak to bedzie wygladalo! Ehhh, niby wyksztalcona pedagogicznie jestem ale juz nie ogarniam swojego dwulatka...no nic...pozyjemy, zobaczymy ;-) Pozdrawiamy! Fajnie, ze wrociliscie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej dziewczyny - mamy, jak mi się zdaje, jedynaków! ja mam trójkę (6, 4 lata i pół roku). Powiem Wam, że brak możliwości skoncentrowania całej uwagi na jednym dziecku pomaga i rodzicom i dzieciom. Naprawdę, z jednym dzieckiem miałam najwięcej nerwów i roboty. Pozdrawiam :) Magda

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej! Czytałam ten wpis w zeszłym roku, posiadając na stanie trzylatka. Dziś mam czterolatka, który jest w stanie każde słowo zrymować z "dupą". Goście omal się nie zakrztusili, kiedy w święta usłyszeli "gloria, dupija, in excelsis Deo". ;) No i to bicie, plucie, wrzeszczenie... Mija, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż parsknęłam śmiechem :) tak, mija. teraz Igi rymuje "Gdzie jest tata - łopata?" na przykład :)

      Usuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!