Kwiatowy Tatul relacjonuje mi swoje popołudnie.
- ... potem pojechałem odebrać Ignasia z przedszkola. Gdy wszedłem, z kwikiem przybiegła do mnie księżniczka. Chcesz zobaczyć? - tu wyjmuje telefon i pokazuje fotę.
Ponoć po chwili zorientował się, że księżniczka w zwiewnej sukience jest jego pierworodnym synem :-)
Co do mody przedszkolnej, panie pstryknęły Ignasiowi jeszcze inne zdjęcia (nie miałam niestety przyjemności widzeć tego na własne oczy, ale na wywiadówce niemal posikałam się ze śmiechu):
Igi wprawdzie zrezygnował ze stroju dalmatyńczyka, ale puchate buciki na obcasach były jego zdaniem doskonałym obuwiem do zabawy samochodami, ponoć fikał w nich pół dnia:
Dodam jeszcze, że ulubionymi bucikami jego najukochańszego wafla "Lobelta" (Roberta) są różowe balerinki całe z cekinów. Chciałabym ich widzieć w akcji. Jeden na obcasikach z piórkami, drugi w lśniących baletkach, a obaj zanoszą się gburowatym rechockiem, rozmawiając o kupie i bąkach :D
Jak ja lubię nasze przedszkole za to, że się dzieciaków nie ogranicza :)


