Kiedyś, dawno temu, kojarzyłam ten czas z zapachami potraw, choinką, wspaniałą atmosferą, migoczącymi swiatełkami i tym dreszczem niecierpliwości... Prezenty. Teraz na prezentach mi nie zależy. Słuchamy kolęd i wspominamy.
Od kilku lat największym prezentem jest pakowanie paczuszek, wkładanie ich ukradkiem pod choinkę, a później - po prostu cieszenie się z Igulcowej radości.
Nie jestem za spełnianiem każdej zachcianki natychmiast. Dzięki temu marzenia smakują lepiej :-)
Igi potwierdza poniżej.
Najlepsze prezenty?
Maska i "płytwy" oraz... lizaki. Igi miał już na sobie maskę, a w paszczy rurkę, gdy odnalazł ten wielki skarb (będący w zamierzeniu jedynie dodatkiem do właściwego prezentu).
- Lizaczki! - zaskowyczał Iguś przez rurkę, śliniąc się obficie. - Ale jak ja... - dodał biedak bezradnie, na moment znieruchomiał z lizakiem w ręku, po czym zaczął sobie wpychać skarb przez rurkę od góry.
Taki miał pomysł.
PS. Odkąd w domu zamieszkała maska i "płytwy" kąpiele Ignasia straciły resztki pozorów normalności :)




