31 grudnia 2014

Budzące zdziwienie - książki dla niektórych niepojęte

To na razie ostatni przewidziany przeze mnie w tym krótkim czasie ranking - 2 poprzednie znajdziecie tu (KLIK) i tu (KLIK). Jest to tym samym ostatni wpis z serii "Przygody z książką" Dzikiej jabłoni (KLIK). 

Na naszych półkach z kolekcją Ignasia są też takie pozycje, które w najlepszym wypadku dziwią tych, którym wpadną w ręce. Niektóre bywają komentowane grymasem, inne krytykowane, a jeszcze inne wręcz szokują. A jednak zagościły u nas na stałe i czytamy je chętnie. Co w nich takiego osobliwego? Przekonajcie się sami.

1. Łańcuch pokarmowy - tak, ale nie dla najmłodszych
To jest tak. Dzieci mogą uczyć się o łańcuchu pokarmowym w szkole, na biologii. Bo to naturalna, jak sam łańcuch, kolej rzeczy. Czasem zobaczą, jak kot zjada mysz, a ślimak liść, ale... Opisywać to w książce? To nie wypada! Zapytani, krytycy nie potrafią wprawdzie powiedzieć, co jest nie tak, ale coś z pewnością nie gra. Czy to momentami zaskakująca treść (dla nas dość zabawna), czy specyficzne ilustracje Mizielińskich, tak cenionych w polskiej literaturze dziecięcej, trudno im powiedzieć.
My szczerze polecamy. 
Książka za sprawą wykorzystania czarnych rysunków na białym tle i czerwonych napisów kusi już najmłodszych.

"Kto kogo zjada"
Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński
Ilustracje: autorzy
Wydawnictwo Znak, Kraków 2010
(KLIK)

2. Karmienie piersią? Tabu...
Karmienie piersią. Z jednej strony zwyczajne, z drugiej - budzące wstręt niektórych. Ci drudzy rozmawiają o nim niechętnie, nie chcą też być świadkami tej czynności. Tak, niektórzy mają z tym spory problem. A my uwielbiamy tę książkę i za fantazyjne ilustracje, i za treść. Książka jest tak "bliskościowa", że aż dzwoni! Jest w niej i o współspaniu, i nieco o fizjologii, a także o wychodzeniu naprzeciw potrzebom dziecka i karmieniu go wtedy, gdy jest głodne, niezależnie od tego, gdzie mama się znajduje. Porusza też temat dłuższego karmienia piersią, jak również - taka jest przynajmniej moja interpretacja - samoodstawienia.
Piękna książka o tym, co powinno być normalnością, a nie powodem do piętnowania.
Bardzo cenna pozycja w naszym zbiorze!


"Kołysanka o piersiach mamy"
Monica Calaf, Mikel Fuentes
Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2011
(KLIK)

3. Ależ dzieciom nie wolno się bać!
Niektórym chłopakom nie wolno płakać, a już tym bardziej przyznawać się do strachu. Dziewczynkom w tym zakresie wolno już zazwyczaj nieco więcej. A co jeśli dziecko się jednak boi? Ja uważam, że strach trzeba oswajać. W miarę możliwości wyjaśniać, a nawet ośmieszać potwory, jak to wspaniale jest zrobione w tej książeczce. Kazio słyszy, że coś w domu robi nocą "GRRR" i wędruje po ciemnych pomieszczeniach w poszukiwaniu grrrrrrącego potwora. Co znajduje po zapaleniu światła?
Książka świetna o przemawiającej do wyobraźni szacie graficznej.
Polecamy szczególnie tym najmłodszym, którzy temat strachu przed ciemnością mają do przerobienia.

"Kazio i nocny potwór"
Martyna Skibińska
Ilustracje i projekt graficzny: Anna Niemierko
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2005
(KLIK)

4. Stolczyk, że paluszki lizać
Budząca (w niektórych) zgrozę wesoła książeczka o perypetiach wkurzonego kreta, który z osobliwym nakryciem głowy wyrusza na poszukiwania producenta woniejącego "kapelusza". Kret rozmawia z różnymi zwierzętami, a każda rozmowa zakończona jest prezentacją stolca danego gatunku. Dla nas - klasyka gatunku! Kto zetknął się kiedys z zaparciami nawykowymi ten wie, że oswajanie i wyśmiewanie tematu ma wartość terapeutyczną.
Przeciętny przedszkolak ubawi się po pachy, nawet jeśli nie będzie to związane z poradzeniem sobie z jego problemami na gruncie nocnikowo-toaletowym.

"O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę"
Werner Holzwarth
Ilustracje: Wolf Erlbruch
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011
(KLIK)

5. Okołotoaletowe bezeceństwa
Wszystko o kupie. I bąkach. Kto ją robi, kto je, kogo śmieszy, a kto czuje się jej obecnością urażony podobnie jak występowaniem tej książki na półkach księgarń. Autorka nie cofa się przed narysowaniem kupy na talerzu, czy instrukcji puszczania bąków pod wodą. Klasyfikuje kupy pod względem kształtu, wielkości, czy koloru. Opisuje drogę kupy od jedzenia aż po morze, gdzie stolec płynie w czepku pływackim, ma ręce i nogi. Terapeutycznie? Nieoceniona. Zdaniem dzieci? Przezabawna.

"Mała książka o kupie"
Pernilla Stalflet
Ilustracje: autorka
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012
(KLIK)

6. ... I TO ma być "lektura"?!
Ta przyjemnie narysowana książeczka z każdą stroną porusza coraz... ciekawsze tematy. Najpierw jest środowisko - zazwyczaj nieistotne, bo jego ochronę najchętniej zostawiamy dla innych. Później ludzie i kwestie bezpieczeństwa. Potem robi się coraz ciężej - aspekt krzywdzenia dzieci, a na końcu z grubej rury - kwestia szanowania ciała dzieci. Książka ma proste, doskonale utrwalające przekaz ilustracje. Autorka porusza ogromnie trudne i istotne tematy, które ze wszystkimi dziećmi należy gruntownie przedyskutować. A całej książce towarzyszy przewodni temat szacunku i informowania innych o tym, jeśli dzieje się coś złego.
Arcyważna!

"Powiedz komuś!"
Elżbieta Zubrzycka
Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Gdanskie Wydawnictwo Psychologiczne
(KLIK)

7. Jeśli nie będziemy wspominać o chorobie, to choroby nie będzie
Nie no, ale serio. Z dziećmi rozmawiamy tylko o kwiatkach, misiach i słoneczku. Z pewnością nie o chorobach czy kalectwie. A jednak autorka książki o uroczym rodzeństwie nie cofa się przed poruszeniem tematu choroby, tym bardziej, że chora Klementynka poruszająca się na wózku inwalidzkim jest również siostrzyczką całkiem zdrowego chłopca. Choroba siostry widziana oczami dziecka. 
Autorce udało się zawrzeć potężny ładunek pozytywnych emocji, poruszyć ważne tematy i zilustrować całość pogodnymi obrazkami. 
To książka, która może być punktem wyjściowym dla niezwykle istotnych rozmów.

"Czasami"
Rebecca Elliott
Ilustracje: autorka
Wydawnictwo Credo
(KLIK)



Dla maniaków i moli książkowych - "Przygody z książką" - (KLIK)

30 grudnia 2014

Najzabawniejsze - książki, które poprawiają humor

Dziś ranking zupełnie inni niż wczorajszy (KLIK). Dziś bowiem zajmuję się tylko treścią i to nie byle jaką. Ma śmieszyć, bawić i poprawiać humor. Znowu wybór był niezwykle trudny. Ale ranking powstał i tak. Oto on:

1. Rozweselająca moc "Rozwesołków"
Joanna Papuzińska słusznie wybrała taki tytuł dla swojego zbioru wierszy. Moje dziecko kwiczało podczas lektury do utraty tchu. Zaraziło rechocikiem ukochanego kumpla i tak oto po domu biegało dwóch niemal "czterolatkowych" chłopczyków wywrzaskujących coś o pszczółkach miłych, co zbierały z kwiatków tyłek. Papuzińska rządzi. Bezsprzecznie. Sprawdzone przez Igulca. Do słownych figli Papuzińskiej dodajmy charakterystyczną kreskę Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej i oto jest książka, która zauroczy każdego.

"Rozwesołki"
Joanna Papuzińska
Ilustracje: Elżbieta Krygowska-Butlewska
Wydawnictwo Mila, Poznań 2008
(KLIK)

2. Zwierzaki podane na wesoło
Tak wyglądały moje notatki z biologii. Ucząc się, tworzyłam bogato ilustrowane, zapierające dech w piersiach opowieści o pająku lub musze. Bibi (kto nie chciałby mieć na imię Bibi?) kocha zwierzęta i chce tą miłością zarazić innych. Wesoła książka opowiada o fascynujących stworzeniach w arcyciekawy i dowcipny sposób. Rewelacyjna. Ilustratorka udowadnia, że czarno-białe jest nie tylko wystarczające, ale i piękne oraz podoba się dzieciom.

"Zwierzaki cudaki. Księga najdziwniejszych zwierząt świata"
Bibi Dumon Tak
Ilustracje: Fleur van der Weel
Wydawnictwo, a jakże, Dwie Siostry, Warszawa 2011
(KLIK)

3. Aż trudno przewrócić stronę... Szczególnie młotkiem
Niesamowite. Od obwoluty po stopkę powodują wybuchy śmiechu. Abstrakcyjny humor docenią i mali, i duzi, ale do tych starszych skierowana jest szata graficzna książek. Szalone, zwariowane, doskonałe. Trylogia "NIEporadników".
Niebezpieczna stopka!

"Podręczny nieporadnik. Młotek. Grzebień. Rękawiczka"
Tekst: Wojciech Widłak
Podtekst: prof. Kurzawka i adiunkt Kwas
Ilustracje i projekt graficzny (brawo!) Paweł Pawlak
Wydawnictwo czerwony konik, Kraków 2009
Wydrukowano na papierze wyprodukowanym z makulatury pozyskanej z poprzednich prac prof. E. Kurzawki i adiunkta H. Kwasa (podobno)
(KLIK
ii-haa!

4. Kto chce taką babcię? A kto nie chce takiego Patryka?
Patryk jest tu mało ważny. Patryk chrupie ciacha, wgapia się w telewizor i jest bardzo roszczeniowy. Gdy czytam, zawsze ma lekko zawodzący, marudny głos. Za antypatycznego (a może nie?) wnusia babcia dałaby się pociąć. Bo babcia jest w dechę. Nie tylko jest kompletnie nieprzygotowana na wizytę wnuka, ma fioletowe włosy i nieodłączną torebkę, ale do tego jest niesłychanie zaradną staruszką. Czego potrafi dokonać ta nieustraszona kobiecina (a raczej herod-babcia) dowiecie się z dowcipnej i cudnie zilustrowanej książki pt. "Co?!"

"Co?!"
Kate Lum
Ilustracje: Adrian Johnson
Wydawnictwo Tatarak, Warszawa 2009
(KLIK)

5. Krowy mogą wszystko!
Ale nie każda krowa chce móc wszystko. W zasadzie tylko jednej zależy. To Mama Mu. Jest pogodna, odważna i ogromnie pewna siebie. Przebojowa krowa! Jeździ na rowerze, nurkuje, rozmawia przez telefon... Nawet buduje domki na drzewie! Jej przyjaciel, Pan Wrona, jest trochę jak wrzód na tylnej części ciała. Zrzędliwy, rozhisteryzowany malkontent i hipochondryk - ciągle utyskuje, podcina koleżance skrzydła, cierpi na brak wiary. Czy to ją zraża? Ich urocze rozmowy oraz opisy wspólnych przygód zostały zapisane, a także przyjemnie sfilmowane.

"Mama Mu buduje"
Jujja Wieslander, Thomas Wieslander
Ilustracje: Sven Nordqvist
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań, 2008
(KLIK)

6. Myśleliście, że dzieci potrafią się bawić? A tato i sąsiad to co?
Dzieci są świetne w robieniu bałaganu i szkód... yhm. To jest, yyy, dobrej zabawie. Starte cegły to papryka do kanapek, a meble wynosi się z domu na stertę, bo przecież mama mówi o nich "rupiecie". Bawią się tym lepiej, że jest ich aż trójka. Dwójka dorosłych mężczyzn powinna zatem z łatwością okiełznać towarzystwo i wprowadzić porządek, prawda?
Cóż. Nieprzemyślane zakupy i kompletne zatracenie w dziecięcej zabawie to chyba domena męskiego rodu. 
Przezabawna. Tato Kwiatka poleca. Ja też.

"Tato, zbudujmy domek"
Markus Majaluoma
Ilustracje: Markus Majaluoma
Wydawnictwo Bona, Kraków 2011
(KLIK)

7. Szaleństwo ekscentrycznych gadów
Brawurowa, dowcipna, szalona - książka jest taka jak jej bohaterowie. No dobra, przesadzam. Książka nie pyskuje, nie kłóci się, nie obraża ani nie ubliża. Nie popija zupy ogórkowej z termosu ani nie żre duszonych na maśle muchomorów. A już na pewno nie zionie ogniem. A jej bohaterowie tak. Jest rewelacyjna. Niech nikogo nie zmyli to, że wymieniam ją w ostatnim podpunkcie tej wyliczanki. O, nie! "Smoki" są z pewnością na szczycie rankingu najzabawniejszych książek Igulca! Dopiero co o niej pisałam, o, tutaj (KLIK).

"Sceny z życia smoków"
Beata Krupska 1987
ilustracje: Zbigniew Larwa
Wydawnictwo Prószyński Media Sp. z o.o. 2014
(KLIK)


Jak Wam się podobają moje rankingi? Tak z ciekawości.

Inne wpisy cyklu "Przygód z książką" tu (KLIK)

29 grudnia 2014

Nasze najpiękniejsze - bo książka ma cieszyć oko

Nic nie odpycha bardziej, niż brzydka książka, tandetne ilustracje, nieodpowiednia czcionka. Błędy oznaczają dla mnie całkowitą dyskwalifikację, na szczęście literatura dla najmłodszych jest teraz bardzo dobrze dopracowana w każdym szczególe. Ponieważ książki dla dzieci zawierają zazwyczaj mniej tekstu, to na ilustracjach skupia się niemal całe bogactwo wyrazu pozycji. 

Nie było mi łatwo wybrać najpiękniejsze książki z naszej ciągle powiększającej się kolekcji.

Oto mój subiektywny ranking:

1. Książka edytorsko doskonała
"Opowieść" Joanny Papuzińskiej z ilustracjami Stasysa Eidrigeviciusa zasługiwała na wyróżnienie w konkursie o tym tytule. 3 wyjątkowe wiersze ("Opowieść", "Ja" i nieco straszna "Czarna jama") tej wspaniałej autorki dostały niezwykłą wręcz oprawę. Rysunki fascynowały półtorarocznego Ignasia nie mniej niż sam tekst. Książkę wałkowaliśmy do tego stopnia, że Iguś konczył bezbłędnie każdy wers. To wspaniała podróż w świat nakreślony kreską wielkiego artysty.

"Opowieść"
Joanna Papuzińska
Ilustracje: Stasys Eidrigevicius
Wydawnictwo Mila, Poznań 2010
(KLIK)


2. Opowieść o wielkiej przyjaźni

"Chłopiec i pingwin" Olivera Jeffersa jest wzruszającą książką o małym, dzielnym chłopcu, który bardzo chce pomóc pingwinowi, który się zgubił. Ich przygody wyraziście zilustrował sam autor techniką akwarelową. Obrazki są piękne, gustowne w swej prostocie i znamionują duży talent. Książka nie tylko wzrusza, ale na każdej stronie przyciąga wzrok czytelnika.

"Chłopiec i pingwin" 
Oliver Jeffers
Ilustracje: Oliver Jeffers
Wydawnictwo mam, Warszawa 2010
(KLIK)


3. Jak narysować coś, czego nie widać?

Zabawny ptaszek nie ma łatwego życia. Nie widać go i jest to jego największy problem. Jak sobie z tym radzi, przeczytać możecie w uroczej książeczce, której forma jest równie piękna, co treść mądra. Bo każdy jest inny i w tym tkwi największe piękno tego świata. Oszczędne, elektryzujące ilustracje fascynują i umilają czytanie.

"Zabawny ptaszek"
Jennifer Yerkes
Ilustracje: Jennifer Yerkes
Wydawnictwo Widnokrąg 2013
(KLIK)


4. W świetle lampki i księżyca
Rodzice są w oczach dziecka wielcy, a na dodatek wszystko wiedzą i umieją. Nawet gdy z jakiegoś powodu ich nie ma, dzieci ciągle o nich myślą. Wyjątkowa książka o małym chłopcu, który ma niesamowitego tatę - takiego zupełnie naj - zilustrowana jest przez autora obrazami, którym maluchy uwielbiają się przyglądać. Mnóstwo w nich miękkiego światła i łagodnych cieni. Dlaczego postać taty jest przezroczysta? Domyślcie się sami...

"Tato!"
Svein Nyhus
Ilustracje: Svein Nyhus
Wydawnictwo EneDueRabe 2008
(KLIK)

5. Recyklingowo mi!
Rozkoszny ;) Nieboraczek w skarpetkach i sandałach, z brzuszkiem i w galotach to bohater zabawnej książki z ważnym przesłaniem i mnóstwem przydatnych informacji. Książka piękna od A do Z. Pisałam o niej już wcześniej (KLIK). Emilia Dziubak trafia w moje gusta tematyką, sposobem przekazu i kreską!

"Draka Ekonieboraka"
Emilia Dziubak, Eliza Saroma-Stępniewska, Iwona Wierzba
Ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Albus, Poznań 2012
(KLIK)

6. Przechadzka w świetle witryn
W dobie internetu i wirtualnych sklepów, a nawet wielkich marketów nagle orientujemy się, że żyjemy w rzeczywistości, w której jest zupełnie inaczej niż kilka dekad temu. Chodziłam z Babunią do sklepików. Ona szła z brązową torbą, a ja łapałam równowagę na krawężnikach. Za każdymi drzwiami, czasem z dzwonkiem, czasem bez, czekał inny asortyment, inne zapachy, inna twarz za ladą. W książce hołd oddano prostocie i pięknie dobranym kolorom ilustracji. Podoba mi się to, co dzieje się w oknach wystawowych.

"Sklepy"
Joanna Guszta
Ilustracje: Maciek Blaźniak
Wydawnictwo Ładne Halo 2013
(KLIK)

7. Na ratunek chłopcu i lalce
Zgrabny wiersz prowadzi nas do domu Lolka - małego chłopca, który wybiera się do przedszkola ze swoją mamą. Towarzyszymy Lolkowi w tramwaju i w sali przedszkolnej. Jak przedszkolanka i dzieci zareagują na ulubioną lalkę Lolka? Jak postąpi jego tato? Wartościowa treść o akceptacji i wolności w zabawie zobrazowana jest ilustracjami, które mogłyby znaleźć się na każdej koszulce czy pościeli sklepu "Pan tu nie stał".

"Lala Lolka"
Katarzyna Bogucka
Ilustracje: 
Wydawnictwo Ładne Halo 2013
(KLIK)

8. Co leży na talerzu?!
Zabawny wierszyk o pewnym fragmencie łańcucha pokarmowego w przykuwającej wzrok oprawie jest kolejną perełką naszej kolekcji. Nawet jego tekst wyrysowany został po mistrzowsku w Pracowni Ilustracji Zygmunta Januszewskiego warszawskiej ASP. O książce pisałam szerzej tu (KLIK).

"A mouse"
Marcin Brykczyński
Projekt i ilustracje: Marie Veselá
Wydawnictwo prolibris 2008
(KLIK)


Przygody z książką - inne wpisy (KLIK)

28 grudnia 2014

Smoki bez lukru

Na "Sceny z życia smoków" miałam ochotę odkąd przeczytałam o nich u mojej ububionej blogerki (KLIK). Niestety, książka Beaty Krupskiej z 1987 roku dostępna była tylko na aukcjach i w antykwariatach, a ceny - dość zaporowe. Nie ma się czemu dziwić, książka jest kultowa.

Jednak wydawnictwo Prószyński i S-ka, które bardzo sobie cenię, nie tylko postanowiło wznowić wydanie "Scen...", ale także wejść we współpracę z moją skromną osobą, dzięki czemu ta urocza pozycja wylądowała na dalekiej Islandii.

Książka zachwyciła mnie od pierwszego rozdziału. Po drugim byłam już pewna, że jest na szczycie mojej prywatnej listy ulubionych książek dla dzieci. Połowę "Scen..." pochłonęliśmy w drodze do sklepu, nie zważając na brak głównego odbiorcy, który fikał jeszcze w przedszkolku. Jako lektor(ka) zabawiałam dzielnego kierowcę, choć musieliśmy robić sobie przerwy na zaśmiewanie się do rozpuku.

Książka napisana jest z werwą i niesłychaną fantazją. W piętnastu scenach autorka wyraźnie dobrze się bawi, barwnie opisując kolejne postaci, ich abstrakcyjne rozmowy i szalone pomysły.

Smoki żyją na leśnej polanie, a ich paczka powiększa się systematycznie o kolejne indywidua. Wyglądają co najmniej ekscentrycznie (kolorowe oczy i zęby, grube brzuchy, różowe grzywki czy fioletowe włosy, kępki kolorowych kłaków, brodawki), są wredne, pyskate, obrażalskie i złośliwe. Są też samolubne, niedelikatne i często bardzo niekoleżeńskie. Trudno nawet powiedzieć, dlaczego trzymają się razem. Smoki psocą, wymyślają zabawy, wpadają na niebezpieczne pomysły, flirtują, kłócą się i gotują. Bo smoka najłatwiej poznać po niedodłącznym atrybucie - termosie z zupą ogórkową. Oprócz zielonej zupy stwory chętnie pożerają muchomory, dzięki którym mogą zionąć ogniem. 

Zapoznajcie się z gadzinami, przepychającymi się na stronicach tej pięknie i starannie wydanej książki.

Smok Antoni nie znosi Łysego Psa i umie liczyć tylko do 18.
Wincenty Smok ma zdolności aktorskie i zetknął się kiedyś z pewnym rycerzem o imieniu Jerzy. Przeżył, ale kuleje.
Smok Zygmunta jest jedynakiem i gra na saksofonie, a jego muzykę widać. Przyjaźni się tylko z tymi smokami, które nie wiedzą ile jest 36 razy 36.
Żaba ma pryszcze na plecach i obgryza paznokcie u rąk. Smoki twierdzą, że mogłaby być małym smokiem.
Nowy Średni jest zarozumiały i rasowy. Jada krochmal i uważa, że nierasowe smoki to kundle. Mówi dużo za rasowego Zdzisława, który się wstydzi - przechodzi bowiem mutację. Nowy Średni nie ma żadnego imienia, bo szkoda mu na to czasu.
Łysy Pies i Fioletowy Kocur mieszkają w saksofonie Smoka Zygmunta. Współpracują ze sobą już wiele lat. 
Motyle to kumple smoków. Tańczą w amatorskim balecie.
Makrauchenia, zwana pieszczotliwie Chenią jest jedyna w swoim rodzaju, gdyż jak sama twierdzi ,"wymarła" dwanaście milionów lat wcześniej. Uważa, że ma tylko jedną wadę.
Tortowy Smok Urodzinowy jest puszysty i z definicji powinien umilać urodziny, niestety, ludzie boją się go tak samo, jak innych smoków.
Krokodyl serwuje knedle ze śliwkami, jest poetą i pieśniarzem oraz zna się na modzie. Gdy trzeba, szydełkuje i robi na drutach.

Co może wymyślić taka paczka, która żyje w lesie bez jakiegokolwiek nadzoru?

Tego już nie zdradzę!

Jeśli macie jakiś zaległy prezent do kupienia lub po prostu chcecie uszczęśliwić swoje dziecko - kupujcie w ciemno! To jedna z tych książek, którą czyta się dzieciarni z najdzikszą, prawdziwą przyjemnością - a przecież to jeden z podstawowych czynników gwarantujących wyhodowanie małego czytelnika.

Niespodzianką dzisiejszego tekstu jest nowość - postanowiłam przeczytać jeden z rozdziałów dla Was.  



"Sceny z życia smoków"
Beata Krupska 1987
ilustracje: Zbigniew Larwa
wydanie wznowione 2014
Prószyński Media Sp. z o.o.
oprawa twarda
www.proszynski.pl

Książkę można kupić tu (KLIK).

Kochamy czytać! 

22 grudnia 2014

O końcu karmienia nocą

Dziś chcę napisać o pewnym paradoksie - o tym, jak zakończenie karmienia może czasem karmienie uratować.
Ignaś miał wtedy kilka miesięcy, prawie pół roku. Jazda zaczęła się parę tygodni wcześniej. Dziecię budziło się nocą tak namiętnie, że przestaliśmy spać - te kilkuminutowe drzemki z wycieńczenia nie liczyły się jako pełnoprawny sen. Najdłuższy maraton to dwa tygodnie bez snu trwającego ciągiem choćby godzinę. Zapisaliśmy pierworodnego do przyszpitalnej Kliniki Snu. 

Żeby nie było wątpliwości, uważam, że karmienie nocne jest niezwykle istotne dla bliskości, kluczowe dla rozwoju mózgu. Wiem, że dziecko i jego żołądek nie potrzebują odpoczynku od wartościowego i lekkostrawnego jedzenia, jakim jest mleko mamy, bo jest to mit. Wiem, że budzenie się nocą w celach spożywczych nie jest szkodliwe dla dziecka. I wiem, że dziecko karmione piersią nie będzie z powodu podawania w nocy piersi cierpiało na próchnicę. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do wiarygodnych artykułów: (KLIK) (KLIK). Idealnym wyjściem dla Ignasia byłoby, gdybym umiała spać karmiąc i była rano równie rześka jak on. Niestety, Igi potrafił budzić się tyle razy, że po 12 pobudkach w ciągu 6 godzin snu przestawałam zazwyczaj liczyć i zaokrąglałam ich ilość do tysiąca. Odstawiłam Igiego ze względu na siebie. Czułam, że musiałam to zrobić.

Odstawiłam go w nocy zdecydowanie za wcześnie.
Gdybym mogła cofnąć czas, spróbowałabym jakoś dotrwać do roku. Teraz uważam, że pół roku to zbyt szybko na odstawienie, choć w skrajnych przypadkach uznałabym to za nieprzekraczalne minimum wiekowe.

Zalecenia położnej z kliniki nie były z nurtu Rodzicielstwa Bliskości. Kluczowe było bowiem zostawienie płaczącego dziecka na minutę w pokoju, po czym powrót, uspokojenie i ponowne wyjście. Ja te zasady zmodyfikowałam pod siebie, jako że wypłakiwanie mi nie leży. Wiem zbyt dobrze, jak może zaszkodzić to dziecku. Pomogło. Około 2 miesięcy nasze życie nocne było istnym koszmarem. Spróbowaliśmy chyba wszystkiego. Sęk w tym, że ja, obudzona, nie potrafię już zasnąć. Zrobiło się to niebezpiecznie, osłabłam, zaczęła siadać mi psychika, osiągnęłam dramatyczny poziom zmęczenia, bałam się usiąść za kierownicą samochodu, by nie spowodować wypadku.

Co jest pewne, to to, że doświadczenie z Kliniką Snu spowodowało, że odstawiliśmy Ignasia od piersi nocą. To oznaczało dla mnie powrót do żywych. Tato Ignasia chodził przytomny do pracy. Ignaś zaczął budzić się znacznie rzadziej, by w koncu przejść do snu trwającego nieprzerwanie 10-12 godzin.

Zmodyfikowane zalecenia (bez szkodliwego wypłakiwania):
- przygotowanie się na płacz*, nawet 40-60 minut ciągiem,
- mówienie dziecku przed odstawieniem, w tym samym dniu, że nocą dostanie wodę, ale nie będzie piersi (TAK, NAWET PÓŁROCZNEMU MÓWIMY - najwyżej nie zrozumie)**,
- zorganizowanie się - przeprowadzenie odstawiania np. w weekend, kiedy 1 rodzic może działać nocą, a potem odsypiać w dzień. Odstawianie najprawdopodobniej będzie trwać 2-3 dni,
- podanie kolacji w przypadku dziecka jedzącego już posiłki stałe (ale z tym czekamy oczywiście do ukończenia pół roku lub nawet dłużej, jeśli dziecko czekania potrzebuje), 
- nakarmienie dziecka z piersi przed snem (po pierwszej proponujemy drugą),
- gdy dziecko się obudzi, podajemy wodę,
- pierwotne zalecenie to uspokajanie przez rodzica bez mlecznych piersi. Moim zdaniem występowanie mleka w piersiach nie ma tu znaczenia***.

Odstawianie w nocy nie jest aż takie straszne, jak się może wydawać. Grunt to nasze wewnętrzne przekonanie, że tego chcemy. Pomaga także w innym podejściu do płaczu - nie pełnym bezsilności i bezsensownej szamotaniny, a dojrzałym, zorientowanym na pomoc. W sumie dość bierną, ale nadal pomoc. Nie robimy tego, czego dziecko chce. Podejmujemy decyzję i pomagamy mu z radzeniem sobie z emocjami. Płaczu, wbrew pozorom, nie ma aż tak dużo. Dziecko uspokaja się, czując nasz spokój.

Gdy odstawiasz:
- podawaj wodę
- tul, głaszcz
- mów do dziecka, ale krótko - gdy płacze, usłyszy jedynie krótkie hasła; u nas było to np. "Mleko śpi", "Możesz napić się wody", "Jest ci źle" czy cokolwiek, co było nazwaniem emocji malucha
- przypominaj, że mleko będzie rano
- pamietaj, że Twoje opanowanie i trzymanie sie swojej decyzji jest oparciem dla dziecka
- pamiętaj, że gdy dbasz o siebie, uczysz tego samego swojego dziecka
- jeśli musisz, wyjdź, odetchnij, wróć - 10 oddechów działa czasem cuda.

Zanim odstawisz od piersi spróbuj:
- karmić dziecko śpiąc
- spać w dzień (wykorzystuj drzemki dziecka!)
- kłaść się wcześniej spać
- spać z dzieckiem, jeśli nie praktykowałaś tego wcześniej - obecność rodzica może wpłynąć kojąco na jakość snu malucha 
- obniżyć standardy w domu - nieumyte naczynia nie są aż tak ważne jak Twój sen
- zadbać o zdrową, zróżnicowaną, pełnowartościową dietę
- pić dużo wody i melisy
- prosić o pomoc partnera, rodziców, przyjaciół (wyręczenie w obowiązkach domowych lub zabranie dziecka na spacer, gdy Ty w tym czasie możesz uciąć sobie drzemkę mogą baardzo pomóc)
- spotykać się z innymi dorosłymi, których towarzystwo działa na nas pozytywnie
- zadbać o ruch, najlepiej na świeżym powietrzu
- przekonać się, że nocne pobudki to nic aż tak dziwnego, o czym można przeczytać tutaj (KLIK)
- uświadomić sobie, jak ważne dla dziecka jest nocne mleko, a o tym tu (KLIK)
- postarać się o trochę czasu dla siebie.

Wielokrotnie spotkałam się z opinią mówiącą, że skoro mama jest skrajnie przemęczona, powinna dziecko odstawić od piersi. Całkowicie, bo inaczej się nie da. Opinie takie głoszą nawet niektórzy lekarze. Nic bardziej mylnego.

Odstawiałam od piersi niezliczoną ilość razy. To dlatego, że Igi dostawał dyspensę na pierś nocą, gdy chorował. A przecież zaczęło się chodzenie do niani, do przedszkola - a to oznacza infekcje. Stąd uważam się za ekspertkę w tej dziedzinie. Odstawienie nocne po pierwszych trzech razach budziło już we mnie zerowe emocje. Stało się codziennością taką, jak podawanie jedzenia i zmienianie pieluch. Nigdy już nie trwało 3 dni, raczej były to 1-2 pobudki pierwszej nocy. Robiłam ze sporą nadzieją kilka podejść do powrotu do nocnego karmienia, ale zawsze kończyło sie tak samo. Z dwóch karmień Igi płynnie wskakiwał na setki. 

Nie polecam odstawiania dziecka nocą dlatego, że tak się robiło 30 lat temu, z obawy przed próchnicą, z chęci kształtowania "prawidłowych nawyków żywieniowych", dania żołądkowi odpoczynku. Polecam odstawienie dziecka od piersi nocą w stanie niebezpiecznego zmęczenia, gdy wszystko inne już zawiodło, gdy przeszłyśmy badania (morfologia, ft3 i ft4, ferrytyna, witamina D, magnez, potas), gdy wykluczona została depresja. 

Dlaczego jestem przeciwniczką całkowitego odstawienia od piersi? Im dłużej karmisz piersią, tym lepiej - i dla dziecka, i dla Ciebie! Karmimy wyłącznie mlekiem z piersi przez pierwsze półrocze życia. Potem łagodnie wprowadzamy posiłki stałe tak, by mleko stanowiło 80-90% diety maluszka. WHO zaleca karmienie piersią minimum do 2 lat lub dłużej, gdy mama i dziecko tego chcą. Karmienie piersią m.in. obniża szansę na zachorowanie na raka piersi czy osteoporozę. Dlaczego jestem przeciwniczką cierpietniczego podejścia do macierzyństwa? Bo same wiemy, kiedy przekroczyłysmy granice normalnego funkcjonowania. Gdy życie traci ostatnie oznaki normalności, trzeba wreszcie sobie pomóc. Czasem oznacza to pewien minus dla dziecka (brak wartościowego mleka nocą), ale odstawienie prawdopodobnie mniejszą liczbę pobudek, a to z kolei daje dziecku opiekę bardziej wyspanej mamy.



* Tak, płacz. Dlaczego piszę, że "bez wypłakiwania", a tu nagle płacz? Otóż dlatego, że płacz płaczowi nierówny. Gdy rodzic aktywnie uczestniczy w trudnych emocjach dziecka, to nie możemy mówić o wypłakiwaniu. Małe dzieci płaczem się komunikują, stąd zawsze pojawi się ten element komunikacji i ekspresji - to od nas, rodziców, zależy, co z tego wyniesie dziecko. Czy poczucie, że rodzice mają je w nosie, strach, osamotnienie, złość, czy może uczucie bycia wspieranym, rozumianym przez dorosłego.

** Mówilismy prosto, że gdy Igi obudzi się w nocy, nie dostanie mleka, za to będzie tyle wody ile dusza zapragnie. Mówiliśmy mu, że będziemy go tulić aż zaśnie. I będziemy przy nim, jeśli będzie mu źle.

*** Mimo mlecznych piersi zaczęłam odstawiać Ignasia sama. Ponieważ miałam więcej cierpliwości niż Kwiatowy Tato, szło mi to lepiej i wszyscy byli zadowoleni z podziału ról.


28 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi: Jesteś taka słodka!
Ja: Też jesteś słodki Igusiu.
Igi: Wiesz, powiem gwiazdorowi, żeby przyniósł ci wspaniałą zabawkę. Ona jest taka śmieszna! Jak się ją naciśnie tu, w głowę, to puszcza bąki!
Mój syn wie, czego pragnę najbardziej w świecie :)

Jesteśmy w domu, nagle dochodzi do mnie przeraźliwy, rozpaczliwy płacz. Idę do Ignasia, który toczy krokodyle łzy. Pytam go, co się stało.
- Ingi polizał moją kanapkę.

Sytuacja dokładnie taka sama, jak wyżej, tylko płacz ma w sobie domieszkę czarnej rozpaczy i odrobiny złości. Stormur zabrał i pomiędlił Ignaśkowi skarpetkę.

Tatul oporządza syna przed snem.
- Tato, przyniesiesz mi coś? - drze się Wieś z wanny.
- Jasne, co?
- Przynieś mi springlanki.
- Hm? A co to jest?
- Takie czarne.
- A gdzie to jest?
- W moim pokoju.
Tato Kwiatowy idzie do pokoju, po którym rozgląda się z zupełną bezradnością.
- Powiedz mi, co to jest.
- To jest czarne i jest w moim pokoju - wyjaśnia uprzejmie Wieś.
- A czy mogę przynieść ci cokolwiek, co jest czarne i co znajdę w twoim pokoju?

Igi otwiera oczy. Ponieważ w nocy przytuptał do naszego łóżka, natychmiast tarabani się na mnie i żwawiutko proponuje:
- To co, porozmawiamy? Na przykład o słodkościach lub bąkach!

Misio wpada do wyra o poranku w doskonałym nastroju.
- Mam włączyć radio? - pyta.
- Jasne, ale ty jeszcze nie umiesz, Ignasiu.
- Włączę tym - stwierdza Wieś i macha czymś, co ma w łapce.
I tak sobie siedzimy w łóżku. Czytam, a po chwili orientuję się, że Ignaś robi wielki hałas, wydając dżwięki w kombinacji "random".
- Kiciusiu, czy mógłbyś wyć z dala ode mnie?
- To nie ja, przecież włączyłem radio - i wskazuje na trzymany w ręce dziurkacz.




18 listopada 2014

Cierpliwości :)

Koty syczą i rzucają się na to coś, co miało być psem, a jest skrzyżowaniem krowy (gabaryty oraz nieustanne międlenie paszczą), worka na śmieci (umaszczenie oraz nieustanne międlenie paszczą) i skunksa. Ponieważ pasożyt pragnie międlić paszczą nie tylko jedzenie, ubrania, meble, zabawki, koty i dywaniki, ale także Ignasia, moja egzystencja musi odbywać się z dala od komputera czy telefonu. Zazwyczaj odganiam psa od Ignasia lub Ignasia od psa, a potem Ignasia od kotów, bo przecież na kocie można wyładować frustrację z powodu bycia pomiędlonym przez psa, tudzież z kotem można się polelać i na przykład pomóc mu umyć futerko własnym językiem. Na dodatek intensywnie skrzypkujemy (Suzuki), męczymy Domana (słowa i matma) i Cieszyńską, no i postawiłam się w przedszkolu - sama gotuję Ignaśkowi obiady, gdzieś tak między siknięciami psa, którego trzeba wyprowadzać z wielką regularnością, coby nie zaszczał domu, bo wody sobie zwierzyna nie oszczędza. Czuję, że powinnam być ośmiornicą. Gdy piszę te słowa, w domu panuje względny spokój, bo koty wyszły. Odprowadzają Tatę Kwiatka i Kwiatka na basen. Pies leży u moich stóp, zmęczony próbą wykradzenia całego jasnego prania z kupki do poskładania. Zmachał się, uciekając mi z Igansiowymi gatkami, to teraz odpoczywa, nuplając spradycznie moją nogę. Jest też dość cicho. Słyszę pyrkotanie soczewicy (jutro Igi bedzie miał klopsy), której staram się nie spalić, a z dołu dochodzi mnie odgłos psiego języka szorującego biurko.

Zacznę pisać z większą regularnością, gdy się tu nieco uspokoi :)

Tymczasem proszę o wyrozumiałość :)

Spaliłam soczewicę... 


3 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi wałkuje "Dzieci z Bullerbyn". W związku z tym czasem daje się słyszeć, jak mówi do siebie podczas zabawy:
- "Albertyna to świetna kura".
Albo przychodzi do mnie i mówi:
- Mamo, chcę coś powiedzieć. Mam taki pomysł. Czy możemy od teraz mówić na Stormura Albertyna?
Innym razem padła inna propozycja:
- Mamo, czy możemy od teraz nazywać Ingiego Malkolmem?
W międzyczasie i ukochany Pan Nurek Ignaśka został mianowany Albertyną.
Dziękujemy Ci, Astrid :-)

Igi wstaje. Zapala światło, które ciemnego poranka razi jego zaspane oczęta.
- Mamo, możesz mi zrobić deser na oko?
- To znaczy? - nie rozumiem.
- Zrób mi miodu z wodą i cynamonem, bo mnie od tego światła strasznie boli oko.

Tatul hałaśliwie zajmuje się psem, usiłując wpoić mu tajniki siadania na komendę, reagowania na "Nie" i innych sztuczek. Na to zjawia się Ignaś i włącza się ze słowami:
- Ja też będę terenował psa.

Wchodzę do pokoju, gdzie od razu natykam się na idącego z trudem Ignasia, trzymającego pod pachy naszego wielkiego kota (muszę tu nadmienić, że dopiero niemal czteroletni Igi miał na tyle krzepy, by podnieść to puchate monstrum). Kot drobi tylnymi łapkami z dość nieszczęśliwą, zrezygnowaną miną. Za to Igi odpowiada na moje pytające spojrzenie:
- Uczę Ingiego chodzić na dwóch nogach.

1 listopada 2014

Jak to się robi na Islandii

Islandczycy, żyjący w kraju ogarniętym ciemnościami przez spory kawałek roku, słyną z miłości do książek. Jeśli nie czytają, to je piszą. W tym odcinku "Przygód z książką" (akcji Dzikiej Jabłoni) chciałam przyjrzeć się temu, co dzieje się w książkowej kwestii na początku edukacji szkolnej małych potomków Wikingów. Czy jest to bardzo różne od podejścia polskiego - oceńcie sami :-)

Dzieci z najmłdoszych klas nie mają zadań domowych. Chodzą też do szkoły z niemal pustymi tornistrami. Jedyną rzeczą, którą przynoszą ze szkoły są książki wypożyczone z biblioteki oraz karta, gdzie nauczyciel zapisuje przeczytane danego dnia strony. Mimo braku ocen dzieci chętnie czytają, choć nie są nęcone średnią na świadectwie.

Siedmio- i ośmiolatki rozpoczynają dzień od mniej więcej półgodzinnej sesji czytania w szkolnej ławce. Atmosfera jest przyjazna, w klasie jest cicho i przyjemnie. Nauczyciel w tym czasie zajmuje się wpisywaniem w formularzu każdego dziecka, ile przeczytało poprzedniego dnia w domu. Wypożycza też książki z bliblioteki z tymi uczniami, którzy skończyli swoje lektury. Dzieci ciągle chodzą do biblioteki. Bywa, że czytanie jest urozmaicone np. poprzez losowanie żartobliwych kart ("Czytaj na stole", "Czytaj pod krzesłem", "Czytaj na korytarzu"), co dzieci uwielbiają.

Biblioteka to serce szkoły. Oferuje też swój niewielki księgozbiór mieszkańcom wioski, w której żyje 200 duszyczek. Na półkach często pojawiają się czytelnicze nowości, nie może oczywiście zabraknąć tomików wierszy pisanych przez nauczycieli. Oferta dla dzieci jest bogata, jak na tak niewielką placówkę w maleńkiej mieścince.



Pedagodzy niezwykle poważnie podchodzą do krajowego projketu wspierania czytelnictwa wśród uczniów, w ramach którego dzieci czytają w domach i szkole. Przykładowa klasa 3 ma zbiór książek, które dzieci bardzo lubią i często czytają, gdy mają czas wolny. Głównymi hasłami są "Czytanie jest najlepsze" oraz "Książka jest najlepszym przyjacielem". Oprócz klasowego zbioru jest też półka mieszcząca książki, które przyniosły dzieci. Mogą o nich opowiadać i dzielić się swoimi spostrzeżeniami z kolegami.


Dzieci nie czytają ujednoliconych lektur. Książki, które trafiają do ich tornistrów dobierane są indywidualnie do umiejętności czytania i zainteresowań, które są przecież bardzo różne. Jak widać dzieci czytają, choć część ma z tym problem w weekendy.

Podczas wolnej zabawy nauczyciel czyta głośno.


Na powyższym zdjęciu widać też plakat zachęcający do czytania książek. Najbardziej trafne hasła to "Nieotwarta książka jest jedynie cegłą z papieru" i "Lepiej być bosym niż bez książek".

A teraz doskonałe uzupełnienie moich wpisów książkowych (TU i TU).

Czytanie - lista dla rodziców rozpowszechniana przez nauczycieli:
- wspierać dziecko podczas czytania w domu
- interesować się i pytać dziecko o to, co przeczytało
- posiadać książki i przybory do pisania w domu
- zadbać o dostęp do książek dla dziecka w domu
- czytać samemu codziennie
- zadbać, by dziecko widziało czytających rodziców
- chodzić razem do biblioteki
- pomóc dziecku w wyborze odpowiedniej lektury
- zapoznać dziecko z książkami, które czytaliśmy w dzieciństwie
- ustalać cel i ograniczenie czasowe w czytaniu
- mieć stałe pory czytania
- stworzyć przytulny kącik czytelniczy w domu
- dzielić się z dzieckiem wrażeniami z własnej lektury
- opowiadać historie z książek z dzieckiem
- czytać dziecku głośno
- przeglądać z dzieckiem zróżnicowane teksty
- oglądać schematy i instrukcje
- szukać znaczenie nieznanych słów w słowniku z dzieckiem
- objaśnić znaczenie słów "grzbiet książki", "obwoluta", "rozdział" itd.
- chodzić razem na targi książki
- zabierać ze sobą książki na wakacje
- zapoznać dziecko z polskimi autorami książek dla dzieci
- zrobić gąsienicę, pociąg lub inną pracę, której poszczególne segmenty oznaczają kolejne książki przeczytane przez rodzinę i powiesić na ścianie
- stworzyć zakładki do książek
- wieszać co dzień nowe słowo na lodówce
- czytać razem przepisy kucharskie
- pisać razem listę zakupową
- mieć komiksy w ubikacji
- wspólnie słuchać nagranych książek
- rozmawiać o wrażeniach z wysłuchanych audiobooków
- oglądać ekranizacje przeczytanych książek
- porównywać filmy i książki
- rozwiązywać z dzieckiem krzyżówki i testy
- trzymać słownik w miejscu dostępnym dla dziecka
- wyjaśniać dziecku znaczenie powiedzeń
- grać w gry słowne i literowe, w tym Scrabble
- rymować
- układać puzzle
- układać razem historie i opowieści
- pisać wspólnie dziennik lub pamiętnik
- zachęcać dziecko do pisania listów
- zwrócić się po pomoc w przypadku podejrzenia dysleksji.


Pozdrawiamy ciepło, przytulnie, sobotnio i książkowo!



Jeśli macie ochotę poczytać wpisy innych uczestników projektu, kliknijcie ty - KLIK






19 października 2014

Z krainy chichów

Ja: Igi, wychodzimy, jestes gotowy?
Igi: Jeszcze się wysikam.
Zaczyna się przygotowywać.
Igi: O, nie mogę się wysikać. Chyba mam sikowe zatwardzenie.

Rozmawiamy sobie.
- Nie można mówić, że człowiek jest dupą - wyznaje łagodnie Igi, gdzyż każdy pretekst jest dobry, by powiedzieć głośno to słowo.
- Nie można - potwierdzam.
- Jest jeszcze inne słowo na pupę. Gorsze. Tato mi mówił. Ale nie pamiętam, więc niestety nie mogę ci powiedzieć - zasępia się Ignaś. - Przykro mi.

Przyjęcie z okazji urodzin w toku, czyli grupka dorosłych stara się przekrzykiwać wrzask trójki chłopaczków, roznoszących dom. Nagle przybiegają dwaj - Igi i Staś. Niosą skarbonkę Ignasia, w której moszczą się dwa banknoty o niskim nominale - urodzinowe prezenty.
- Tato, tato, otwórz mi skarbonkę - wywrzaskuje Igi.
- Dlaczego?
- Bo ja mam tam dwie pieniążki i dam jedną Stasiowi!

Po długim, wrzaskliwym popołudniu rada udręczonych rodziców oznajmiła jednogłośnie - otępić hałaśliwe towarzystwo bajką. Włączyliśmy zatem film dzieciom, oczekując błogiej ciszy, która nie nastapiła. Dzieci postanowiły bowiem roznieść kolejny pokój i tak do naszych uszu, oprócz dźwięków bajki, dochodziły kwiki i dźwięki upadających przedmiotów. Nagle rozległ się też płacz. Potem trzask otwieranych z impetem drzwi i dwie pary podnieconych stóp przybiegły do nas.
- Staś się przykleił! Staś się przykleił! - Przekrzykiwali się chłopcy.
Z drużyny rodziców oddelegowano jednego do ekstrakcji Stasia spomiędzy ściany i kanapy.

Cały czas usiłuję wytłumaczyć Igusiowi, by wybierał płatki owsiane, a nie Cheerios w przedszkolku. Wchodzimy do placówki, pani proponuje śniadanie. Igi spogląda na mnie niepewnie i stwierdza:
- Bardzo mi przykro, ale ja niestety będę jadł Cheerios.

Chłopaki leżą razem w łóżku i gadają.
- ... ja mam taką bluzę od piżamy. Ona nie ma kleju - gaduli Benio. - Wcale nie jest duża, tylko taka malutka.
- Ty masz duże ciało - oznajmia Ignaś z powagą.
- Tak. - odpowiada z powagą Benio.

- Mamo, jestem głodny. Czy możesz mi zrobić takiego chochlika? - zapytał pewnego dnia Ignaś, w związku z czym zdębiałam. Śledztwo wykazało, że chodziło o szaszłyka z owoców.

17 października 2014

Deszczowy dzień

Deszczowe weekendy owocują miłymi, niekomercyjnymi zabawami. Oto jedna z nich:


Igi zrobił z lego rakietę, która została przyczepiona do deskorolki:


Dalsza ewolucja zabawy:


A marzy mi się takie zagospodarowanie tego kawałka salonu:

Pozdrawiamy z kraju, w którym zima stoi już za progiem :-)

14 października 2014

Przygody z książką 2

To już drugi wpis z serii "Przygody z książką", której inicjatorką jest autorka bloga "Dzika jabłoń". (Jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi wpisami, zajrzyjcie TU. Mnóstwo blogerów wzięło w niej udział i wprost kipią energią!) 

A ja chciałabym kontynuować poprzedni wpis i tym razem zająć się stworzeniem odpowiedniej atmosfery i otoczenia niezbędnych w każdej szanującej się hodowli małych czytelników. Funkcjonalna strona czytelnictwa jest niezmiernie ważna. Jeśli nawalimy od strony praktycznej, będziemy sobie tylko utrudniać rozbudzanie miłości do książek. Po prawdzie często tej miłości nie trzeba wcale rozbudzać, co ze zdziwieniem mogą przyjąć osoby uważające się za nielubiące  książki. Dzieci to niesamowite, zainteresowane wszystkim istoty. Zbyt często rola dorosłych sprowadza się do uświadomienia im co może być nudne... Myślę o tym za każdym razem, gdy z niechęcią otwieram pralkę czy zmywarkę ;)

Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko z przyjemnością sięgało po kolejne tomy i prosiło nas o głośne czytanie, zabierzmy się do tego z głową:
  • czytajmy przy dziecku - tak, wiem, o czym niektórzy od razu pomyślą. Że przy dziecku się nie da i że przecież dom się sam nie odkurzy, a poza tym... A poza tym to nie szukajmy wymówek. Zdziwią się ci, którzy spodziewają się najgorszego, jak spokojne potrafi być dziecko, którego rodzic czyta. A tym, którzy tak garną się do pracy z kolei chcę dać pracę, zadanie domowe, czy cokolwiek, co uspokoi ich pracowite sumienia - usiądź w fotelu i przeczytaj kilka stron książki, zainteresuj się jakimś artykułem, może nawet podziel się potem przemyśleniami z partnerem? Dzieci uczą się przez naśladowanie. I to my jesteśmy dla nich najważniejszym przykładem. Czytając pomagamy dziecku kodować, że książka to przyjemność i rodzice lubią czytać.
  • otoczmy się słowem pisanym - rada jak z katalogu IKEA. Weź kilka książek i czasopism i rozrzuć je to tu, to tam. Nie dość, że ułatwi ci to sięgnięcie po nie, gdy znajdziesz się w pobliżu, ale oswoi dziecko z obecnością książek. Podpunkt należy ominąć, gdy nasze dziecko uważa się za kasownik do biletów.
  • zapewnijmy pacholęciu dostęp do jego ulubionych pozycji:
    • stawiajmy książki nisko na półkach
    • połóżmy dziecięce lektury na stoliku, możemy je też trzymać w koszyku w kąciku z zabawkami
    • zabierajmy ze sobą książki w podróż.
  • zadbajmy o oświetlenie i wygodę siedzenia - nie ma nic bardziej irytującego niż zbyt ostre lub zbyt słabe światło, gdy masz czytać. Szczegół, ale jakże istotny.

U nas książki rozpełzają się w zastraszającym tempie po całym domu, zawalając wszelkie powierzchnie płaskie. W piątek stoją równiutko na trzech najniższych półkach regału, a kilka z nich wala się w sypialni i salonie, gdyż Igi znudził się sprzątaniem i coś sobie już wydłubał z półki oraz porzucił, idąc po kolejny tom.

Postanowiłam, że przy Ignaśkowym łóżku na wyciągnięcie ręki będą półki na książki czytane chętnie przed zaśnięciem oraz te zbyt wielkie na to, by postawić je na regale. Oczywiście nie mogło się obyć bez lampki oświetlającej czytane wieczorami stronice. Gdyby nie pościel, kącik wyglądałby tak, jakby wyrzygała się w nim IKEA. Igi go uwielbia.


Wolna przestrzeń pod piętrowym łóżkiem będzie w planach kącikiem do nauki (stoliczek) i siedzenia (jeszcze nie wymyśliałam na czym będzie się siedzieć) i cięższym lektorom z pewnością będzie łatwiej czytać na dole. Stojący tam chwilowo stolik z krzesełkami jest jakiś taki niezachęcający. Góra już kusi i przyciąga, część przyjęcia urodzinowego Ignaśka dzieciaki spędziły w wyrze przeglądając polskie książki :) 

By w pokoju było przytulniej, powiesiłam w nim półkę. Znalazły się na niej trudniejsze pozycje "na wyrost" oraz kilka książek o bardzo dużych formatach. Igi może wleźć na stołeczek i po nie sięgnąć.


Jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?

11 października 2014

Wiesio - 4 lata

Narybek dorasta. Z rzadka trzeba mu zmienić ciuchy, a często nawet daje się go namówić, żeby przestał drzeć paszczę i powiedział coś ludzkim głosem. W codziennych rozmowach jest niezastąpiony, szczególnie ze względu na tę nieodłączną nutkę abstrakcji, którą wnosi do nawet najprzyziemniejszej konwersacji.

Niech żyje Wieś!

Czekał na "urodzinę" w napięciu. A tego wielkiego dnia wyczuł, że chcemy, żeby spał i wstał. Trzymaliśmy go więc w wyrze na siłę ;) Miał mieć urodziny jak Lisa z "Dzieci z Bullerbyn" - pyszności w łóżku. 


Dzióbek skupienia prezentuje nam teraz kotek za każdym razem, jak tylko przysiądzie przy klockach. LEGO są jednak fajne, mimo że plastikowe :)


To ten. Idę zbudować jakiś domek.