Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiepskie foty ;-). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiepskie foty ;-). Pokaż wszystkie posty

21 września 2014

Islandzka jesień

Pstryki z góry za domem. Na jednym ze zdjęć pojawił się nawet pies Stormur (tak, zmieniliśmy mu imię na Sztorm, gdyż to lepiej oddaje jego charakter i stan naszego domu, odkąd się tu pojawił).







Pozdrawiamy jesiennie i sztormowo - dziś wicher inauguruje prawdziwą jesień, a nie jakieś oszukane fiu-bździu ze słonkiem i chmurkami.

15 lipca 2014

Mini wakacje bez Wieśka

Wyjechaliśmy.
Wyjechaliśmy, zostawiając Kotka Dziadkowi. Prawdziwy to rarytas, taka możliwość, jak się mieszka za granicą. Skorzystaliśmy więc bardzo radośnie i poszliśmy na całość, objeżdżając Wyspę małym camperem. Z Wiesiem mieliśmy ograniczony przez zasięg kontakt, ale trzeba też nadmienić, że Młody nie jest najrozmowniejszą osobą przez telefon. W sobotni poranek, po noclegu we fiordzie nad wodospadem, zadzwoniliśmy do Igusia. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Cześć Ignasiu!
- (15 sekund ciszy) Ceść.
- Jak się czujesz?
- (15 sekund ciszy) Tylko dobrze.
- (opowiadam coś) Mówisz do Ignasia? - słyszę głos Ignaśkowego Dziadka - Bo on już pobiegł.

Nierozmowność Igi jednak ma równie wybiórczą, jak słuch. Pewnego wieczoru odebrałam od niego telefon i do moich uszu dotarł niemal słowotok.
- Ceść mamo. Jest taka prośba - zagaiło moje dziecko i sprawnie przeszło do rzeczy - Czy mogę oglądać coś na Twoim telefonie?

A co my wtedy oglądaliśmy? Same fajne rzeczy. Dziś relacja z komórki, następnym razem foty będą z aparatu. Jeśli będziecie chcieli.

Osoby dramatu oraz zdjęcie pt. "Tato Kwiatka nas spakował":

Pierwszy nocleg (Wielorybi Fiord) i "prawdziwe" foty:

Sobotnie podniety postojowe:

Cuda w drodze:



W czasie, gdy TK robił poważne zdjęcia, ja robiłam i fociłam rzeczy niepoważne...


Zahaczyliśmy o nasze ukochane miasteczko:

Oczywiście zaczęło padać:

Pożegnaliśmy się z miasteczkiem i popędziliśmy na wschód:

Coraz dalej...

... I dalej...

Choć spaliśmy w dziczy i myliśmy zęby na polach lawy, nie odmawialiśmy sobie uciech cywilizacji ;)

Czółko!

14 czerwca 2014

Co się u nas działo, gdy nas nie było

Nie będę opisywała. Pokażę to na przykładzie kiepskich fot, delikatnie okraszonych niewielką ilością tekstu :-) 

To jest Bajka. Owca Bajka. Igi nosi ją na barana i bywa, że przytula podczas snu. Przywiązał się do pierwszego pluszaka :-) W sumie do miksera lub lukrowacza do tortów trudno się przytulić ;-)

Igi kocha lody. Ponieważ wiosna przychodzi tu później niż w Polsce, Młody ma zdecydowanie łatwiejsze życie, gdy nie jest akurat sobota. Wystarczy sprawnie podeptać kałużę na spacerze i się poczęstować:

Wiesio szklarniany, zawsze chętnie odwiedzający naszych znajomych. Na zdjęciu widać wyraźnie, że jest w raju. Dodam jeszcze, że nawet nie próbuję ponownie robić truskawkowego vinaigrette. Kiedyś zrobiłam, nie dałam rady nawet spróbować. Iguś wtrąbił garnek sosu z połowy kilograma cennego (tutaj boleśnie cennego...) owocu. Na szczęście teraz mamy własne truskawki we własnej szklarni :) Tylko ilość nie jest taka oszałamiająca.

Zdjęcie z tego samego dnia, co smakowanie kałuży, tylko po obiedzie, ten sam spacer. Dolina ;-) W takim momencie fajnie być dzieckiem. Cieszy się człowiek z tego białego g... lecącego z nieba, bo się człowiek na kalendarzu nie zna. Rurki wydębione od zaprzyjaźnionej kelnerki w zaprzyjaźnionej restauracji.


Najobłędniejsza poduszka na świecie. Dla wytrawnego samochodowego podróżnika i spacza :) Jeszcze o niej tu będzie.

Wieś na wsi :-) Ma się te traktorowe wtyki:

Wreszcie robi się cieplej! pożeranie sobotnich lodów, rysowanie patykiem na piasku i codzienne zaskoczenie studzienką z gorącą, siarkową wodą.


Święta wiosenne łatwo było pomylić z zimowymi. Hm. Dolina to mało powiedziane ;-)

Możliwe, że ciąg dalszy nastąpi ;-)

29 stycznia 2014

Obrazy zimą malowane

Zima na teraz nie rozpieszcza. Innymi słowy, wcale jej nie ma. Nauczona doświadczeniem nie cieszę się, trzymając po cichu kciuki, że nie przypomni nam o sobie w kwietniu lub maju. Jako że zeszłe lato było najbardziej pochmurnym i zroszonym deszczami w ilości powyżej średniej, zimnu przez cały rok mówię stanowcze "nie". Wolę cieszyć się białą zimą w czasie, gdy każda szanująca się zima rzeczywiście wystepuje.

Ale pooglądajcie sobie, jak to wyglądało w obiektywie mojej komórki :)
Kościół w małym miasteczku nad skutą lodem rzeką





Miłego dnia!

21 listopada 2013

Jaja pstryknięte

Zapraszam, tradycyjnie już, na porcyjkę fot o bardzo, bardzo złej jakości! Miłego odbioru ;-)

Przygotowania do walenia młotkiem
W domu wreszcie zaczyna wyglądać przytulnie :-)
Igulek i jego przytulanka - ciężki, metalowy (koszmarnie zimny po jeździe samochodem) samolocik
Makro okruszków na podłodze ;-)

Wszyscy gotują - Matka Kwiatka...
... i sam Kwiatek. Śniadanie mamie sporządził - mniam! Jarzębina, fasola i sucha ciecierzyca. Potrawa nazywa się "golki", jakby ktoś nie wiedział ;-)

Szczęśliwy, ubrudzony od paluszków po włosy Wieś po pyrobraniu :-)
Miłego dnia!

24 października 2013

Jaja pstryknięte

Tym razem będzie wspomnienie lata. Lata zabaw Hankowych i Ignasiowych, lata pokazywania (w ograniczonym zakresie, ale zawsze) Islandii dziewczynom. Przeprowadzki.

O, właśnie, przeprowadzka. Tak świętowaliśmy nowy rozdział w życiu - napój czekał 15 lat na odpowiednią okazję:

Igi lubi się chować w szafach, a czasem wciąga do zabawy i mnie :)

Dumna Anula podziwia krajobrazy bez drzew:


Stolica i jezdzonko :)

Igulinda prezentuje swoje polakierowane pazurki i tatuaż - jeszcze wtedy był to "pszatek"

I wreszcie Hanka i jej ówczesne hobby - umieszczanie się we wszelkiego rodzaju pojemnikach...

Czad, prawda?

Dobrze jest wleźć do wanny tuż przed spaniem, w piżamce :)

Tadamm, chmury i niaml 30 stopni:

Miłego dnia!