14 czerwca 2014

Co się u nas działo, gdy nas nie było

Nie będę opisywała. Pokażę to na przykładzie kiepskich fot, delikatnie okraszonych niewielką ilością tekstu :-) 

To jest Bajka. Owca Bajka. Igi nosi ją na barana i bywa, że przytula podczas snu. Przywiązał się do pierwszego pluszaka :-) W sumie do miksera lub lukrowacza do tortów trudno się przytulić ;-)

Igi kocha lody. Ponieważ wiosna przychodzi tu później niż w Polsce, Młody ma zdecydowanie łatwiejsze życie, gdy nie jest akurat sobota. Wystarczy sprawnie podeptać kałużę na spacerze i się poczęstować:

Wiesio szklarniany, zawsze chętnie odwiedzający naszych znajomych. Na zdjęciu widać wyraźnie, że jest w raju. Dodam jeszcze, że nawet nie próbuję ponownie robić truskawkowego vinaigrette. Kiedyś zrobiłam, nie dałam rady nawet spróbować. Iguś wtrąbił garnek sosu z połowy kilograma cennego (tutaj boleśnie cennego...) owocu. Na szczęście teraz mamy własne truskawki we własnej szklarni :) Tylko ilość nie jest taka oszałamiająca.

Zdjęcie z tego samego dnia, co smakowanie kałuży, tylko po obiedzie, ten sam spacer. Dolina ;-) W takim momencie fajnie być dzieckiem. Cieszy się człowiek z tego białego g... lecącego z nieba, bo się człowiek na kalendarzu nie zna. Rurki wydębione od zaprzyjaźnionej kelnerki w zaprzyjaźnionej restauracji.


Najobłędniejsza poduszka na świecie. Dla wytrawnego samochodowego podróżnika i spacza :) Jeszcze o niej tu będzie.

Wieś na wsi :-) Ma się te traktorowe wtyki:

Wreszcie robi się cieplej! pożeranie sobotnich lodów, rysowanie patykiem na piasku i codzienne zaskoczenie studzienką z gorącą, siarkową wodą.


Święta wiosenne łatwo było pomylić z zimowymi. Hm. Dolina to mało powiedziane ;-)

Możliwe, że ciąg dalszy nastąpi ;-)

6 komentarzy:

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!