Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

12 sierpnia 2013

Puszysta maszyna do zabijania

W zeszłą środę skręciłam nogę. W kolanie. Auć. Niestety, jestem już weteranką takich przyjemności, choć wcale się nie ucieszyłam z kul i bandaży oraz wizji zerwanego więzadła i uszkodzonej łąkotki.

Nawet nie planowałam o swej niepięknej nodze pisać na blogu, ale wczoraj zostałam sama. Z dwiema kulami i ogromną ilością kotów, więc może nie aż taka sama... W tym czasie rodzinka, wzbogacona o dwie osóbki - Anię i Hankę wybrała się ze znajomymi na wycieczkę, a ja bawiłam się sama w łamigłówki w stylu "Jak przetransportować filiżankę kawy na stolik, gdy mam dwie ręce zajęte kulami." Da się. Tylko nie jest łatwo, ale ja lubię lamigłówki.

No i koty. (Teraz będzie dygresja gigant.) Koty, moim zdaniem, dzielą się na użyteczne i bezużyteczne. Użyteczny kot powinien dużo mruczeć, chętnie się przytulać i poddawać pieszczotom, przychodzić na zawołanie, nie drapać mebli, nie chodzić po stole, być komunikatywny (powinien aktywnie uczestniczyć w rozmowie), załatwiać swe potrzeby na dworze, nie posikiwać w domu, likwidować myszy i mieć miły charakter. Kot idealny podróżuje bez problemu samochodem i chodzi na spacery.

3 lutego 2013

On tego nie robi specjalnie... Chyba.

Odkąd pojawiły się u nas kocięta, Igi haruje całymi dniami. 

Musi przenosić je ciągle w nowe miejsca. Przenoszenie czterech kociąt porównać można do Syzyfowych prac. Gdy już z trudem oderwie wybrane kocię od podłoża i położy wśród wrzasków w upatrzonym wcześniej miejscu, a następnie uda się po nastepne stworzonka, to pierwsze zwiewa. Łapanie kolejnych to też nie lada zadanie. Igi jednak nie z tych, co się poddają. Następne przyniesione rozłażą się oczywiście we wszystkie strony i tak przetransportowanie całej czwórki z legowiska na kanapę staje się zadaniem na godzinę...

Igul nie jada już posiłków w spokoju. Jeśli kotki popijają zsiadłe mleko lub podjadają skyr*, Młody prosi o to samo i zajada w niewygodnej pozycji w siadzie lub na czworakach przy kocim legowisku i miseczce otoczonej przez mlaskające maluchy.

Postanowił też przejąć nieco obowiązków kociej mamy - oglądanie go noszącego kociaki przyciśnięte do wątłej piersi, ze strachem wymalowanym w oczach lub przesiadywanie z kociakiem w gnieździe nie należy do rzadkości. Igi, jakby się ktoś nie domyślił, karmi je piersią. 
Kotka odpoczywa również od swych irytujących dzieci, kiedy Igi postanawia sie z nimi położyć. Dla niej już w kartonie nie ma miejsca, gdy rezyduje w nim 5 kociąt, w tym jedno bardzo przerośnięte.

Igi również bawi się z puchatymi pobratymcami. Kotki uciekaja w poplochu, gdy on chlasta na prawo i lewo miarą krawiecką. Albo ciska piłkami golfowymi. A jego uwielbienie do akcesoriów ze szczególnym uwzględnieniem torebek widać po tym, że co zdobędzie jakąś torebkę, to zaraz znajduje się w niej kotek i przeżywa w niej jazdę taką, że London Eye się chowa.

Pewnego dnia Igi bawił się cicho i wyjątkowo mało okrutnie z kotkami. Z tego powodu zabawa była bez nadmiernego dozoru. Tego wieczoru nie mogliśmy znaleźć dwóch osobników. Odbyło się nawet poszukiwanie z latarką, bezowocne. Skapitulowaliśmy, wszak wiadomo, że koty, gdy chcą, potrafią się schować w niesamowite miejsca. Rano kotów nadal nie było... W końcu coś mnie tknęło, otworzyłam Igulkową szafkę z zabawkami i - bingo. Dwa wtulone w siebie maluszki wypadły jak z procy i popędziły do mamy na śniadanie. Tego dnia odbył się wykład pt. "Wkładanie kotów do szafek. Geneza problemu i oficjalne stanowisko w naszym domu."
Cieszę się ogromnie, że po incydencie z zeszytem schowanym w piekarniku (który upiekłam wraz z chlebem) Igi nie wykazuje chęci do chowania w tym miejscu kolejnych zabawek, bo nie byłoby już wesoło...

Nie należy do rzadkości widok kota wyciąganego z tylną lapkę z kartonu. Huśtanego z rozmachem w siatce lub w rękach. Co więcej, koty aktywnie uczestniczą w zabawach Ignasia - i tak okazało się, że kot umieszczony w sorterze wyjdzie każdą dziurką, tylko cyfry omija. Kota można zamknąć w książce. Można się z nim podzielić własnym ziemniakiem i nieustannie wyznawać miłość, ciągnąc go jednocześnie za ogon po podłodze. Kota można naśladować, przemieszczając się na czworakach i zawodząc "miauuu, miauuuu, chę mleka miauuuu".

Chyba będzie nam bardzo łyso, gdy już je oddamy nowym właścicielom...

*popularny produkt pochodzenia mlecznego, przypomina jogurt i serek homogenizowany. Odsyłam do źródła wiedzy: wikipedia

Czuję potrzebę, by na koniec dodać, że...
Żaden kot nie ucierpiał trwale w naszym domu :-)

13 stycznia 2013

Kocia wysypka

Ostatecznie okazało się, że nasza kotka (pierwotnie zwana Kotem Pobocznym, ale szerzej o tym tu) nie jest wcale taka odpychająca. Dowód jest, a w zasadzie cztery. Są rozkoszne i rezydują w kartonie wysłanym kocykiem. I drą pyszczki, stąd pomysł zatytułowania posta "Kociokwik".
Kotka kilka miesięcy bez tablet nie zachodziła w ciążę, więc zastanawialiśmy się, czy jest aż tak nieatrakcyjna, waleczna, czy też może w okolicy brak jajecznych kocurów. W końcu znalazł się śmiałek, dzięki któremu pod choinką pojawiło się spore stadko uroczych bydlątek.
Igul wiedział, że Kotka wysypie się wkrótce, więc zwracaliśmy jeszcze większą uwagę, by nie był dla niej okrutny, tłumacząc, że ma w brzuchu kotki. 
Teraz Igi zapytany, co ma w brzuchu (nieważne, czy po obiedzie, czy przed defekacją), odpowiada, że kotki. Oczywiście.
Po powrocie z wypadu świątecznego zastaliśmy zatem gromadkę ciumkającą głośno mleko i radosną, chwalącą się zawartością kartonu kocicę. Ignaś wprowadził się natychmiast w stan absolutnego uniesienia, wyznał kociętom miłość, ucałował jednego szkraba, którego dostał na kolana, a następnie w ekstazie próbował sam wejść do kociego gniazda i umościć się w nim wśród ukochanych przyjaciół. Rozmiar pudełka na to nie pozwalał, więc kotka nie przeżyła szoku. W każdym razie nie z samego początku.
Bo jak wiadomo, co się odwlecze, to nie uciecze, i Igi nie raz zwijał się w kłębek na kocim posłaniu. Ale to już po etapie negacji występowania kociąt i po etapie lekkiej złości na występowanie kociąt.
Koty zaczęły właśnie trzeci tydzień swej egzystencji, eksplorują żwawo otoczenie na wygiętych łapkach, piszcząc niemiłosiernie - najwyraźniej nieustającym kwikiem informują swą mikroskopijną mamę, jaka jest ich aktualna pozycja na podłodze. Kotka terkocze, ćwierka, pomrukuje i wydaje cały szereg trudnych do sklasyfikowania dźwięków, przez co nasz dom jest zupełnie zdominowany przez koty i ich odgłosy.
Igi zajmuje się lokowaniem małych puchatków w coraz to nowych miejscach - a to sadza je sobie na kolanach, a to pozbywa się ich, bo "ostre" (rzeczywiście, koty mają jeszcze włączoną funkcję rzepa i przyszpilają się do obojętnie jakiego podłoża doskonale), wynosi z kartonu, wkłada z powrotem. Względnie - i to jest zdecydownaie ulubione zajęcie - nad poruszającym się niezdarnie kotem chodzi sam w pozycji pieska, na czterech kończynach i zaśmiewając się do rozpuku. No i teraz nie tylko lalek Michał jest karmiony przez rzeczonego piersią. Bo i koty dostąpiły tego zaszczytu. Obłędny widok :-) 
Obecność całej gromady kotów jest niezwykle pouczająca.
Igi ćwiczy empatię (nie odrywamy kota od matczynej piersi, sam byś tego nie lubił, czyż nie?), delikatność (nie rozczłonkowujemy kota, bo to bywa katastrofalne w skutkach), ostrożność (teraz niewielkie koty są wszędzie i trzeba się mocno starać, by ich nie rozdepnąć), cierpliwość (coby móc poczekać, aż mini kot skończy posiłek lub się obudzi). Dziś dowiedział się, że kota można trwale uszkodzić przez uduszenie (chwycił malca niefortunnie za szyję, aż kotkowi gałki oczne nieco się powiększyły, więc mieliśmy pogadankę).
Jako że kociątka są jeszcze zupełnie bezproblemowe, czekamy na dalszy rozwój wydarzeń :-)

Na zdjęciach brak tylko Kociego Wujka, który przeżywa lekkie załamanie nerwowe związane z zachwianiem pozycji i nagłym pojawieniem się gromady kumulującej uwagę wszystkich.

szpileczki



Imię robocze - Mleczak. Szokuje umaszczeniem.

Mała dziwaczka z rudym diamencikiem na czole

Czyszczenie, czyli rodzina w komplecie

Igi i jego aparat




18 kwietnia 2012

Kot Święty i Stuknięty

Czas przedstawić naszą rodzinkę. Od strony tych Włochatych. Ale tym razem nie będzie o Tacie Kwiatka, tylko o kocurkach.
Kocurki są dwa. Jeden jest jak ogień. Rudy. Drugi, miałam napisać jak woda, w sensie różnic charakterologicznych, ale pierwsze skojarzenie, które mi przyszło do głowy to ptasia kupa. Czarno - biały.