Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lot samolotem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lot samolotem. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2012

Powrót do domu i tajemnica zaginionej kupy

Jestem w plecy o wiele postów, zatem zaczynam sobie tak najzwyczajniej, od środka.
Wróciliśmy. I to tydzień temu. Jest już spokojniej, ciepło i słonecznie - ale rzecz jasna chłodniej niż w Polsce. Kwiatuszek nam odsapnął, a my powoli dochodzimy do siebie po męce urlopowej. Wiadomo...
Lot był fantastyczny! Mimo moich obaw Zdzichu bawił sie znakomicie. Nic nie stoi na przeszkodzie, bym wytłumaczyła to sobie w następujący sposób: moja Bardziej Włochata Połowa nie mówi tego głośno, ale wszyscy i tak wiedzą, że za lataniem nie przepada. Ja wykazuję tu  pewną gruboskórność i zlewam latanie oraz samoloty tak zwanym ciepłym moczem. Bez Kwiatowego Taty dzidziuś doceniał uroki podniebnych podróży, podziwiał chmurki, pstrykał tacką i roletą, pił radośnie wodniste kakałko pokładowe, strzelał wokół bułczanymi okruchami, dzielił się pokarmem ze swym lalkiem Michałem, zagłębiał się w lekturze, by po chwili wygrzebać się z niej w celu, powiedzmy, rysowania. Prawie cztery godziny zleciały szybko, łatwo, bezwrzaskowo i sympatycznie. I bez awaryjnych kreskówek. Kwiatek dał troszeńkę czadu podczas oczekiwania na walizki, ale prawdę mówiąc osądzam go, dlaczego nie pękł wcześniej. 

10 czerwca 2012

Dzidziuś lotny, czyli zmiana stanu skupienia

Wakacje w toku, a ja wymiękam czasowo i nie nadążam zupełnie z relacjonowaniem, blog pada...
Kilka słów o podróży zatem.
Lot trwa kilka godzin, bo kilka tysięcy kilometrów mamy jednak do pokonania. Lądujemy o idiotycznej porze w metropolii w kraju zaprzyjaźnionym, a stamtąd zapylamy do rodzinnego miasteczka - w telegraficznym skrócie.
Lotu dość mocno się obawialiśmy, choć oczywiście na początku należało stawić czoła lotnisku. Na szczęście lotnisko wyspiarskie jest przestronne i pustawe. Przygotowaliśmy też ograniczony przez bagaż podręczny szereg pomocy naukowych, mających nam ułatwić lot, plus bajki, ale o tym za chwilę.
Na lotnisku dzidziuś nawadniał się obficie i z zapamiętaniem, jakby przeczuwał, że porządnej wody nie uświadczy przez kilka najbliższych tygodni.

Po chwilowym incydencie związanym z radosnym raczkowaniem po nieczystej posadzce Igunio zaczął poruszać się w kierunku obieranym dość dowolnie, za to dzierżąc w dłoniach butelkę z wodą zatykającą otwór gębowy. Czyli na trębacza. Ograniczało mu to widoczność, ale to go nie zrażało, dopóki nie uznał, że został już dostatecznie podlany z zewnątrz i od wewnątrz.

21 maja 2012

Wakacje!

Wiesiutek na walizkach
Przybywamy!

Będziemy tęsknić za białymi nocami. I wczoraj odnotowałam rekordową dotychczas temperaturę - aż 11 stopni! Robi się niemal gorąco, a my musimy wyjechać... Łubin kanadyjski wyjrzał nieśmiało ze zmarzniętej ziemi, ominie nas więc coroczna eksplozja fioletu. Będziemy tęsknić za ciepłą podłogą, sztormami i pyszną wodą z kranu. I za Kocurami. Które miały wczoraj pogadankę o tym, do kogo należą i jakie niemiłe rzeczy nastąpią, gdyby postanowiły przez ten miesiąc jednak wynieść się gdzieś indziej.

Jesteśmy ciekawi, jak Igi zniesie przydługawą podróż, odprawy, loty, start, lądowanie, przejazdy autostradą. I jak zniesie wszystkie te zmiany, które go czekają - nieustanne przeprowadzki, nadmierne zainteresowanie. W zeszłym roku miał problem ze spaniem z powodu nadmiaru ciuciania i emocji. Oby w tym roku było nieco lepiej... :-)