To już drugi wpis z serii "Przygody z książką", której inicjatorką jest autorka bloga
"Dzika jabłoń". (Jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi wpisami, zajrzyjcie
TU. Mnóstwo blogerów wzięło w niej udział i wprost kipią energią!)
A ja chciałabym kontynuować
poprzedni wpis i tym razem zająć się stworzeniem odpowiedniej atmosfery i otoczenia niezbędnych w każdej szanującej się hodowli małych czytelników.
Funkcjonalna strona czytelnictwa jest niezmiernie ważna. Jeśli nawalimy od strony praktycznej, będziemy sobie tylko utrudniać rozbudzanie miłości do książek. Po prawdzie często tej miłości nie trzeba wcale rozbudzać, co ze zdziwieniem mogą przyjąć osoby uważające się za nielubiące książki. Dzieci to niesamowite, zainteresowane wszystkim istoty. Zbyt często rola dorosłych sprowadza się do uświadomienia im co może być nudne... Myślę o tym za każdym razem, gdy z niechęcią otwieram pralkę czy zmywarkę ;)
Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko z przyjemnością sięgało po kolejne tomy i prosiło nas o głośne czytanie, zabierzmy się do tego z głową:
- czytajmy przy dziecku - tak, wiem, o czym niektórzy od razu pomyślą. Że przy dziecku się nie da i że przecież dom się sam nie odkurzy, a poza tym... A poza tym to nie szukajmy wymówek. Zdziwią się ci, którzy spodziewają się najgorszego, jak spokojne potrafi być dziecko, którego rodzic czyta. A tym, którzy tak garną się do pracy z kolei chcę dać pracę, zadanie domowe, czy cokolwiek, co uspokoi ich pracowite sumienia - usiądź w fotelu i przeczytaj kilka stron książki, zainteresuj się jakimś artykułem, może nawet podziel się potem przemyśleniami z partnerem? Dzieci uczą się przez naśladowanie. I to my jesteśmy dla nich najważniejszym przykładem. Czytając pomagamy dziecku kodować, że książka to przyjemność i rodzice lubią czytać.
- otoczmy się słowem pisanym - rada jak z katalogu IKEA. Weź kilka książek i czasopism i rozrzuć je to tu, to tam. Nie dość, że ułatwi ci to sięgnięcie po nie, gdy znajdziesz się w pobliżu, ale oswoi dziecko z obecnością książek. Podpunkt należy ominąć, gdy nasze dziecko uważa się za kasownik do biletów.
- zapewnijmy pacholęciu dostęp do jego ulubionych pozycji:
- stawiajmy książki nisko na półkach
- połóżmy dziecięce lektury na stoliku, możemy je też trzymać w koszyku w kąciku z zabawkami
- zabierajmy ze sobą książki w podróż.
- zadbajmy o oświetlenie i wygodę siedzenia - nie ma nic bardziej irytującego niż zbyt ostre lub zbyt słabe światło, gdy masz czytać. Szczegół, ale jakże istotny.
U nas książki rozpełzają się w zastraszającym tempie po całym domu, zawalając wszelkie powierzchnie płaskie. W piątek stoją równiutko na trzech najniższych półkach regału, a kilka z nich wala się w sypialni i salonie, gdyż Igi znudził się sprzątaniem i coś sobie już wydłubał z półki oraz porzucił, idąc po kolejny tom.
Postanowiłam, że przy Ignaśkowym łóżku na wyciągnięcie ręki będą półki na książki czytane chętnie przed zaśnięciem oraz te zbyt wielkie na to, by postawić je na regale. Oczywiście nie mogło się obyć bez lampki oświetlającej czytane wieczorami stronice. Gdyby nie pościel, kącik wyglądałby tak, jakby wyrzygała się w nim IKEA. Igi go uwielbia.
Wolna przestrzeń pod piętrowym łóżkiem będzie w planach kącikiem do nauki (stoliczek) i siedzenia (jeszcze nie wymyśliałam na czym będzie się siedzieć) i cięższym lektorom z pewnością będzie łatwiej czytać na dole. Stojący tam chwilowo stolik z krzesełkami jest jakiś taki niezachęcający. Góra już kusi i przyciąga, część przyjęcia urodzinowego Ignaśka dzieciaki spędziły w wyrze przeglądając polskie książki :)
By w pokoju było przytulniej, powiesiłam w nim półkę. Znalazły się na niej trudniejsze pozycje "na wyrost" oraz kilka książek o bardzo dużych formatach. Igi może wleźć na stołeczek i po nie sięgnąć.
Jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?