Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wprowadzanie pokarmów stałych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wprowadzanie pokarmów stałych. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2015

Powrót do pracy a karmienie piersią

Niezależnie od tego, czy powrót do pracy wzbudza w mamie stres czy ulgę, wiele z nas zadaje sobie pytanie o przygotowanie dziecka na tę zmianę. Co z karmieniem? Z drzemkami? Jak dziecko zniesie rozłąkę i jak najbardziej ułatwić mu ten trudny czas?
"Wracam do pracy. Jak i kiedy odzwyczaić dziecko od piersi?"
W tym artykule chcę poruszyć wyłącznie temat powrotu do pracy w kontekście karmienia piersią. Dlaczego? Dlatego, że panuje ogólne przekonanie, że dziecko należy odstawić jeszcze przed powrotem do pracy, gdyż nie da się karmić i pracować. Uważa się również, że karmienie naturalne utrudnia opiekę nad dzieckiem tymczasowym opiekunom. Popularne jest również zdanie, że w pewnym momencie dziecko należy przestawić na karmienie butelką i sztuczną mieszanką, czemu przyklaskują koncerny produkujące mieszankę mlekozastepczą.
Powrót do pracy - czy trzeba odstawiać?
Nie. Praca zawodowa nie stoi na przeszkodzie w karmieniu piersią. Karmienie naturalne pozwala na powrót do pracy czy oddanie dziecka pod opiekę innej osoby lub placówki. Pierś jest traktowana często jako przeszkoda w spokojnym przystosowaniu się do zmiany przez dziecko. Zapomina się tu o pewnej niezwykle istotnej kwestii - dziecko, karmione naturalnie czy nie, nadal jest do mamy niezwykle przywiązane. I zawsze będzie przeżywało rozłąkę. Z pewnością jednak karmienie piersią przed pracą będzie miłym pożegnaniem dla obojga, tak samo jak pierś na powitanie będzie ważnym punktem dnia, chwilą bliskości i odpoczynku oraz czasem cieszenia się sobą.
Powrót do pracy - czy trzeba dziecko zawczasu uczyć zasypiania inaczej niż przy piersi?
Gdy mama idzie do pracy, opiekę nad dzieckiem przejmuje ktoś inny - członek rodziny, niania, dziecko może też pójść do żłobka lub przedszkola. Często wiąże się z tym obawa, zarówno u mam, jak i osób z jej otoczenia, o dobro dziecka i łagodną adaptację do nowych warunków. Szczególne obawy wiązane są z (nie)umiejętnością "piersiowych" dzieci do zapadania w drzemki. Zwolennicy podawania butelki ze sztuczną mieszanką zwracają uwagę na to, że "butelkowe" dziecko może położyć spać każdy. Mamy, nawet jeśli chcą utrzymać karmienie piersią, sądzą że powinny nauczyć dziecko zawczasu zasypiania w inny sposób niż przy piersi. Nie ma jednak takiej potrzeby. Dzieci w przypadku braku piersi wypracowują sobie zarówno inne sposoby uspokojenia, jak i usypiania. Warto dać dziecku i opiekunowi możliwość znalezienia własnego sposobu na usypianie. Mamy karmiące piersią zauważają, że ich dzieci przy nich zasypiają podczas ssania, a z każdym domownikiem czy członkiem rodziny robią to inaczej - pomocne może być czytanie, tulenie, kołysanie czy śpiewanie oraz wiele innych dróg.
Co ma jeść dziecko w czasie, gdy mama jest w pracy?
Wybór sposobu karmienia zastępczego zależy od wielu czynników. Ponieważ mamy zazwyczaj wracają do pracy po roku urlopu macierzyńskiego, ich mleko najprawdopodobniej nie jest już podstawą żywieniową dziecka. W czasie nieobecności rodzicielki prawdopodobnie dziecku wystarczą pokarmy stałe i woda. Jeśli dziecko jest młodsze, warto podawać mu mleko, kierując się zasadą Światowej Organizacji Zdrowia, określającej, że gdy dziecko nie może być karmione bezpośrednio z piersi, podajemy mu kolejno:
  1. odciągnięte mleko z piersi, a gdy to niemożliwe
  2. mleko dawczyń
  3. w ostateczności sztuczną mieszankę.
Dr Jack Newman polemizuje z ostatnim punktem zalecenia i wysnuwa wniosek, że dziecku, któremu rozszerzono już dietę o pokarmy stałe, nie podajemy nigdy mieszanki mlekozastępczej.
Jeśli decydujesz się na odciąganie mleka, zapoznaj się z zasadami efektywnego odciągania (polecam artykuł mojej skromnej osoby w najnowszym, 8 numerze Kwartalnika Laktacyjnego pt. "Krótki poradnik o odciąganiu mleka", str. 28), możesz też zapisać się do grupy dla mam karmiących bezpośrednio i odciągających mleko na facebook'u - "Grupa wsparcia dla mam karmiących piersią i odciągających mleko".
Jeśli myślisz, że podanie mieszanki jest niezbędne, pamiętaj, że mleko jest podstawą żywieniową do roku. Wbrew najnowszym trendom zapoczątkowanym przez firmy produkujące mieszanki mlekozastępcze, karmienie sztuczne nie jest niezbędne powyżej pierwszego roku życia dziecka. Nie ma również potrzeby podawania dziecku mleka innego gatunku (np. krowiego), choć jego podawanie zaczynamy właśnie po roku, o ile się na to decydujemy. Odpowiednimi napojami dla dzieci są woda i mleko mamy.
Niektóre dzieci nie akcpetują mleka mamy podawanego w opakowaniu innym niż oryginalne :) Nie powinno być to powodem do zmartwień, o ile dziecko przyjmuje odpowiednie ilości wody. Niektóre mamy zauważają, że odciągnięte mleko można z powodzeniem dodać do jedzenia - kaszy, zupy, sosu. Nie jest to jednak konieczne, ponieważ dziecko nadrobi brak mleka z piersi po powrocie mamy, będzie także prawdopodobnie grupowało karmienia zarówno z potrzeby bliskości ukochanej mamy, jak i braku wartościowego mleka.
O ile dziecko akceptuje mleko mamy podane inaczej niż z piersi, babcia lub niania mogą je z łatwością nim nakarmić. Możliwość nakarmienia dziecka mlekiem mamy w placówce typu żłobek czy przedszkole jest już regulowane przepisami w nim panującymi.
Praca pracą, a co z laktacją?
Mamy słyszą, że ciągnięcie karmienia naturalnego nie ma sensu, bo laktacja zaniknie z powodu powrotu do pracy. Jest to stwierdzenie niezgodne z wiedzą o karmieniu piersią i funkcjonowaniu gruczołu piersiowego. Laktacja nie zaniknie dopóki piersi używane są do karmienia. Rzadsze karmienia mogą laktację przygasić, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dziecko było z powodzeniem karmione częściej w czasie weekendu lub innych dni wolnych, w tym choroby, kiedy to maluchy proszą o mleko mamy z drastycznie zwiekszoną częstotliwością. Laktacja dostosowuje się do zmieniających się warunków i potrzeb dziecka. Należy pamiętać, że mleko zanika długo - jest to wielomiesięczny proces. W literaturze twierdzi się, że do zaniknięcia mleka potrzeba przynajmniej 2 miesięcy niekarmienia, choć może to trwać nawet rok lub dłużej.
Często można również usłyszeć opinię o tym, że przez przerwę w karmieniu można nabawić się bolesnego obrzmienia piersi, zastoju lub zapalenia. Owszem, piersi mogą (ale nie muszą!) zareagować nabrzmieniem na powrót mamy do pracy. Prawo polskie zapewnia karmiącej mamie przerwę w pracy, którą można wykorzystać na różne sposoby:
  • późniejsze pójście do pracy,
  • wcześniejsze wyjście do domu lub
  • odciąganie pokarmu w czasie pracy dla złagodzenia nieprzyjemnych odczuć w piersiach.
Zadbanie o swój komfort powinno być priorytetem każdej kobiety karmiącej. Należy jednak pamiętać, że nie każda mama będzie odczuwała dyskomfort. Wiele z nich nie zauważa zmian w piersiach. Gdy takowe zaobserwujemy, warto odciągnąć mleko ręcznie lub laktatorem do uczucia ulgi. Nie musimy fundować sobie długotrwałyuch sesji odciągania mleka, by nie pobudzić piersi do produkcji mleka w czasie pracy, choć są kobiety, które przerwę w pracy wykorzystują na zrobienie zapasów mleka. Odciagnięte mleko przechowują w termosie lub lodówce pracowniczej i przywożą dziecku.
Powrót do pracy - czy trzeba podać butelkę?
W naszej świadomości zakodowane jest wyobrażenie dziecka, także starszego niż rok, z butelką w ustach. Warto zdać sobie sprawę, że butelka to narzędzie do karmienia dzieci, które nie mogą być z jakichś powodów karmione piersią. Kubeczek Doidy jest przeznaczony już dla czteromiesięczniaków, a półroczne dziecko można z powodzeniem napoić za pomocą zwykłego kubka. Problem z podawaniem butelki jest taki, że na wcześniejszym etapie karmienia piersią może ona poważnie zaszkodzić (i w najgorszym wypadku spowodować odrzucenie piersi), na późniejszym - jest uwstecznianiem dziecka, które może pić z "dorosłych" naczyń. Polecam zapoznanie się z artykułem wyszczególniającym bezpieczne sposoby podawania dzieciom płynów bez użycia butelki: Mleczne Wsparcie "Alternatywy dla butelki".
Co karmienie piersią daje mamie i dziecku?
Przede wszystkim bliskość, której oboje tak pragną, gdy nie są razem. Najczęściej mamy, które wróciły do pracy, tęsknią za dziećmi i z radością tulą je i przystawiają do piersi po powrocie do domu. Dziecko otrzymuje dzięki temu zarówno porcję wartościowego pokarmu, jak i przeciwciał na patogeny, z którymi zetknęła się matka, ale i ono samo, na przykład w przedszkolu. Karmienie piersią chroni zdrowie dziecka, choć nie możemy spodziewać się, że całkowicie zabezpieczy malucha przed infekcjami. W przypadku rozwinięcia się choroby mleko mamy pozwoli dziecku uporać się z nią szybciej. Dzieci karmione piersią statystycznie chorują mniej i łagodniej przechodzą infekcje. Karmienie naturalne chroni także portfel oraz pozytywnie wpływa na stan uzębienia i rozwój aparatu mowy (niezależnie od wieku dziecka!). Ssanie piersi odstresowuje malucha, który tęsknił za mamą, pozwala zatem na poradzenie sobie z bólem związanym z rozłąką.
"Wracasz do pracy? Skorzystaj z tego i odstaw dziecko!"
Powody do odstawienia z okazji powortu na ścieżkę kariery zawodowej, podawane przez zainteresowanych, są przeróżne. Może to być wiek dziecka. Pamiętajmy jednak, że w literaturze niesponsorowanej przez koncerny mieszankowe ograniczenia czasowe występują tylko dla preparatu mlekozastępczego i wynoszą rok. Karmienie piersią nie ma "daty ważności", a żadna szanująca się instytucja (taka jak WHO czy AAP) nigdy nie podaje górnej granicy karmienia piersią, gdyż takiej po prostu nie ma. Dziecko powinno być karmione tak długo, jak chcą tego ono i jego mama. Innym powodem jest tracenie wartości przez mleko lub przeistaczanie się mleka w wodę. Jest to szkodliwy mit na temat karmienia piersią. Mleko nigdy nie traci wartości, składa się wprawdzie z wody, ale nigdy nie wyłącznie. Nie ma magicznego momentu ani guzika, za naciśnięciem którego z piersi zacznie płynąć bezwartościowy płyn. Odsyłam tu do artykułu Hafiji: Hafija.pl "Woda, sama woda"Problemy w pracy, włącznie ze zwolnieniem, uznawane są za argument przemawiający za odstawieniem. Jasne jest, że pracodawca nie ma prawa wpływać na sposób, w jaki karmione jest dziecko pracownicy, a przytoczony przykład powinien być raczej powodem udania się do sądu pracy, a nie odstawienia dziecka. Zbytnie przywiązanie dziecka do matki przemawia według niektórych za wprowadzeniem butelki ze sztuczną mieszanką w miejsce mleka z piersi. Te same osoby twierdzą jednak, że podawanie sztucznego mleka w butelce nie upośledza bliskości między matką a dzieckiem i więź miedzy mamą a dzieckiem jest taka sama w przypadku karmienia naturalnego i sztucznego. Po co zatem przechodzić na chemiczną mieszankę? I co oznacza "zbytnie przywiązanie" do mamy, która jest całym światem takiego maluszka? Zbytnie zmęczenie jest nastepnym argumentem, przemawiającym według niektórych za odstawieniem. Jeśli tak, to karmienie piersią jest dość dobrą odpowiedzią - zazwyczaj dzieci pragną bardzo bliskości mamy i jej mleka, gdy ta wróci już z pracy i jest to dla niej świetną wymówką do porządnego odpoczynku i "zresetowania się" po stresującym dniu. Jeśli dziecko ssie dużo w nocy, można przemyśleć współspanie, a w najgorszym wypadku ograniczenie piersi w nocy lub całkowite odstawienie karmień nocnych.
Gdy idziesz do pracy, dziecko cierpi. Gdy na dodatek odstawiasz je od piersi, cierpi podwójnie.
Powrót do pracy i kontunuowanie piersią są jak najbardziej możliwe! Powodzenia! :)
Jeśli spodobał Ci się artykuł, chcesz coś dodać lub podzielić się swoją historią, napisz komentarz :) Twoje doświadczenie przyda się innym mamom!

23 listopada 2012

Jedzenie - najprościej jak się da

Mam nadzieję, że to już ostatni raz o żarełku sie rozpisuję. Tym razem jest to pisane z myślą o koleżance. I będzie o BLW - tu więcej zdjęć z naszej jedzeniowej przygody.
BLW, Bierz Lub Wywal, to nieskomplikowany sposób podawania jedzenia niemowlętom i toddlersom. Znajdzie zwolenników wśród tych, którzy:

  • lubią podnosić ciśnienie teściom ;-)
  • cenią swój czas 
  • cenią ciepły posiłek na talerzu i (co istotne) nadal ciepły w ustach
  • lubią prostotę
  • są skłonni zdrowo się odżywiać
  • chcą pozwolić na samodzielność dziecku
  • lubią wspólne posiłki i doceniają ich wagę w życiu rodzinnym
  • lubią zapewniać edukacyjne rozrywki dziecku
Na czym opiera się ten sposób odżywiania? To po prostu podawanie dziecku, od początku przygody z pokarmami stałymi, jedzenia w formie innej niż papki, słoiczkowe mazie i zawiesiste roztwory. W kawałkach, w całości, w słupkach. To wspólne jedzenie tych samych posiłków. To postawienie na samodzielność Małego Człowieka i wyzwanie dla rodzica w kwestii zaufania dziecku. To brak zmuszania, nakłaniania do jedzenia. To pełen szacunek dla tej Młodej Osoby, która najlepiej wie, czy jest głodna, czy nie, czy ma ochotę na chleb, czy jabłko, która czasem odczuwa ból brzucha lub zwyczajny brak apetytu. I szacunek dla umiejętności naszego dziecka - a brak wyręczania w czymś, co umie i może zrobić samo, jest doskonałym sposobem na to, by ten szacunek pokazać. To więcej czasu dla dziecka. I w pewien sposób "wymuszony" zdrowszy styl odżywiania całej rodziny.
Dodam jeszcze, że ten sposób, w autorsko zmodyfikowanej formie, pasował nam bardzo. Wyrażam sie o nim pozytywnie, co nie zmienia faktu, że jeśli ktoś nie ma ochoty na taki sposób odżywiania, nie zamierzam z tym polemizować :-)
Potrzebny sprzęt - przygotowujemy otoczenie:
- w wersji podstawowej nie potrzeba rzecz jasna niczego - wystarczą kolana rodzica i jego talerz, ewentualnie mniejsze sztućce (widelec deserowy, łyżeczka do herbaty)
- przydatny jest łatwy do umycia fotelik (my z powodzeniem korzystamy z najprostszego modelu pewnej skandynawskiej firmy), który można nawet wrzucić do wanny lub pod prysznic, jedzenie można wykładać wprost na tackę lub do odpowiednich naczyń
- przed dzieckiem można ustawić kubek z wodą (u nas doidy cup) i sztućce, których w pewnym momencie z pewnością zechce używać, naśladując nas
- śliniak, fartuszek, mata, worek lub nielubiane prześcieradło pod fotelikiem - a ja po prostu rozbierałam Ignasia do jedzenia, a po jedzeniu spłukiwałam go pod prysznicem, a otoczenie przecierałam ściereczką.

Wymogi - przygotowujemy siebie:
- przede wszystkim dużo spokoju, psychiczne przygotowanie się (szczególnie na odkrztuszanie)
- zapoznanie sie z zasadami pierwszej pomocy (na wszelki wypadek i dla większej pewności siebie)
- zaufanie dziecku w kwestiach doboru jedzenia, sposobu jedzenia, jego ilości,
- pozwolenie dziecku na samodzielne poznawanie świata
- dziecko je to, co my, zatem zwracamy uwagę na swoją dietę, unikamy cukru, soli, przypraw z solą, dodatków chemicznych, produktów gotowych, wysokoprzetworzonych, rafinowanych, smażenin, napojów sztucznych lub gotowych soków, herbaty, kawy itp.

Pierwsza pomoc - zapoznajemy się bezwzględnie:

Podstawowe zasady - czyli od strony praktycznej:
- pokarmy wprowadzamy po 6 miesiącu życia
- dziecko powinno siedzieć samodzielnie (nie zaleca się sadzania na siłę, więc niesiedzące maluchy można też położyć na brzuchu, a jedzenie położyć przed nimi, by mogły po nie swobodnie sięgać, ewentualnie na czas jedzenia podeprzeć bardzo dobrze w krzesełku lub na kolanach)
- podajemy jedzenie pokrojone w wygodne do uchwycenia kawałki, np. słupki
- dostosowujemy jedzenie do wieku malucha - jesli podamy 6-miesięczniakowi groszek, to wywołamy jego frustrację, a nie radość, za to kawałek chleba spotka się już z innym przyjęciem
- dyskretnie obserwujemy dziecko, szczególnie z początku, by przekonać się, jak radzi sobie z jedzeniem i jego odkrztuszaniem, 
- podczas posiłku przed dzieckiem powinny znaleźć się produkty ze wszystkich grup żywieniowych, by mogło spośród nich wybierać, oczywiście świat się nie zawali, gdy damy dziecku to, co akurat jest w kuchni, ale wybór jest bardzo ważny.

Nie trzeba:
- gotować dwóch osobnych obiadów tego samego dnia, przygotowywać osobnych śniadań, kolacji, przekąsek 
- rezygnować z własnego posiłku lub zjadać zimnego jedzenia. Jemy razem z dzieckiem, dzięki czemu spędzamy razem czas, a dziecko uczy się manier przy stole (choć przez pierwsze miesiące tego nie widać)
- sprawdzać w tabelach, jakie produkty można podawać dziecku (przy czym miód należy podawać po pierwszym roku życia, a grzyby, ho ho, dopiero w podstawówce) 
- zmuszać dziecka do jedzenia - jeśli mu zasmakuje i będzie głodne, z pewnością zje; jeśli nie je, być może nie ma na to ochoty lub jest uczulone na dany produkt
- nadmiernie pilnować odkrztuszającego dziecka, panikować, podbiegać do niego, strasząc je podczas każdego odruchu odkrztuszenia (należy za to, zwłaszcza z początku, spokojnie i uważnie je obserwować)
- podawać bezsmakowego jedzenia, unikać naturalnych przypraw, ziół.

Czego należy się spodziewać:
- twórczego nieładu, czyli produktu artystycznych zmagań z jedzeniem naszego dziecka
- radości z plaskania, zrzucania, rozgniatania, rozsmarowywania, oglądania, rozdrabniania, kruszenia, rozlewania, mieszania, smakowania, oblizywania, ciskania, wypluwania, wpychania sobie jedzenia do buzi dwoma łapkami, jedzenia zupy palcem, łapania, przesuwania...
- że jedzenie może stać się dla Małego Człowieka fascynującym zajęciem na godzinę lub dwie
- odkrztuszania, wyglądającego jak wymiotowanie lub wypluwanie z odruchem wymiotym lub kaszlem, wynikającego w większości przypadków wyłącznie z podrażnienia wrażliwego punktu w jamie ustnej odpowiadającego za ten odruch. Odruch ten z czasem zaniknie. Nie mylić z zadławieniem! 
- jedzenia dokładnie tego samego co mama - kwestia przetrwania. Dziecko przejawia ogromne zainteresowanie talerzem mamy i jego zawartością, bo jest to już pokarm "sprawdzony" przez najważniejszą osobę. Dawanie dziecku czegoś innego niż jemy może powodować jego niepokój lub po prostu ciekawość.

Czego można się spodziewać:
- do roku mleko jest najważniejszym pokarmem, dziecko może traktować jedzenie stałe wyłącznie jako zabawę, bardzo edukacyjną i twórczą, niekoniecznie jednak będzie dużo jadło
- odmawiania jedzenia. Jednorazowo lub na dłużej. W przypadku odmowy jednorazowej można naturalnie zaproponować coś innego, ale BLW opiera się na zaufaniu także w tej trudnej kwestii. U nas zawsze okazywało sie, że odmowa miała proste wytłumaczenie, gdy to zauważyłam, łatwiej mi było ufac Igiemu. Np. w pierwszym przedszkolu pani wciskała jedzenie na siłę, któregoś dnia Igi bardzo stanowczo odmawiał i nic nie zjadł, co mi zakomunikowała. Jeszcze tego samego dnia bardzo mocno wymiotował. Mój niespełna roczny syn rozsądnie podszedł do sprawy, nie chcąc nic jeść - sama zrobiłabym to samo. Gdyby ktoś kazał mi zjeść kanapkę na bolący żołądek, byłabym po prostu nieszczęśliwa.
W przypadku odmowy jedzenia przez dłuższy czas należy zdać się na własną intuicję, gdy podpowiada nam to ona - poradzić się lekarza.
- jeśli na stole postawimy sól i cukier, maggi itp. - dziecko także będzie chciało doprawiać sobie jedzenie na własnym talerzu
- "oszustwa" w stylu sprite w szklankach rodziców, a woda w szklance dziecka zostaną rozszyfrowane
- dziecko raczej nie zje czegoś, na co jest uczulone, a jesli zje i poczuje się gorzej lub wystąpi reakcja alergiczna, będzie samo odmawiało ponownego zjedzenia produktu, który mu zaszkodził
- "faz" na pewne jedzenie, czyli pomijania wszelkich produktów, oprócz jednego lub kilku konkretnych, my mieliśmy na przykład Rok Owsianki i Miesiąc Bananów.

Od siebie dodam na koniec, że trzeba mierzyć siły na zamiary. Gdy jesteśmy zmęczeni, a bałagan w otoczeniu zaczyna nas przerastać, czy może dokądś się spieszymy - może lepiej podać posiłek łyżeczką. Zdenerwowanie z powodu przedłużającego się posiłku, czy niechcianego dodatkowego nieładu nie będzie wpływało korzystnie na atmosferę podczas posiłku. Ja nie byłam "gotowa" na podawanie do samodzielnego jedzenia zup oraz kasz na mleku z takim trudem ściąganego.
Wspólne posiłki mają byc czystą przyjemnością z jedzenia i obcowania ze sobą.

Enjoy!


21 czerwca 2012

Żryj gadzino :-) (i duużo zdjęć na deser)

Dokumentacja spożycia najlepiej strzeżonej truskawy na świecie, od Dziadka Niedźwiedzia
U mnie, gdy szczenięciem byłam, wyglądało to tak: to jadłam NIC, to z kolei przetrwały z jakichś okresów wręcz legendarne historie na temat ilości tego, co potrafiłam podczas jednego posiłku w siebie wrzucić.
Ale wspomnienia z czasów przedszkolnych, szczególnie najwcześniejszych, są dla mnie traumą. Wyśmiewające mnie panie (bo płakałam za mamą, bo mało jadłam, bo nie potrafiłam zasnąć podczas leżakowania), bezbrzeżna nuda (musiałam siedzieć nad talerzem, dopóki nie otrzymałam pozwolenia, by wstać, czyli najczęściej wtedy, gdy inne dzieci wstawały z leżakowania. Zgaduję, że tkwiłam przy tym stoliku jak kołek, memłając zimne obiadki przynajmniej dwie godziny - wieeeeczność). To taka codzienność. Ale jedna scenka utkwiła mi w pamięci na zawsze - jadłam obiad, a na deser był budyń. Wiem, że nie przyjmowałam niczego w postaci smarków, więc kisiel i budyń były dla mnie nie do przełknięcia. Pani przedszkolanka zawołała Ważną Dyrektorkę na odsiecz. WD przyszła. I zaczęła mi ten budyń wpychać. A ja pamiętam, mimo że było to tyle lat temu, te odruchy wymiotne i myśli, że nie wolno mi puścić pawia na Panią Dyrektorkę, bo będzie jej przykro.

Teraz sobie myślę, że...