Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2013

Skumbrie w tomacie, serca w brokacie


Nie wiem, jak u Was, ale u nas zima całą parą. Jest po prostu cudnie! Ciężkie płatki wirują w powietrzu, mróz szczypie rumiane policzki Ignasia, a do tego to słońce!
W tak piękne dni aż chce się żyć. Szczególnie, gdy kanapa stoi wreszcie na wprost wielkiego okna i tak otrzymany widok rekompensuje brak telewizora :-)

Niezbyt leniwą sobotę (przemeblowanie w celu dopieszczania dźwięku ukochanych domowników Taty Kwiatka - głośników) zakończyliśmy w wyjątkowo leniwy sposób. Ja szydełkowałam, moja Bardziej Włochata Druga Połowa słuchała muzyki rozparta w fotelu, a Igi zajmował się ajpadem. Byliśmy tak zmęczeni, że daliśmy mu wolną rękę - ipad zazwyczaj nie jest do jego użytku. Poskutkowało to tym, że Wieś najpierw oglądał tutoriale "Jak domowymi metodami przyozdobić romantyczny pokój" po hiszpańsku, potem zaczął jeszcze bardziej drażnić swoje zmysły i pożerał filmy instruktażowe o tworzeniu Hello Kitty z babeczek. Po hiszpańsku oczywiście. 

Co ciekawe, mimo Słodkiej Soboty, Igi ślinił się na ajpada, ale spożycie słodyczy spadło nam tego dnia drastycznie. Filmy o przyozdabianiu babeczek były tak hipnotyzujące, że się biedulkowi nie chciało kopnąć po kostkę czekolady. 

Nie jestem pewna co do jadalnej Hello Kitty, ale czy Igi przypadkiem nie stara nam się powiedzieć, że mamy mu wreszcie przysposobić własny pokój i to koniecznie w "romantycznej" konwencji?

Kiedy ja będę się głowiła nad odpowiedzią, spójrzcie, jak tu pięknie!

Nasza wiocha :) (w tle - i góry, i chmury)
I przed domem

Na koniec - Igul dręczony przez bezdusznego Tatula :)
(film najlepiej oglądacw powiększeniu, bo Ignaśkowe rzęsy są w nim dość istotne)

Dobranoc!

12 listopada 2013

Rady Taty Kwiatka zawsze w cenie!

W ostatnim poście wspominałam o tym, jakich Igi dokonuje praktyk na szlaku. Jego osobistym wynalazkiem jest chodzenie rechocząco - zwisające.

I wyobraźcie sobie, znalazłam film, który doskonale obrazuje Ignaśkowe uciechy na górskich szlakach. Tylko muszę ostrzec przed osobliwym humorem Taty Kwiatka. Mogłam go co prawda wyciąć, ale postanowiłam tego nie robić. No bo my właśnie tacy jesteśmy - trochę niepoprawni i z dystansem do rodzicielstwa :-)

Na filmie Igi turla się w kierunku pewnego krateru wypełnionego wodą.


Ale znalazłam jeszcze jeden zabawny film, a mianowicie ze wspomnianej w wycieczkowym poście obskurnej chatki. Zapomnialam napisać, że wytrzęsiony w nosidle Ignaś padł jak kawka. A jak głęboko może spać moje dziecko? Zobaczcie sami :-)


W obu filmach gościnnie wystepują Ania JM oraz słowiczy głos mojej drugiej Połowy.

26 lutego 2013

Sobota - Imieniny Kota

A wiecie, co mamy w soboty? Przyswoilismy sobie praktyczny tutajszy zwyczaj - słodkości je sie tylko jednego dnia tygodnia. Im starszy sie robi nasz Igulek, tym bardziej mi go wszyscy pasą ciachami, szczególnie w gościnie. Trzeba było jakies reguły ustalić. Bałam się o jego zęby, o apetyt na wartościowe jedzonko i o kupona, tym bardziej że z zatwardzeniami nawykowymi woziliśmy się przez kilka miesięcy. Fakt, Igi nie jadł dużo słodyczy (ze mną spożycie jednej kostki czekolady zajmowało kilka dni, bo dostawał mikrokęsy i mimo tego fikał z radości, ale już Tati nie potrafił się powstrzymać), ale reguły potrzebne były nam, dorosłym. Bo kiedy ja ustalałam regułę jednego cukierka dziennie, to często okazywało się, że Igi dostawał jednego ode mnie, dwa od Taty i jeszcze coś w gościach. 
I tak oto tylko w soboty Zdzisinek dostaje SUODYYYYCZEEE. Rankiem rzuca się na świeżo ugotowane kakałko, potem często bywają lody lub jakieś ciasto. Najlepiej, wiadomo, własnej roboty.
Ostatnią sobotę spędzaliśmy w całości z Kwiatowym Tatą, który tak sobie wziął do serca Imieniny Kota, że posłodził kakałko, zapchał Stworka całym paskiem gorzkiej czekolady oraz zaoferował mu ogromną czekoladową muffinkę w sklepie. Potem w naszym kochanym "peczkolu" był balik i Ziutek skosztowal jabłecznika, a może nawet wszamał coś jeszcze, nie monitorowałam go aż tak bardzo, zeby wiedziaeć, co skapnęło mu ze stołu. 
W pewnym momencie na pytanie, czy napije się kakao, nasze dziecię, urodzony czekoladoholik, odpowiedziało "nie, dziekuję" i poszło sobie. 
Nastąpiło przesycenie. Słyszałam o tym stanie (no dobra, he he, sama go często doświadczałam i nadal mi się zdarza). Ale jeśli chodzi o Ignasia, to myślałam, że jest czekoladową studzienką bez dna. Okazało się, że wystarczy trochę tatokwiatkowej inicjatywy i słodycze będą nabierały właściwości wykrztuśnych.

O, o! I jeszcze cos mi się przypomniało! Jakie dziwaczne potrafią być dzieci. Bo mi Igul żebrze czasem o tran. I dziś złapałam się na tym, że sugeruję mu, że tran dostanie po naleśniku - czyżbym dokonywała kuszenia RYBIM OLEJEM?

A na koniec tej historyjki z morałem film, w którym wystepuje najrozkoszniejszy krokodyl, jakiego miałam okazję widzieć. Miałam go pokazać Igiemu, ale zapomniałam. Mimo wszystko idę o zakład, że jutro zakocha się ponownie w krokodylach. Bo jakby ktoś nie wiedział, to on jest teraz Oglomnym Potwolem i Potwól musi mówic ceść Potwól Mamooo.


14 listopada 2012

Czapki z głów

Ostatnio zaczęła się u nas zima. Pobliska, ukochana przez tubylców góra pokryła się lukrem, na trawie czasem pojawia się szron. Bywa, że temperatura spada poniżej zera, no ale nie czarujmy się, to żaden wyznacznik zimy mimo wszystko nie jest. Moja pierwsza noc pod namiotem tu, latem, dodam, okazała się być nocą o temperaturze -2. Było mi chłodno.
Czy lato, czy zima, jednym słowem mogłabym opisać Wyspę. Intensywna. Wszystko, co tu się dzieje, jest właśnie intensywne. Deszcze padające pod wszystkimi kątami, także poziomo. Lato ze słońcem bez przerwy. Wiatry, od których auta tańczą na drogach. I odczucia ludzi - albo się Wyspę kocha, albo przeciwnie. Nie można inaczej, jak z taką samą intensywnością oddać jej w uczuciach tego, czym nas ona raczy na co dzień.

Najlepszym wyznacznikiem zimy tu są wichry. Kiedy w Stanach szalała Sandy, o czym trąbiły wszystkie media, u nas również był wiaterek. Ponoć Sandy wiała z prędkością nawet do 180km/h. W tym samym czasie wiało i u nas, z prędkością, bagatela, dochodzącą do 240km/h. Jak to koleżanka powiedziała - nadeszła zima po prostu. Najbardziej narażone na podmuchy wściekłego wiatru drogi zamknięto, a dzieci nie wypuszczano w wietrzne dni na dwór. Poza tym zaobserwować można było podniecenie ludności warunkami pogodowymi, objawiające się głównie filmowaniem fal oceanu, by potem móc wrzucić nagranie na fejsbuka. A Igi się popłakał. Po tym, gdy z trudem zapięłam go w foteliku i z jeszcze większym trudem zamknęłam drzwi samochodu, wywiało mnie i nie mogłam sama do Suzi wsiąść. Ale to było tylko chwilowe, trzymając się klamek, dotarłam w końcu do drzwi kierowcy. Bez przeszkód dojechaliśmy na miejsce, a po drodze podziwialiśmy krzaczory ozdobione śmieciami.
Widok, który spotkał nas w centrum miasta, był bardzo intrygujący.

Film z okna biura

Jak widać, życie toczy się swoim torem...

A tu - 3 minuty z naszego samochodu:

link :)

(youtube nie chce mi z blogiem współpracować i nie odnajduje filmów)
Dodam jedynie, że to zwykłe filmy z owiewanego wiatrem miasta, nie podczas apogeum wichury. Zresztą, w centrum nie wiało najmocniej, ale już w naszej wiosce było weselej, choć i tak wicher nie rozwinął do końca swych skrzydeł.

14 lipca 2012

Stulejka Movie

Temat jak najbardziej aktualny, jeśli chodzi o małych chłopców. U nas lekarze, pielęgniarki i położne  mówią jednogłośnie, by zostawić napletek samemu sobie. Z kolei w Polsce zdania na ten temat są podzielone.

Oto link do krótkiego filmu z wykładu o stulejce. Wykład, oprócz tego, że bardzo przydatny, jest zabawny -  pan urolog nie przynudza ;-) i widać nie tylko wykładającego, ale także slajdy.


Poza tym przydatna może okazać się np. ta strona: Stulejka

16 maja 2012

Wycieczkowanie

Ostrzeżenie! 
Przeczytanie całego postu grozi zakochaniem się w obłędnych widokach :-)
Oddajemy sie ostatnio z zapamiętaniem wycieczkowaniu. Kusi pogoda, kuszą zbliżające się wakacje i ogólna atmosfera rozprężenia. Pakujemy zatem dzidziusia (który dzidziusiem już od dawna nie jest, ale nazwa chwyciła, zresztą sam o sobie tak właśnie najchętniej mówi) i wyjeżdżamy w siną dal o najdziwniejszych porach. Zamiast kisić się w domowych pieleszach, oczekiwać na pory kolejnych posiłków, drzemek, kąpieli, spania, wycieczkujemy błogo i spontanicznie.
A jak to wygląda w praktyce? Śmiesznie.

26 kwietnia 2012

Coś pięknego

Bez zbędnych słów. Krótki film, który przepełnia oglądającego niesamowitym spokojem!


Miłego popołudnia!