Spory na gruncie muzycznym to już tradycja w naszym domu.
Niesnaski na linii Matka Kwiatka - Tatko Kwiatka wynika zazwyczaj z doboru utworów i ich głośności. Kwiatek, wzorując się na mamie swej, strofuje Tatę swego, że "Ciii, tato". Ja z kolei jestem jego prywatnym didżejem. Radio, gdy on ma ochotę na "Tłinku, tłinku"?! Mam, jego zdaniem, rzucać wszystko, czym aktualnie się zajmuję, i spełniać jego muzyczne zachcianki. Dodajmy, że w związku z nagłymi zmianami tych zachcianek funkcja playlisty jest wysoce drażniąca.
Jeśli chodzi o opisywanie rzeczywistości, to Kwiatuszek rozleniwił się słownie. Jeśli jest OK, to jest "fajne", jeśli przeciwnie, coś go wkurza, to raczej skrzeczy.
Jakież było moje zdziwienie, gdy włączyłam piosenkę, która do tej pory była numerem jeden na jego liście przebojów.
- Nieeeeeee! - zaskowyczał Igi - Nie cem. To stale, bludne, obleśne i śmieldzące!
A piosenka była ta:
Czyż nie jest urocza?