Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z krainy chichów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z krainy chichów. Pokaż wszystkie posty

17 grudnia 2015

Ignaś gada


Ignaś płacze rozpaczliwie, gdyż na środkowym palcu prawej dłoni ma mikroskopijną rankę. Boli go bardzo, panicznie boi się śmiertelnie poważnej operacji przyklejenia plastra, popłakuje krokodylimi łzami i nie jest w stanie zająć się niczym poza myśleniem o swojej ranie. Dzień chyli się ku końcowi w płaczliwej atmosferze, w końcu udaje mi się namówić potomka na uszykowanie się do spania. Pomagam mu zdjąć ubranie, nałożyć pastę na szczoteczkę, wyszorować kły i umyć buzię i ręce, gdyż sam z powodu kontuzji nie jest w stanie tego zrobić. Po umyciu zębów Ignaś wybucha na nowo płaczem i stwierdza:
- Nie chcę, żeby życie tak wyglądało, że ludzi coś może tak boleć!
***
Igulek bawi się gadającą mapą świata. Znajduje Rosję, a mapa odpytuje go:
- Czy chcesz dowiedzieć się więcej?
- Tak! - podnieca się Ignaś.
- "Rosja jest najwiekszym państwem na świecie" - oznajmia mapa i cichnie.
- Nie!!! - wykrzykuje zdruzgotany Igi - To za mało, ja chcę dowiedzieć się więcej, nie tylko tego, że Rosja to największe państwo!
***
Słuchamy kolęd. "... bo ubooogaaa byłaaa, rąbek z głooowyyy zdjęęęła" słyszymy z głośników, co skłania mnie do zadania pytania:
- Ignasiu, a co to znaczy "była uboga"?
- To, że była u swojego taty, boga - odpowiada bez wahania Ignaś.
***
Znowu będzie religijnie, to chyba przez zbliżające się święta. Ignaś płacze.
- Zdzisiu, co się stało? - pytam zalanego łzami potomka.
- Jezus umarł i nie mogę go przytulić!!!
***



5 grudnia 2015

Z krainy chichów

Ignaś rozmawia z Dziadziem i Ciocią:
Hej, słodcy ludzie!
Tatul zabiera Ignaśka do kawiarni na gorącą czekoladę. Zostaję w domu z zapaleniem pęcherza. W restauracji właścicielka pyta Ignasia:
- A mamusia nie przyszła z wami?
Nie, bo ma chorą cipkę - wypala Ignaś.

Ignaś dostał od swego najlepsiejszego przyjaciela gustowny strój kościotrupa. Strój jest w ciągłym użyciu, co oznacza również, że zapodziewa się Ignasiowi niezwykle często. Wtedy Ignaśko lubi się poinformować:
- Gdzie jest moja kościoskorupka?

Ignaś bawi sie zawzięcie. Galopuje z jednego końca domu na drugi, "czarując" i krzycząc: "AGRA PODAGRA!"

Igulek wyłazi z wanny i goły wyskakuje z łazienki. Plaskając stópkami, biegnie do mnie, wykrzykując jednocześnie:
Anulu! Jesteś aniołem!

29 czerwca 2015

Z krainy chichów

Igi gawędzi: Wszyscy kiedyś umrzemy. I nie wiemy kiedy!
Ja: Tak.
Igi (odkrywczo): Ale ja nie chcę umrzeć nigdy. Chcę być Bogiem! 
Ja i Tato Kwiatka: „Wyobraź to sobie sobie.”

Rozmawiamy z Babu przez skype.
Ja: Chcesz powiedzieć coś miłego Babu na koniec rozmowy?
Igi (po chwili zastanowienia): Tak. Jak umrzesz, to przyślę ci czekoladki.

Zima, śnieg skrzy w słońcu. Igi przygląda się zjawisku i intensywnie nad czymś myśli. W końcu wypala:
– Mamo, zobacz! Brukiew!!
(Tak, wege-dzieciak mówi „brukiew” na „brokat”, a na swoje ulubione pisaki – „pisaki brukwiowe”)

Jemy obiad. Igi odsuwa od siebie talerz i stwierdza z westchnieniem:
– O, ja nie dokończę tej surówki.
– Najadłeś się już?
– Nie, po prostu chcę, żeby pies ją zjadł i miał ładną kupę – stwierdza wspaniałomyślnie i z błyskiem w oku Ignaśko.
Jesteśmy na basenie, lekcja pływania w toku. Igi tapla się zawzięcie, chlapiąc na potęgę i nurkując. W pewnym momencie brakuje mu 5 cm do mojej ręki. Reaguję i wyciągam szkraba na powierzchnię. Igi odkasłuje, patrzy na mnie i z niekłamanym wyrzutem wykrzykuje:
– Prawie mnie zabiłaś!

Ignaś wychodzi z samochodu, po czym schodzi mu nieco wiecej niz zwykle czasu na przemieszczenie się do domu. Wbiega do przedpokoju z drobnym przedmiotem w ręce i oznajmia dumnie:
– Zobacz, mamo, śmieć. Wiesz, ochroniłem dziś trochę plametę.

Igi zwisa sobie swobodnie z przedszkolnego płotu i gmera pazurkiem w zagłębieniach deski. Natrafia na coś lepkiego i bawi się tym przez moment, po czym woła mnie:
– Mamo, chodź, mam dla ciebie niespodziankę! Znalazłem substancję. Pachnie jak choinka. 

Igi wbiega do pokoju nagi.
– O, golas! Chciałabym, żebyś założył piżamę.
Igi wybiega, a po 5 minutach wraca, tak samo goły jak przedtem, ale za to z pokolorowaną na fioletowo dłonią. Patrzy na mnie i stwierdza:
– Zobacz, zapomniałem, że miałem się ubrać i zrobiłem sobie tatuaż – i wyciąga rękę, by lepiej zobrazować dokonanie ostatnich minut. Moim oczom ukazuje się ręka fioletowa aż do szyi.
– Widzę, że poszedłeś na całość – zagaduję syna.
– Nie, na całość nie, tylko ręka. Reszta jest czysta.

O mistrzu ciętej riposty
– Igi, ubierz buty.
– Mam ubrać buty? – dziwi się nieodrodne dziecko swojej mamusi. – W co? W majtki i spodnie?

Igi podsumowuje sobotę, którą spedził w piżamie:


– To był fajny dzień. Podobało mi się to, jak byłem ubrany. Lubię być w piżamie, bo czuję się wtedy tak łagodnie.

23 marca 2015

Z krainy chichów

Ignaś planuje:
- ... I może kupimy nowy samochód? - zastanawia się Młody.
- Wydaje mi się, że nie mamy pieniędzy na kolejny samochód, Ignaśku - mówię ostrożnie.
- To kupmy pieniądze! - Ignaś szybko znajduje rozwiązania.
- Nie słyszałam, by pieniądze można było kupić.
- Można! - stwierdza z niezachwianą pewnością Igi.
- Gdzie?
- W Banku Stogu Siana. On jest tylko w Polsce.

Przygotowujemy lemoniadę, więc Ignaśko stawia na stole wszystkie potrzebne przybory (dzbanek z wodą, szklanki itd.) Na koniec stwierdza:
- Wszystko już dogotowałem.

Jesteśmy na spacerze w przydomowych górkach. Igi fika, biega, wariuje. Nagle krzyczy:
- Mamo, stój! I nie ruszaj się! No, chyba że będziesz chciała się podrapać na górkę, to możesz.

Ignaś bawi się w chowanego. Kładzie się pod kołdrą i wrzeszczy:
- Mamoooooooo! Gdzie jestem?
- Nie mam pojęcia. Czuję za to, że bardzo chcę się położyć w tej chwili na łóżku. O, cóż to? - udaję ogromne zdziwienie.
- To nie ja! To kości i trupek!!!

Jesteśmy w toalecie publicznej. Wiedząc, że umywalki zawieszone są czasem dla Ignasia za wysoko, mówię mu:
- Igi, spróbuj umyć ręce, dobrze?
Ignaś ocenia umywalkę okiem znawcy i oznajmia ze spokojem:
- Ja wiem, że chcę i wiem, że mogę.


Igulek ogląda program instruktażowy o nurkowaniu. W pewnej chwili odrywa się od niego i rzuca swemu rodzicielowi:
- Tatusiu, czy wiesz, że wybór płytew jest bardzo szeroki?

Jemy śniadanie. Igi przestaje przeżuwać i zamyśla się na dłuższą chwilę. W końcu artykułuje pytanie.
- Mamo, co to są leki udrażniające?

- Ignasiu, pamiętasz co ostatnio śmiesznego powiedziałeś?
- Tak, raz powiedziałem "dupa" zamiast "zupa".

Rozmawiamy sobie o Igulkowym przedszkolu.
- Ignasiu, bawisz się z jakimis laskami w swojej placówce?
- Tak.
- Z którymi?
- Z Robertem i Filipem.

Igi przeżywa ostatnio fascynację nurkowaniem i kosmosem. W związku z tym oglądał ostatnio film przyrodniczy o podwodnym świecie. Był zadowolony przez dłuższy czas trwania projekcji w domowym zaciszu, po czym stwierdził kategorycznie:
- Mamo, ja nie chcę już oglądać tego filmu. Zobacz, woda zalała las i domy - to bardzo wstrząsające!











28 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi: Jesteś taka słodka!
Ja: Też jesteś słodki Igusiu.
Igi: Wiesz, powiem gwiazdorowi, żeby przyniósł ci wspaniałą zabawkę. Ona jest taka śmieszna! Jak się ją naciśnie tu, w głowę, to puszcza bąki!
Mój syn wie, czego pragnę najbardziej w świecie :)

Jesteśmy w domu, nagle dochodzi do mnie przeraźliwy, rozpaczliwy płacz. Idę do Ignasia, który toczy krokodyle łzy. Pytam go, co się stało.
- Ingi polizał moją kanapkę.

Sytuacja dokładnie taka sama, jak wyżej, tylko płacz ma w sobie domieszkę czarnej rozpaczy i odrobiny złości. Stormur zabrał i pomiędlił Ignaśkowi skarpetkę.

Tatul oporządza syna przed snem.
- Tato, przyniesiesz mi coś? - drze się Wieś z wanny.
- Jasne, co?
- Przynieś mi springlanki.
- Hm? A co to jest?
- Takie czarne.
- A gdzie to jest?
- W moim pokoju.
Tato Kwiatowy idzie do pokoju, po którym rozgląda się z zupełną bezradnością.
- Powiedz mi, co to jest.
- To jest czarne i jest w moim pokoju - wyjaśnia uprzejmie Wieś.
- A czy mogę przynieść ci cokolwiek, co jest czarne i co znajdę w twoim pokoju?

Igi otwiera oczy. Ponieważ w nocy przytuptał do naszego łóżka, natychmiast tarabani się na mnie i żwawiutko proponuje:
- To co, porozmawiamy? Na przykład o słodkościach lub bąkach!

Misio wpada do wyra o poranku w doskonałym nastroju.
- Mam włączyć radio? - pyta.
- Jasne, ale ty jeszcze nie umiesz, Ignasiu.
- Włączę tym - stwierdza Wieś i macha czymś, co ma w łapce.
I tak sobie siedzimy w łóżku. Czytam, a po chwili orientuję się, że Ignaś robi wielki hałas, wydając dżwięki w kombinacji "random".
- Kiciusiu, czy mógłbyś wyć z dala ode mnie?
- To nie ja, przecież włączyłem radio - i wskazuje na trzymany w ręce dziurkacz.




3 listopada 2014

Z krainy chichów

Igi wałkuje "Dzieci z Bullerbyn". W związku z tym czasem daje się słyszeć, jak mówi do siebie podczas zabawy:
- "Albertyna to świetna kura".
Albo przychodzi do mnie i mówi:
- Mamo, chcę coś powiedzieć. Mam taki pomysł. Czy możemy od teraz mówić na Stormura Albertyna?
Innym razem padła inna propozycja:
- Mamo, czy możemy od teraz nazywać Ingiego Malkolmem?
W międzyczasie i ukochany Pan Nurek Ignaśka został mianowany Albertyną.
Dziękujemy Ci, Astrid :-)

Igi wstaje. Zapala światło, które ciemnego poranka razi jego zaspane oczęta.
- Mamo, możesz mi zrobić deser na oko?
- To znaczy? - nie rozumiem.
- Zrób mi miodu z wodą i cynamonem, bo mnie od tego światła strasznie boli oko.

Tatul hałaśliwie zajmuje się psem, usiłując wpoić mu tajniki siadania na komendę, reagowania na "Nie" i innych sztuczek. Na to zjawia się Ignaś i włącza się ze słowami:
- Ja też będę terenował psa.

Wchodzę do pokoju, gdzie od razu natykam się na idącego z trudem Ignasia, trzymającego pod pachy naszego wielkiego kota (muszę tu nadmienić, że dopiero niemal czteroletni Igi miał na tyle krzepy, by podnieść to puchate monstrum). Kot drobi tylnymi łapkami z dość nieszczęśliwą, zrezygnowaną miną. Za to Igi odpowiada na moje pytające spojrzenie:
- Uczę Ingiego chodzić na dwóch nogach.

19 października 2014

Z krainy chichów

Ja: Igi, wychodzimy, jestes gotowy?
Igi: Jeszcze się wysikam.
Zaczyna się przygotowywać.
Igi: O, nie mogę się wysikać. Chyba mam sikowe zatwardzenie.

Rozmawiamy sobie.
- Nie można mówić, że człowiek jest dupą - wyznaje łagodnie Igi, gdzyż każdy pretekst jest dobry, by powiedzieć głośno to słowo.
- Nie można - potwierdzam.
- Jest jeszcze inne słowo na pupę. Gorsze. Tato mi mówił. Ale nie pamiętam, więc niestety nie mogę ci powiedzieć - zasępia się Ignaś. - Przykro mi.

Przyjęcie z okazji urodzin w toku, czyli grupka dorosłych stara się przekrzykiwać wrzask trójki chłopaczków, roznoszących dom. Nagle przybiegają dwaj - Igi i Staś. Niosą skarbonkę Ignasia, w której moszczą się dwa banknoty o niskim nominale - urodzinowe prezenty.
- Tato, tato, otwórz mi skarbonkę - wywrzaskuje Igi.
- Dlaczego?
- Bo ja mam tam dwie pieniążki i dam jedną Stasiowi!

Po długim, wrzaskliwym popołudniu rada udręczonych rodziców oznajmiła jednogłośnie - otępić hałaśliwe towarzystwo bajką. Włączyliśmy zatem film dzieciom, oczekując błogiej ciszy, która nie nastapiła. Dzieci postanowiły bowiem roznieść kolejny pokój i tak do naszych uszu, oprócz dźwięków bajki, dochodziły kwiki i dźwięki upadających przedmiotów. Nagle rozległ się też płacz. Potem trzask otwieranych z impetem drzwi i dwie pary podnieconych stóp przybiegły do nas.
- Staś się przykleił! Staś się przykleił! - Przekrzykiwali się chłopcy.
Z drużyny rodziców oddelegowano jednego do ekstrakcji Stasia spomiędzy ściany i kanapy.

Cały czas usiłuję wytłumaczyć Igusiowi, by wybierał płatki owsiane, a nie Cheerios w przedszkolku. Wchodzimy do placówki, pani proponuje śniadanie. Igi spogląda na mnie niepewnie i stwierdza:
- Bardzo mi przykro, ale ja niestety będę jadł Cheerios.

Chłopaki leżą razem w łóżku i gadają.
- ... ja mam taką bluzę od piżamy. Ona nie ma kleju - gaduli Benio. - Wcale nie jest duża, tylko taka malutka.
- Ty masz duże ciało - oznajmia Ignaś z powagą.
- Tak. - odpowiada z powagą Benio.

- Mamo, jestem głodny. Czy możesz mi zrobić takiego chochlika? - zapytał pewnego dnia Ignaś, w związku z czym zdębiałam. Śledztwo wykazało, że chodziło o szaszłyka z owoców.

24 września 2014

Z krainy chichów. Tradycyjnie. O jedzeniu, śmierci i tematach wydalniczych.

Igi (z lekkim wyrzutem): Mamo, jestem głodny. Czy burczenie w brzuchu jest niewidzialne?

Tati i Ignaś oporządzają się w łazience. Słyszę, że TK prosi syna, by coś zrobił.
- Czy mam ci zrobić cierpliwość? - odpowiada na to pytająco Wieś.

- Mamo, opowiedz mi o śmierci - zagaja Igi.
- Śmierć następuje wtedy, gdy człowiek przestaje żyć, czyli umiera.
- Albo puszcza bąki - dodaje Ignaś półgłosem.

Igi pochłania 4 duże krakersy na śniadanie. Wychodzimy, by jak co dzien udać się pieszo do przedszkola. W połowie drogi Ignaś zgina się i jęczy:
- Booli mnie. Brzuch mnie tak strasznie boli. Jestem potwornie głodny.

Igi je obiad.
- Kasza to taka zdrowość, co robi dobrze na głowę - oznajmia między jednym kęsem a drugim.

Igi wie, że dobrze jest nie oglądać bajek zbyt często i zbyt długo. Czasem lubi sobie jednak porozmawiać o tych powodach. To rozmawiamy. Na koniec rozmowy Igi stwierdza:
- Mój wzrok lubi bajki. I mój mózg też. Całe moje ciało lubi bajki. Tak już jestem zbudowany, wiesz? - następuje chwila ciszy, po czym Igi ciągnie, dając ponieść się na fali gadulstwa. - Sam siebie zbudowałem.

Igi ma nowego przyjaciela z "przedszkolka", Filipa. Rano, jak zawsze, zaliczamy obsuwę czasową. W pewnym momencie Igi motywuje się w sposób, którego Kubuś Puchatek by się nie powstydził:
- Im bardziej się spieszę, tym bardziej Filip będzie w przedszkolu!

12 września 2014

Z krainy chichów

- Mamo, usiądź koło mnie.
Siadam. Igi leży chwilkę w ciszy, aż w końcu rzuca luźną propozycję:
- Mam na ciebie nasikać?

Igi co rano (po obudzeniu): Mogę się teraz zdrzemnąć?

Usypiam Ignasia. Młody obraca się w moim kierunku, przytula się i stwierdza:
- Dobranoc, kochanie moje.

O jakże miłym naśladownictwie
Igi pragnie swojego słynnego deseru. Zwraca się zatem do mnie:
- Czy możesz mi zrobić miodu z odrobiną wody i cynamonem... koteńku?

Jesteśmy na koncercie nieletnich skrzypaczek. Igi z zainteresowaniem przygląda się stojącemu bokiem nauczycielowi/dyrygentowi, a zwłaszcza dość wyraźnie zarysowującemu się pod koszulą brzuszkowi sympatycznego pana.
- Czy ten pan będzie miał niedługo dziecko? - wypala Igi, na szczęście po polsku.

Czytamy "Drakę Ekonieboraka". Igi wierci się i ogólnie sprawia wrażenie osoby, której strasznie chce się siku.
- Siku chcesz? - domyślam się.
- Nie, tak tylko walczę z tym moim penisem, tak śmiesznie - odpowiada Igi.








29 sierpnia 2014

Z krainy chichów

Igi ma dzień wolny od przedszkola. Chodzi troszkę zdezorientowany. W końcu wpada na pomysł. Pędzi do mnie kipiąc energią i wykrzykuje:
- Mamo! Mam przepis na zdrowy deser. Musimy wziąć do miski trochę wody, trochę cynamonu i dużo miodu. To będzie bardzo pyszne i się z tobą podzielę.
I tak też uczyniliśmy. Tylko odmówiłam podziału. Młody je i rozpływa się nad swoim pomysłem, a ja mam chwilkę na pisanie :)


Zrobiłam mus z banana i kakao. Igi podżera go sobie pomiędzy jedną książką, a kolejną. Przychodzi mu do głowy pewna myśl, więc zagaduje mnie:
- A ty mamo lubisz taki mózg? Taki bananowo-czekoladowy?

 Jem.
- Mamo, chodź, poczytamy - woła Ignaś, wychylając się zza fortu z książek na kanapie.
- Najpierw chcę zjeść, Igusiu.
- Możesz wyjątkowo zjeść przy tym stoliku - zezwala mi łaskawie Ignaś w myśl zasady "po trupach do celu". ;-)
- Dzięki, wolę tutaj, jest mi wygodniej przy dużym stole.
- Ale tu będzie lepiej. I Twoje serce będzie się cieszyło i pompowało dużo krwi z tlenem. Będziemy tutaj tacy szczęśliwi - rozpływa się żądne lektury dziecię.

W przedszkolku pojawił się nowy chłopiec, Polak. Drugiego dnia po zabawie z nim Igi wrócił do domu, po czym wypalił radośnie, patrząc mi w oczy:
- Dupa!
Byłam i jestem niepocieszona. Pogadałam z synem i to nieraz. Efektem rozmów było żałosne stwierdzenie mojego dziecka:
- Ale ja tak lubię rozmawiać o dupie...

Koleżanka ma bliźniaczki. Dziewczynki są bardzo podobne, więc gdy do nich wpadamy, proszę zazwyczaj o mały update, żeby zapamiętać ubranie i imiona. 
- OK, powiedz mi, która jest która.
- Kurde, sami się od rana nad tym zastanawiamy - rzuca mi kumpela i puszcza oko.

26 sierpnia 2014

Z krainy chichów


Jedziemy do stolicy, Igi zajmuje się czytelnictwem w swoim foteliku. Niedawno dostał paczkę od Babuni z mnóstwem nowych pozycji. Otwiera książkę, w której dziwnym trafem zapodziała się kartka świąteczna od pradziadków.
- O!!! O!!! - wykrzykuje Ignaś - Ta książka jest od Boga!

Ignaś: Jest guma do życia. A jest też guma do umierania? (Guma do żucia ewoulowała z "gumy do żyćnia" na "gumę do życia", co skłoniło Ignasia do dalszych przemyśleń).

Wychodzimy do przedszkola i ubieramy się w przedpokoju. Igi na podłodze znajduje martwego żuczka. Stwierdza, że to pajączek i chce go przytulić. Oświecam go zatem, że to żuczek.
- Aha, to mruczek - mówi Igi i tak truchełko żuka otrzymuje imię.
Wychodzimy. Igi z Mruczkiem w piąstce. Zamierza pokazać żuka przedszkolu (przedszkole to taki twór, który mówi, daje na przykład chleb i któremu się pokazuje rzeczy). W przebieralni ostrożnie dokonujemy transferu - Igi powierza mi Mruczka, by móc się rozebrać. Żuczek spada mi na podłogę. Podnosimy go, a Igi poucza mnie:
- Uważaj, bo jak on spadnie, to umrze jeszcze bardziej.

Igi: A dlaczego czasu nie widać?




18 sierpnia 2014

Z krainy chichów


Odwiedziła nas moja przyjaciółka z synkiem. Podczas jednej z naszych rozmów pojawia się Ignaś i zagaja:
- Dlaczego tato Natana nie przyjechał? Czy on nie żyje?

Jemy owsiankę na śniadanie. Igi skrupulatnie wygrzebuje łyżką dołeczek, po czym umieszcza w nim masło i przykrywa gorącą owsianką, by się roztopiło. Do tego gada do siebie:
- Fuj, ten sok z masła nie jest dobry. Wezmę sobie owsianki i ję umoczę w tzm... yyy... moczu.

I kolejny monolog:
- Muchy nie są dobre, bo lubią kupę i mają brudne nogi. I chodzą po jedzeniu. Ale niektóre muchy są miłe, bo gdy im się powie "Chodźcie, mam świetny pokój, pobawimy się", to one idą i się bawią.

O prezentach od prawie czterolatka
- Mamo, zrobię dla ciebie kupę.



24 lipca 2014

Z krainy chichów


Przemyślenia wieczorne Ignasia: "Poduszka pomaga na głowę."

Igi wchodzi do łazienki naszej znajomej i wykrzykuje: "This is amazing!"

Igi: Dziś moje przedszkole dało dzieciom hamburgery z czupakiem. (Chwilę mi to zajęło. O keczupie była mowa.)

Przed wieczornym czytaniem książki w łóżku jest siku i mycie zębów, trwa to jak zwykle wieki. Igi rezyduje na tronie i gada do siebie, dobrze, że chociaż zęby już czyste.
- Igusiu, robi się bardzo późno. Ucieka nam czas, który moglibyśmy przeznaczyć na czytanie.
- Nie mów tak! Ja z nim porozmawiam. Powiem mu: "Czasu, nie uciekaj". On teraz na nas czeka - wyrzuciło z siebie jednym tchem moje dziecko, po czym zajęło się misternym składaniem papieru toaletowego.

Ignaś czka.
- Mam sczykawkę - stwierdza.

Ignaś turla się w ogrodzie ze swym Tatą. Podczas zjazdu z górki wybucha śmiechem.
- Co się stało? - pytam.
- Igi rzygnął. Ignasiu, idź umyć buzię.
- Nie! - oznajmia Michu stanowczo, wycierając pyszczek koszulką - Wytrę się w trawę! O tak!
Następuje chwila ciszy, gdyż dziecię robi, co postanowiło.
- Ja lubię bawić się w rzygach!

Igi siedzi za swym Tatą, który je kanapkę i miziając tatową czuprynę monologuje pogodnym, rzeczowym tonem, dając ponieść się na fali wyobraźni.
- Jakbyśmy umarli, to nie bylibyśmy szczęśliwi...
- Hm. Ja nie byłbym szczęśliwy, gdyby któreś z was umarło - mówi Tato Kwiatka.
- Ale moglibyśmy umrzeć razem! - wykrzykuje Igi z radością, gdyż znalazł takie dogodne rozwiązanie. Gdy on się cieszy, my trawimy nagłą wizję zbiorowego, rodzinnego samobójstwa - Wtedy albo poszlibyśmy do nieba, albo nas zakopają.
- Albo spalą - dodaje z lubością Tato Kwiatka, chrupiąc cebulkę.
- Albo zrobią z nas kiełbasę!!

Wiadomość z ostatniej chwili: Igi będzie nadal zapuszczał włosy. Cel - mieć długie jak Roszpunka.





22 marca 2014

Z krainy chichów

Zabieram się do obiadu. Igi rzuca się w kierunku kuchni, krzycząc:
- Poczekaj na mnie! Będę ci pomagał! Będę ci pomagał caaały dzień!
Igi jest doświadczonym i wytrwałym mieszaczem sosów oraz smażycielem (niezależnie od tego, czy na patelni jest jajecznica czy klopsy warzywne), ale naj, naj, najbardziej lubi gotować zupy, bo to wiąże się z obieraniem i krojeniem składników. Z kolei jego największą fascynacją jest przesuwanie topiącego się masła po dnie gara kopystką. Młody nadaje się też doskonale do postawienia go przy gofrownicy, ponieważ rwetes, jaki jest w stanie zrobić, gdy zapali się światełko, powoduje, że gofry nam się nigdy nie przypalają. Jest bardzo wyczulony na dźwięk timera odmierzającego czas pieczenia chleba. Ja go nie słyszę, ale na szczęście mam Ignasia, który trzyma pulchną łapkę na pulsie.
Igi jest też smakoszem surowego ciasta (o dziwo, woli chlebowe od słodkiego), a wczoraj gotowe gofry maczał przed schrupaniem w... cieście gotowym do wlania do gofrownicy ;-)


- Przedszkole to moja placa - oświadcza nagle Ignaś. - I basen to moja placa. Ja mam dwie placy.

Wysoki poziom abstrakcji

- Robisz ze mnie jajko - stwierdza z nagła Ignaś, patrząc na mnie.
- A co to znaczy? - śmieję się.
- Ja jestem jajkiem, a ty gotowaniem.

Igi co rano patrzy z nabożną czcią, jak maluję się do pracy.
- Łał... - mawia Ignaś - Ja też chcę mieć czarność na rzęsach...




12 marca 2014

Z krainy chichów

Myję zęby Ignasiowi. Młody siedzi na brzegu umywalki a ciepła woda leci mu na stópki.
- O, jakie mam czerwone stopy - zauważa Igi. - Tu mam czerwone, a tu białe. Wyglądam jak flaga.

Wydalniczo
- Kiedy ostatnio siusiałeś Ignasiu?
- Ostanio.

- Kiedy siusiałeś Igi?
- Dzisiaj!

Igi bardzo podniecił się tym, że wczoraj zasnął na podłodze, w czasie rozmowy z nami. W związku z tym poinformował mnie, że dziś zaśnie na podłodze dwa razy, na kolanach jeden raz, a w łóżku dziesięć. Jak na razie nie zasnął ani razu :)

W domu rozbrzmiewa ostatnio najczęściej odgłos głuchych dupnięcio-plaśnięć, połączonych z sapaniem. To Ignaś "chodzi-skacze".

I jeszcze zabawy:
1. jajo + suszarka = autorska zabawa Ignasia w "przemieścić jajo":


2. odetnij róg kartonika z koncentratem i... zobacz, co zrobi z tym Twoje dziecko (moje uznało, że ma dzióbek i jest ptaszkiem):


Miłość wielka Kluski i Ignaśka:



Dobranoc wszystkim!

3 marca 2014

Z krainy chichów

O podziale obowiązków

Chłopaki odkurzają podłgę odkurzaczem. Wygląda to tak, że Tati sprząta, a Iguś chodzi za nim jak mały cień. Pojawiają się w koncu w pokoju, w którym jestem ja. Najpierw wchodzi Tato Kwiatka z hałaśliwym odkurzaczem, za chwilę zjawia się Iguś, staje przy Tacie i rzuca mi rozpromienione, błękitne spojrzenie.
- Sprzątamy, wiesz? - zagaja Młody. - Tato odkurza, a ja grzeję się przy odkurzaczu.

Igi krzyżuje nogi, stawiajac lewą w miejscu prawej. Poruszajac się tip-topami śpiewa "Kawa on the way, kawa on the way".

Mleczny 

Ranek. Iguś wstał, po czym poszedł siusiu. Z łazienki dobiega mnie głos.
- Auuu! - jęczy Młody. - Auu.
- Co cię boli? - pytam.
- Tutaj mnie boli - mówi Igi, wskazując na wątłą pierś.
- O, boli cię pierś? jak to?
- Bo mały Michałek tak dziś dużo pił mojego mleka, że aż mnie rozbolało...

Igi poprosił mnie na koniec, bym porozmawiała z Michałem, by więcej tak dużo nie pił :-)


16 lutego 2014

Z krainy chichów

Igi, jak wiadomo, liże. Na dowód linkuję teksty (KLIK) (KLIK) i najfajniejszy (KLIK). Ponieważ Igi lizać nie przestaje, chyba że chce mu się posnuć opowieści o sikach, bąkach i kupie, w naszym domu można usłyszeć na przykład takie oto, zadane znienacka pytanie:
- Moge cię polizać w oko?

Albo mój rozmówca telefoniczny może usłyszeć ode mnie:
- Bla bla bla. Nie liż mojej łydki. Bla bla bla.

Wyrwane z kontekstu:
TK (bezskutecznie próbuje odkurzyć podłoge odkurzaczem, bo sprzęt nawala): Ignasiu, kiedy wkładasz resoraki do odkurzacza, wyjmuj je po skończonej zabawie.

Igi: Ja kocham ciebie, kocham tatę i mnie kocham. Ja wszystkich kocham i lubię.

Czasami go w tym lubieniu i kochaniu ponosi w ciekawe rejony.
Przygotowuję śniadanie.
Igi: Co robisz?
Ja: Smażę jajecznicę.
Igi (w ekstazie): Ja lubię jajecznicę!!! JA WSZYSTKICH LUBIĘ!

Igul pichci. Znany jest jego pociąg do mielenia i miksowania, więc w robieniu różnych rodzajów pesto jest świetny. A potem ordynuje sobie żarełko:
krakers z masłem, serem, pesto, selerem nacieniowym i orzeszkami piniowymi :)


A jak sam pokroi warzywa do zupy, to z jakim smakiem ją zjada! Bezbłędnie wyławia własnoręcznie pokrojone kawałki, rozpoznając je po nietypowych kształtach i wielkości :)

Igi cały dzień sępi orzechy nerkowca i pożera je w wielkich ilościach. Wieczorem zabieram z łóżka kołdrę i moim oczom ukazują się orzechy rozesłane na prześcieradle.
- O, orzechy - mówię. - Ciekawe, kto je tu zostawił...
- Chyba jakieś niemiłe dziecko - odpowiada Igi pewnym głosem.

5 lutego 2014

Z krainy chichów

Igi do mnie: Mogę cię przytulić, kochanie moje?

Wieczór. Zbieramy się do odmówienia "Aniele Stróżu".
Igi: W imię Ojca i Syna, i Ducha, Świętego Mikołaja.

Igi gramoli mi się na kolana. Nagle przestaje się ruszać, popada w króciutki zamyślenie, po czym pyta:
- Mam brudne usta?
- Nie - odpowiadam.
- To mogę dotykać twarzą twoich spodni?

Hanka Ani JM ma urodziny. Ponieważ nie jestem z kalendarzem za pan brat, dzwonimy z życzeniami dzień później. Igi w podnieceniu śpiewa:
- Sto lat, sto lat, kubek, ciepła woda... (i tak przez kwadrans).

Jesteśmy na basenie, w płytkim brodziku. 
Tato Kwiatka: Na głowę skocz, Ignasiu!
Ja: Serio? Na głowę? Tu jest za płytko.
TK: E, co się martwisz, przecież on zawsze na dechę skacze.
W tym momencie dochodzi do nas głuche "DUP", a gdy odwracamy się, widzimy nogi naszego dziecka wystające pionowo w górę sponad tafli zmąconej nieco wody. 
TK: Ups, no zobacz, udało mu się.

Igi goni nas ze swoim ukochanym lukrowaczem tortów i wrzeszczy zanosząc się śmiechem:
- MOGĘ CIĘ WPYKNĄĆ?
(Do tej pory nie wiemy, co to znaczy "wpyknąć")

Igi planuje sobie dzień:
- Czy mogę teraz puzlać?

Igi pała sporą niechęcią do rajstop. Jest ciepło, więc daję Młodemu rzeczy do ubrania, w tym skarpety. Ignaś przegląda stosik i nagle stwierdza:
- Dziękuję ci, że mi to dałaś. Te skarpety. Ja nie lubię rajstopów.

Igi i odmiana wraz z przykładami:
Ja nie mam ocz.
Nie umyłaś mi zęb.
Nie ma moich rzecz.
Możesz mi tu zapnąć?

Oraz kilka starszych:
W dzień wigilii Bożego Narodzenia Igi zaczytuje się w Tupciu Chrupciu w łóżku. Po czym wysnuwa cały plan. Tupcio Chrupcio to jedna z ulubieńszych książek. Jest bombowa. Więc Gwiazdorek też musi ją sobie poczytać. Igi zatem pożyczy mu tę książkę, gdy ten pojawi się wieczorem. Chodzi nabuzowany cały dzień :-)

Koniec stycznia. Kumpelka w przedszkolu ma urodziny. jedziemy do przedszkola z prezentem, bo kilkoro dzieci zaproszonych jest na imprezę, mama Addy przyjdzie po nie i zabierze do siebie, żeby mogły świrować. Igi kojarzy fakt zapakowanego prezentu z Gwiazdką i wprowadza się w doła, gdy mówię mu, że dziś nie jest BN i Gwiazdor nie przyjdzie. Igi płacze rozpaczliwie całą drogę do przedszkola.

Jedziemy do lekarza. Igi ogląda swój stary kupolendarz (kiedyś o tym napiszę...) i postanawia, że nasz lekarz musi go sobie koniecznie zobaczyć. Z uporem nosi kalendarz ze sobą, w końcu kładzie przy drzwiach, by nie zapomnieć, w samochodzie czule tuli go do siebie. 









1 stycznia 2014

Z krainy chichów


Miejsce: wioskowa przychodnia lekarska. Czas: wczoraj przed południem.

Igi zgłasza potrzebę wypicia wody. Nie ma niestety automatu, a pić z kranu w łazience jakoś nie chcę mu dać. Przekonuję go, że za 5 minut będziemy w domu. Igi ma inną wizję, bo twierdzi, że o wodę należy zapytać pana. Jakiego pana, nie wiadomo, w rejestracji tylko pani i do tego niezbyt miła.
Dochodzi do płacenia. W tym samym czasie z jednego z gabinetów wychodzi pacjent rodzaju męskiego. Igi natychmiast postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i zwraca się do niego z okolic podłogi:
- Watel...
Pan nie reaguje, ale po minie widać, że jest zmieszany.
- Watel, wateeel - nie odpuszcza Igi.
Pan zupełnie nie wie, o co chodzi. Zbieramy się do wyjścia. Pan wychodzi pierwszy. Już, już prawie zamykają się za nim drzwi. Ignaś puszcza się za nim galopkiem i wykrzykuje:
- Are you have water?

Igi ma nową zabawkę najkochańszą w świecie: Pana Nurka, zwanego potocznie "Panulkiem". Panulek to breloczek z figurką nurka, sprzedany nam przez drużynę ratowniczą. Igi spędza z nim całe dnie. Wczoraj przyszedł do mnie z Panulkiem odłączonym od metalowego łańcuszka i kółka na klucze. Najwyraźniej ostatnie minuty spędziły na pracowitym wykręcaniu maleńkiej śrubki z głowy Panulka.
- Mamo Lotka to zlobiła! To bardzo e, nie... e, niefoltunne.

Igi: Jestem e, e, e, fa..., e, fanta... styczny.

Rozmawiamy sobie o jakimś zdarzeniu z mojego dzieciństwa.
Ja: I kiedy byłam mała, to...
Igi: A gdzie ja wtedy byłem?
Ja: Nie było cię jeszcze.
Igi: Czy ja wtedy umalłem?

Igi siedzi w wannie.
- Mamo mam ślimaka! Boli mnie!
"Ślimak, zimą, na nodze, w wannie i do tego powodujący ból?" myślę sobie z niedowierzaniem. Patrzę zatem na potomka, a ten wskazuje na swoje końskie kolanko ze śliweczką wielkości jednogroszówki. No.

Jemy zupę rybną. Nagle Igi stwierdza:
- Mam rybę u zębów! Jak ją uratować?
- Dam ci zupy do popicia, może to pomoże - mówię.
- Siorb, siorb. Ciągle tam jest!
- Rybę można wydłubać paluszkiem.
- Ciągle jest! Już wiem. Tym zrobię i sobie pójdzie - oznajmia Igi, wskazując na rogaliki, upieczone przez jedną z ulubieńszych ciotek.
Tak oto można płynnie przejść z jedzenia zupy rybnej do pożarcia rogalika, który kusi przez cały posiłek.

Sylwester, ok 1 w nocy Igi z trudem usiłuje zasnąć, przytulając się do wujka, uwielbianego towarzysza zabaw.
- Au! - stwierdza Igi - Musisz się ogolić!

Igi w szampańskim nastroju zwraca się do wspomnianego wujka:
- Czy mogę usiąść ci na twarzy?

Odmeldowujemy się noworocznie, życząc wszystkim wspaniałego Nowego Roku!


17 grudnia 2013

Z krainy chichów

Igi wraca z sanek i od drzwi krzyczy, pokazując stopy:
- Bolą mnie piątki!

Jedziemy do stolicy. Kwiatowy Tato wyjeżdża ze stacji z pełnym bakiem i świeżo upolowanymi cukierkami imbirowymi. Ogarnia nas natychmiastowa ciemność, w powietrzu wirują miliony płatków śniegu, wieje wiatr oznaczony numerkiem 58 km/h, temperatura -7, droga zaśnieżona i śliska, widoczność mała. Kierowca wydaje z siebie osobliwe dźwięki.
- Ależ mam przeżycia z tym cukierkiem! - stwierdza wreszcie.

Kawiarnia w trakcie zakupów. Planuję dalsze wycieczki sklepowe.
- Musimy też kupić Ignasiowi rajtki, bo w wielu parach ma dziury na dużych palcach. - jeszcze nie kończę mówić, a Kwiatowy Tato emituje zdradziecki błysk oka.
- No to jak, siedzisz w domu, to igła, nitka i cerujesz!

Jedziemy. Ciemność. Wioska. Jasno, bo latarnie.
- Jaka różowa lampa! - wywrzaskuje Ignaś w obłędzie - To mój piękny dzidziuś!!!