Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2014

Dookoła Wyspy - "poważne" ujęcia

Efekty Tatokwiatkowych pstryków, w kontraście do moich, komórkowych, takich, co nie przystoi, ale fajnie się je robi i spamuje fejsbuka. No, ale tak serio, co ja zrobię, jak mój facet ma aparat prawie przyrośnięty do oka? ;-) 

Woda jak z pocztówki znad Kamieńczyka (bardzo nie mój styl, no ale pozwólmy facetowi popełniać jego błędy) ;)

Nasz wehikuł, całkowita niezależność...




Tęczówka


Pole lawy. Miękkie jak z reklamy puszystych obwolut na klapę od sedesu.

I jak? Kto chętny do przyjazdu? :)

12 sierpnia 2013

Etiopia

Jest takie miejsce na naszej Wyspie, gdzie można zjeść tradycyjne, etiopskie jedzenie - jest wspaniałe i nawet jest wybór wege! Ale i tak prawdziwą perełką jest kawa, parzona w sposób zbliżony do tradycyjnego. Igul był zafascynowany, zresztą kto by nie był? Kawa jest palona, mielona i gotowana tuż przed podaniem, serwuje się ją w maleńkich czareczkach, zagryza chlebem i popkornem z cukrem. Palona jest też żywica dla pięknego aromatu. 
Tak przyrządzona kawa jest przepyszna i co najważniejsze nie boli mnie po niej brzuch. 
Nawet Ignaś dostał wyjątkowe pozwolenie na umoczenie dzioba w czareczce. 
Ceremonii parzenia kawy dopełnia Azeb. 
Fotografował Tato Kwiatka - rok temu.

16 lipca 2012

Nocnik podróżny

Nocnik w środowisku naturalnym
Nie lubię gadżetów. Dla Ignasia kupuję mało rzeczy, bo najczęściej zupełnie nie widzę takiej potrzeby. Po co mi np. drogi ręcznik dla dziecka, skoro "dorosły" spełnia te same funkcje i już kilka tego typu sprzętów jest w domu? Jednak pewnemu "gadżetowi" nie mogłam się po prostu oprzeć. Jest to nocnik podróżny i nakładka na sedes w jednym.
Nocnik wyłowiliśmy w necie, konkretnie - na allegro. I jesteśmy bardzo zadowoleni. Cena jest wyższa,  niż w przypadku nakładek na ubikację, ale jest w końcu i wspomniana druga funkcja, co przemawia moim zdaniem za tym zakupem.

13 lipca 2012

Powrót do domu i tajemnica zaginionej kupy

Jestem w plecy o wiele postów, zatem zaczynam sobie tak najzwyczajniej, od środka.
Wróciliśmy. I to tydzień temu. Jest już spokojniej, ciepło i słonecznie - ale rzecz jasna chłodniej niż w Polsce. Kwiatuszek nam odsapnął, a my powoli dochodzimy do siebie po męce urlopowej. Wiadomo...
Lot był fantastyczny! Mimo moich obaw Zdzichu bawił sie znakomicie. Nic nie stoi na przeszkodzie, bym wytłumaczyła to sobie w następujący sposób: moja Bardziej Włochata Połowa nie mówi tego głośno, ale wszyscy i tak wiedzą, że za lataniem nie przepada. Ja wykazuję tu  pewną gruboskórność i zlewam latanie oraz samoloty tak zwanym ciepłym moczem. Bez Kwiatowego Taty dzidziuś doceniał uroki podniebnych podróży, podziwiał chmurki, pstrykał tacką i roletą, pił radośnie wodniste kakałko pokładowe, strzelał wokół bułczanymi okruchami, dzielił się pokarmem ze swym lalkiem Michałem, zagłębiał się w lekturze, by po chwili wygrzebać się z niej w celu, powiedzmy, rysowania. Prawie cztery godziny zleciały szybko, łatwo, bezwrzaskowo i sympatycznie. I bez awaryjnych kreskówek. Kwiatek dał troszeńkę czadu podczas oczekiwania na walizki, ale prawdę mówiąc osądzam go, dlaczego nie pękł wcześniej. 

5 lipca 2012

Przedwyjazdowo

Już jutro wracamy do domu. Sami... Tylko ja i Igi. Skłamię, jeśli powiem, że nie mam obaw. Tłumaczę sobie, że najgorsze, co może się stać, to to, że Ignaś będzie wył nieustannie przez 4 godziny. I będę musiała sobie z tym poradzić, bo takie rzeczy się zdarzają i współpasażerowie w samolocie będą to musieli przeżyć. Koniec i kropka... Ale stres jest.
I jeszcze będę musiała sama okiełznać Igulca, plecak, torebkę, dwie walizki oraz wielkie pudło kartonowe pełne dzidziusiowego rowerka i innego dobra.

10 czerwca 2012

Dzidziuś lotny, czyli zmiana stanu skupienia

Wakacje w toku, a ja wymiękam czasowo i nie nadążam zupełnie z relacjonowaniem, blog pada...
Kilka słów o podróży zatem.
Lot trwa kilka godzin, bo kilka tysięcy kilometrów mamy jednak do pokonania. Lądujemy o idiotycznej porze w metropolii w kraju zaprzyjaźnionym, a stamtąd zapylamy do rodzinnego miasteczka - w telegraficznym skrócie.
Lotu dość mocno się obawialiśmy, choć oczywiście na początku należało stawić czoła lotnisku. Na szczęście lotnisko wyspiarskie jest przestronne i pustawe. Przygotowaliśmy też ograniczony przez bagaż podręczny szereg pomocy naukowych, mających nam ułatwić lot, plus bajki, ale o tym za chwilę.
Na lotnisku dzidziuś nawadniał się obficie i z zapamiętaniem, jakby przeczuwał, że porządnej wody nie uświadczy przez kilka najbliższych tygodni.

Po chwilowym incydencie związanym z radosnym raczkowaniem po nieczystej posadzce Igunio zaczął poruszać się w kierunku obieranym dość dowolnie, za to dzierżąc w dłoniach butelkę z wodą zatykającą otwór gębowy. Czyli na trębacza. Ograniczało mu to widoczność, ale to go nie zrażało, dopóki nie uznał, że został już dostatecznie podlany z zewnątrz i od wewnątrz.

21 maja 2012

Wakacje!

Wiesiutek na walizkach
Przybywamy!

Będziemy tęsknić za białymi nocami. I wczoraj odnotowałam rekordową dotychczas temperaturę - aż 11 stopni! Robi się niemal gorąco, a my musimy wyjechać... Łubin kanadyjski wyjrzał nieśmiało ze zmarzniętej ziemi, ominie nas więc coroczna eksplozja fioletu. Będziemy tęsknić za ciepłą podłogą, sztormami i pyszną wodą z kranu. I za Kocurami. Które miały wczoraj pogadankę o tym, do kogo należą i jakie niemiłe rzeczy nastąpią, gdyby postanowiły przez ten miesiąc jednak wynieść się gdzieś indziej.

Jesteśmy ciekawi, jak Igi zniesie przydługawą podróż, odprawy, loty, start, lądowanie, przejazdy autostradą. I jak zniesie wszystkie te zmiany, które go czekają - nieustanne przeprowadzki, nadmierne zainteresowanie. W zeszłym roku miał problem ze spaniem z powodu nadmiaru ciuciania i emocji. Oby w tym roku było nieco lepiej... :-)