Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygody z książką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygody z książką. Pokaż wszystkie posty

29 maja 2015

Przygody z książką. Baltic - pies, który płynął na krze

Dziś kolejna odsłona projektu "Przygody z książką" - sredecznie zapraszam Was do zapoznania sie z uroczą lekturą, która dopiero co wpadła w zatłuszczone łapki Ignaśka i oczarowała nas z miejsca.

Wpis na blogu icyignacy.pl - klikajcie!


2 maja 2015

"Przygody z książką" prościutko z Islandii

Chcecie wiedzieć, czego nie lubią islandzcy uczniowie? Co ich nudzi? I co nie podnieca nauczycieli? Zapraszam serdecznie :) icyignacy.pl - nauka czytania :)
koniecznie powiedzcie, a raczej napiszcie mi, co sądzicie o tej metodzie nauki i czy Was też by znudziła, czy raczej nie?

Matka Kwiatka i Igulec

23 kwietnia 2015

"Dzieci z Bullerbyn". Jak sprawić, by dziecko pokochało książki?

Przygody z książką! To już druga edycja fajowskiego projektu Dzikiej Jabłoni :) Ahoj, przygodo! Ahoj, przygodo z książką! Ahoj, "Dzieci z Bullerbyn"!
Print
Dziś zamierzam rozwinąć temat wychowania małego czytelnika - pisałam o tym w poście pt. "Czytanie dzieciom - jak wychować czytelnika?". Dzieci, szczególnie małe, nie mają uprzedzeń. Nie unikają niektórych kolorów, pomocy rodzicom, nie usłyszały też jeszcze nigdzie, że czytanie jest nudne i okropne. I oby nigdy to nie nastąpiło! Ich nieustający zapał i niegasnące zainteresowanie światem warto wykorzystać, by pokazać im, jak ważne, ciekawe i cudowne jest czytanie. Raz złapnego bakcyla trudno się pozbyć. A życie jest o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze, gdy w książkach widzimy źródło radości, wartościowej rozrywki i wiedzy.

Etap pierwszy - głośne czytanie

Gdy byłam mała, Dziadziuś zawsze miał czas, by mi poczytać. Pamiętam jego ciepły, miły głos, lektury, a także słomiankę, w której gmerałam paluszkiem, wyobrażając sobie czytane historie. Czytał pięknie, starannie, nie spiesząc się i pozwalając mi wnikliwie przyglądać się ilustracjom. To był wspaniały, relaksujący czas dla małej dziewczynki, którą byłam. I tak do tej pory kojarzą mi się książki.
Ignasiowi czytamy przy każdej okazji. Mam nadzieję, że będzie miał z tego równie miłe wspomnienia jak ja.
Głośne czytanie jest niezwykle ważnym etapem w rozbudzaniu miłości do książek, o czym przypomina nam Irena Koźmińska, prezes Fundacji "Cała Polska czyta dzieciom". 20 minut to naprawdę niedługo, jest to nieznaczne poświęcenie nawet dla najbardziej zapracowanego rodzica. Rodzinne czytanie zbliża i rozwija! Nie odbierajmy go naszym pociechom.

Etap drugi - naucz dziecko czytać

Kolejnym istotnym etapem, mogącym występować równocześnie z głośnym czytaniem, jest nauka czytania. Ucząc dziecko czytania należy pamiętać, że tradycyjne podejście - od nauki literek -zaciemnia tylko obraz całego procesu. Lepiej zapoznać się z metodami nowoczesnymi i sprawdzonymi oraz przynoszącymi świetne efekty - np. Doman, czy nasze rodzime, a słynne na całym świecie podejście prof. Jagody Cieszyńskiej. Szerzej opowiem o tym w innym poście.

Etap trzeci - odpowiednia książka

Nie wolno zapomnieć o rzeczy równie ważnej, jak pozostałe elementy układanki. W odpowiednim czasie podsuwamy dziecku odpowiednią książkę. Zdajemy się tu całkowicie na naszą intuicję, a któż zna lepiej nasze dziecko, niż my sami? Ta książka ma zainteresować młodego czytelnika, wciągnąć go, zafascynować, a może także rozśmieszyć?
W moim przypadku do zakochania się w czytaniu przyczyniły się dwie osoby - Astrid Lindgren i moja mama. Mama opowiadała mi o swojej ulubionej książce dzieciństwa. Jej opowieści były tak barwne i zabawne, że jako świeżo upieczona pierwszoklasistka przełamałam nieśmiałość i poszłam do biblioteki, by wypożyczyć "Dzieci z Bullerbyn". I wsiąkłam. Zupełnie, doszczętnie i na zawsze. Własną książkę dostałam wkrótce i czytałam ją bez przerwy. Do tej pory wspominamy z mamą jak kiedyś poprosiła mnie, bym umyła wannę. Zgodziłam się, ale szybko pobiegłam jeszcze po książkę ze słowami "Tylko ci coś przeczytam, mami". Ocknęłyśmy się jakiś czas później - ja wciąż siedziałam na brzegu wanny i czytałam, a mama, zasłuchana, akurat kończyła od niechcenia szorować wannę. Nie pamiętam, z czego śmiałyśmy się bardziej - z tekstu, czy niezamierzonej zamiany ról.
Moja własna, ukochana, bardzo zużyta kopia stoi teraz na półce Ignasia. Choć Igi nie czyta sobie jeszcze sam, "Dzieci z Bullerbyn" zostały mu już przedstawione, jako ulubiona książka mamy i Babu. Bakcyl przekazany dalej i ziarenko zasiane. Mimo młodego wieku Wieśka, przeczucie mnie nie zmyliło.
Ignaś wpadł. Po uszy. Mojsi bojsi filibom ararat. Kolifink, kolifink.
Lubi też film - swoją drogą bardzo uroczy. I uwielbia audiobooka. Do słuchania książki uciekamy się w ramach ratunku. Igi mógłby wsłuchiwać się w czytanie uwielbianej lektury godzinami - nie zniosłoby tego ani moje gardło, ani pęcherz psa. A Igi książkę cytuje już częściowo z pamięci.
Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren
"Dzieci z Bullerbyn" to klasyka. Piękna opowieść słynnej szwedzkiej pisarki z 1947 roku o sześciorgu siedmio- i ośmiolatków, którzy żyją w maleńkiej wiosce i wiodą życie wypełnione zabawą, a także pracą i nauką. Gdybym miała opisać ją jednym słowem, byłaby to chyba "wolność". Bo jest to historia dzieciństwa, w którym dorośli nie przeszkadzają. Są zajęci swoimi sprawami, co nie oznacza wcale zaniedbania dzieci. Te małe, samodzielne istosty organizują sobie czas, panując nad swoją demokracją. Psocą, wracają godzinami do domu ze szkoły, wpadają do przerębli, wymyślają swoje języki i tajemnicze znaki, przebierają się, śpią w stogach siana, łażą po drzewach i płotach oraz łowią raki. Pamiętają stale o dziadziusiu, traktując go jako dobro wspólne, robią mu zakupy, czytają gazety i opowiadają o swoich zabawach - gdyż staruszek jest niewidomy. Gdy dziewczynki, zainspirowane jego opowieścią o ucieczce w dzieciństwie, też postanawiają uciec i mówią mu o tym - nie burzy się, nie mówi ich rodzicom, a podpowiada, co mają ze sobą zabrać. Ratują psa z rąk znęcającego się nad nim szewca i zabierają jagniątko do szkoły.
Piękna to książka i nie zmieni tego nawet to, że ktoś się w niej czasem wyzwie do głupków czy przylepi łatkę nieporządziucha. To naprawdę nie jest w stanie zmienić faktu, że jest to jedna z tych książek, które manifestują rodzicielstwo bliskości, pełne szacunku do dziecka, jako pełnoprawnej osoby, a nie kogoś mniej ważnego niż dorosły. O używanych słowach czy sytuacjach zawsze możemy z dzieckiem podczas lektury porozmawiać (kolejny ważny aspekt głośnego czytania!).
"Dzieci z Bullerbyn" to niezrównane źródło pomysłów do zabaw, a także rozmów o życiu, szacunku do młodszych i starszych, zwierząt i natury. Jest pełna bezpretensjonalnego humoru, który urzeka dzieci. Z kolei rodzice mogą się dzięki niej przekonać, że dzieci mogą naprawdę bawić się bez ich nieustannego nadzoru. Zabawa nie będzie może zawsze idealnie sprawiedliwa, ale z pewnością dadzą sobie radę.

Człowiek, który nie lubi książek to tylko dziecko, któremu nie podsunięto odpowiedniej lektury w odpowiednim czasie.

A Wy? Jakie książki dzieciństwa chcielibyście podsunąć dzieciom?
dzieci_okladka_blog
Astrid Lindgren
Nasza Księgarnia, 2011

A tak w ogóle, to zapraszam na tego już coraz bardziej pełnoprawnego bloga! :) http://icyignacy.pl/dzieci-z-bullerbyn-jak-sprawic-by-dziecko-pokochalo-ksiazki/

31 grudnia 2014

Budzące zdziwienie - książki dla niektórych niepojęte

To na razie ostatni przewidziany przeze mnie w tym krótkim czasie ranking - 2 poprzednie znajdziecie tu (KLIK) i tu (KLIK). Jest to tym samym ostatni wpis z serii "Przygody z książką" Dzikiej jabłoni (KLIK). 

Na naszych półkach z kolekcją Ignasia są też takie pozycje, które w najlepszym wypadku dziwią tych, którym wpadną w ręce. Niektóre bywają komentowane grymasem, inne krytykowane, a jeszcze inne wręcz szokują. A jednak zagościły u nas na stałe i czytamy je chętnie. Co w nich takiego osobliwego? Przekonajcie się sami.

1. Łańcuch pokarmowy - tak, ale nie dla najmłodszych
To jest tak. Dzieci mogą uczyć się o łańcuchu pokarmowym w szkole, na biologii. Bo to naturalna, jak sam łańcuch, kolej rzeczy. Czasem zobaczą, jak kot zjada mysz, a ślimak liść, ale... Opisywać to w książce? To nie wypada! Zapytani, krytycy nie potrafią wprawdzie powiedzieć, co jest nie tak, ale coś z pewnością nie gra. Czy to momentami zaskakująca treść (dla nas dość zabawna), czy specyficzne ilustracje Mizielińskich, tak cenionych w polskiej literaturze dziecięcej, trudno im powiedzieć.
My szczerze polecamy. 
Książka za sprawą wykorzystania czarnych rysunków na białym tle i czerwonych napisów kusi już najmłodszych.

"Kto kogo zjada"
Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński
Ilustracje: autorzy
Wydawnictwo Znak, Kraków 2010
(KLIK)

2. Karmienie piersią? Tabu...
Karmienie piersią. Z jednej strony zwyczajne, z drugiej - budzące wstręt niektórych. Ci drudzy rozmawiają o nim niechętnie, nie chcą też być świadkami tej czynności. Tak, niektórzy mają z tym spory problem. A my uwielbiamy tę książkę i za fantazyjne ilustracje, i za treść. Książka jest tak "bliskościowa", że aż dzwoni! Jest w niej i o współspaniu, i nieco o fizjologii, a także o wychodzeniu naprzeciw potrzebom dziecka i karmieniu go wtedy, gdy jest głodne, niezależnie od tego, gdzie mama się znajduje. Porusza też temat dłuższego karmienia piersią, jak również - taka jest przynajmniej moja interpretacja - samoodstawienia.
Piękna książka o tym, co powinno być normalnością, a nie powodem do piętnowania.
Bardzo cenna pozycja w naszym zbiorze!


"Kołysanka o piersiach mamy"
Monica Calaf, Mikel Fuentes
Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2011
(KLIK)

3. Ależ dzieciom nie wolno się bać!
Niektórym chłopakom nie wolno płakać, a już tym bardziej przyznawać się do strachu. Dziewczynkom w tym zakresie wolno już zazwyczaj nieco więcej. A co jeśli dziecko się jednak boi? Ja uważam, że strach trzeba oswajać. W miarę możliwości wyjaśniać, a nawet ośmieszać potwory, jak to wspaniale jest zrobione w tej książeczce. Kazio słyszy, że coś w domu robi nocą "GRRR" i wędruje po ciemnych pomieszczeniach w poszukiwaniu grrrrrrącego potwora. Co znajduje po zapaleniu światła?
Książka świetna o przemawiającej do wyobraźni szacie graficznej.
Polecamy szczególnie tym najmłodszym, którzy temat strachu przed ciemnością mają do przerobienia.

"Kazio i nocny potwór"
Martyna Skibińska
Ilustracje i projekt graficzny: Anna Niemierko
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2005
(KLIK)

4. Stolczyk, że paluszki lizać
Budząca (w niektórych) zgrozę wesoła książeczka o perypetiach wkurzonego kreta, który z osobliwym nakryciem głowy wyrusza na poszukiwania producenta woniejącego "kapelusza". Kret rozmawia z różnymi zwierzętami, a każda rozmowa zakończona jest prezentacją stolca danego gatunku. Dla nas - klasyka gatunku! Kto zetknął się kiedys z zaparciami nawykowymi ten wie, że oswajanie i wyśmiewanie tematu ma wartość terapeutyczną.
Przeciętny przedszkolak ubawi się po pachy, nawet jeśli nie będzie to związane z poradzeniem sobie z jego problemami na gruncie nocnikowo-toaletowym.

"O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę"
Werner Holzwarth
Ilustracje: Wolf Erlbruch
Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011
(KLIK)

5. Okołotoaletowe bezeceństwa
Wszystko o kupie. I bąkach. Kto ją robi, kto je, kogo śmieszy, a kto czuje się jej obecnością urażony podobnie jak występowaniem tej książki na półkach księgarń. Autorka nie cofa się przed narysowaniem kupy na talerzu, czy instrukcji puszczania bąków pod wodą. Klasyfikuje kupy pod względem kształtu, wielkości, czy koloru. Opisuje drogę kupy od jedzenia aż po morze, gdzie stolec płynie w czepku pływackim, ma ręce i nogi. Terapeutycznie? Nieoceniona. Zdaniem dzieci? Przezabawna.

"Mała książka o kupie"
Pernilla Stalflet
Ilustracje: autorka
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012
(KLIK)

6. ... I TO ma być "lektura"?!
Ta przyjemnie narysowana książeczka z każdą stroną porusza coraz... ciekawsze tematy. Najpierw jest środowisko - zazwyczaj nieistotne, bo jego ochronę najchętniej zostawiamy dla innych. Później ludzie i kwestie bezpieczeństwa. Potem robi się coraz ciężej - aspekt krzywdzenia dzieci, a na końcu z grubej rury - kwestia szanowania ciała dzieci. Książka ma proste, doskonale utrwalające przekaz ilustracje. Autorka porusza ogromnie trudne i istotne tematy, które ze wszystkimi dziećmi należy gruntownie przedyskutować. A całej książce towarzyszy przewodni temat szacunku i informowania innych o tym, jeśli dzieje się coś złego.
Arcyważna!

"Powiedz komuś!"
Elżbieta Zubrzycka
Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Gdanskie Wydawnictwo Psychologiczne
(KLIK)

7. Jeśli nie będziemy wspominać o chorobie, to choroby nie będzie
Nie no, ale serio. Z dziećmi rozmawiamy tylko o kwiatkach, misiach i słoneczku. Z pewnością nie o chorobach czy kalectwie. A jednak autorka książki o uroczym rodzeństwie nie cofa się przed poruszeniem tematu choroby, tym bardziej, że chora Klementynka poruszająca się na wózku inwalidzkim jest również siostrzyczką całkiem zdrowego chłopca. Choroba siostry widziana oczami dziecka. 
Autorce udało się zawrzeć potężny ładunek pozytywnych emocji, poruszyć ważne tematy i zilustrować całość pogodnymi obrazkami. 
To książka, która może być punktem wyjściowym dla niezwykle istotnych rozmów.

"Czasami"
Rebecca Elliott
Ilustracje: autorka
Wydawnictwo Credo
(KLIK)



Dla maniaków i moli książkowych - "Przygody z książką" - (KLIK)

30 grudnia 2014

Najzabawniejsze - książki, które poprawiają humor

Dziś ranking zupełnie inni niż wczorajszy (KLIK). Dziś bowiem zajmuję się tylko treścią i to nie byle jaką. Ma śmieszyć, bawić i poprawiać humor. Znowu wybór był niezwykle trudny. Ale ranking powstał i tak. Oto on:

1. Rozweselająca moc "Rozwesołków"
Joanna Papuzińska słusznie wybrała taki tytuł dla swojego zbioru wierszy. Moje dziecko kwiczało podczas lektury do utraty tchu. Zaraziło rechocikiem ukochanego kumpla i tak oto po domu biegało dwóch niemal "czterolatkowych" chłopczyków wywrzaskujących coś o pszczółkach miłych, co zbierały z kwiatków tyłek. Papuzińska rządzi. Bezsprzecznie. Sprawdzone przez Igulca. Do słownych figli Papuzińskiej dodajmy charakterystyczną kreskę Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej i oto jest książka, która zauroczy każdego.

"Rozwesołki"
Joanna Papuzińska
Ilustracje: Elżbieta Krygowska-Butlewska
Wydawnictwo Mila, Poznań 2008
(KLIK)

2. Zwierzaki podane na wesoło
Tak wyglądały moje notatki z biologii. Ucząc się, tworzyłam bogato ilustrowane, zapierające dech w piersiach opowieści o pająku lub musze. Bibi (kto nie chciałby mieć na imię Bibi?) kocha zwierzęta i chce tą miłością zarazić innych. Wesoła książka opowiada o fascynujących stworzeniach w arcyciekawy i dowcipny sposób. Rewelacyjna. Ilustratorka udowadnia, że czarno-białe jest nie tylko wystarczające, ale i piękne oraz podoba się dzieciom.

"Zwierzaki cudaki. Księga najdziwniejszych zwierząt świata"
Bibi Dumon Tak
Ilustracje: Fleur van der Weel
Wydawnictwo, a jakże, Dwie Siostry, Warszawa 2011
(KLIK)

3. Aż trudno przewrócić stronę... Szczególnie młotkiem
Niesamowite. Od obwoluty po stopkę powodują wybuchy śmiechu. Abstrakcyjny humor docenią i mali, i duzi, ale do tych starszych skierowana jest szata graficzna książek. Szalone, zwariowane, doskonałe. Trylogia "NIEporadników".
Niebezpieczna stopka!

"Podręczny nieporadnik. Młotek. Grzebień. Rękawiczka"
Tekst: Wojciech Widłak
Podtekst: prof. Kurzawka i adiunkt Kwas
Ilustracje i projekt graficzny (brawo!) Paweł Pawlak
Wydawnictwo czerwony konik, Kraków 2009
Wydrukowano na papierze wyprodukowanym z makulatury pozyskanej z poprzednich prac prof. E. Kurzawki i adiunkta H. Kwasa (podobno)
(KLIK
ii-haa!

4. Kto chce taką babcię? A kto nie chce takiego Patryka?
Patryk jest tu mało ważny. Patryk chrupie ciacha, wgapia się w telewizor i jest bardzo roszczeniowy. Gdy czytam, zawsze ma lekko zawodzący, marudny głos. Za antypatycznego (a może nie?) wnusia babcia dałaby się pociąć. Bo babcia jest w dechę. Nie tylko jest kompletnie nieprzygotowana na wizytę wnuka, ma fioletowe włosy i nieodłączną torebkę, ale do tego jest niesłychanie zaradną staruszką. Czego potrafi dokonać ta nieustraszona kobiecina (a raczej herod-babcia) dowiecie się z dowcipnej i cudnie zilustrowanej książki pt. "Co?!"

"Co?!"
Kate Lum
Ilustracje: Adrian Johnson
Wydawnictwo Tatarak, Warszawa 2009
(KLIK)

5. Krowy mogą wszystko!
Ale nie każda krowa chce móc wszystko. W zasadzie tylko jednej zależy. To Mama Mu. Jest pogodna, odważna i ogromnie pewna siebie. Przebojowa krowa! Jeździ na rowerze, nurkuje, rozmawia przez telefon... Nawet buduje domki na drzewie! Jej przyjaciel, Pan Wrona, jest trochę jak wrzód na tylnej części ciała. Zrzędliwy, rozhisteryzowany malkontent i hipochondryk - ciągle utyskuje, podcina koleżance skrzydła, cierpi na brak wiary. Czy to ją zraża? Ich urocze rozmowy oraz opisy wspólnych przygód zostały zapisane, a także przyjemnie sfilmowane.

"Mama Mu buduje"
Jujja Wieslander, Thomas Wieslander
Ilustracje: Sven Nordqvist
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań, 2008
(KLIK)

6. Myśleliście, że dzieci potrafią się bawić? A tato i sąsiad to co?
Dzieci są świetne w robieniu bałaganu i szkód... yhm. To jest, yyy, dobrej zabawie. Starte cegły to papryka do kanapek, a meble wynosi się z domu na stertę, bo przecież mama mówi o nich "rupiecie". Bawią się tym lepiej, że jest ich aż trójka. Dwójka dorosłych mężczyzn powinna zatem z łatwością okiełznać towarzystwo i wprowadzić porządek, prawda?
Cóż. Nieprzemyślane zakupy i kompletne zatracenie w dziecięcej zabawie to chyba domena męskiego rodu. 
Przezabawna. Tato Kwiatka poleca. Ja też.

"Tato, zbudujmy domek"
Markus Majaluoma
Ilustracje: Markus Majaluoma
Wydawnictwo Bona, Kraków 2011
(KLIK)

7. Szaleństwo ekscentrycznych gadów
Brawurowa, dowcipna, szalona - książka jest taka jak jej bohaterowie. No dobra, przesadzam. Książka nie pyskuje, nie kłóci się, nie obraża ani nie ubliża. Nie popija zupy ogórkowej z termosu ani nie żre duszonych na maśle muchomorów. A już na pewno nie zionie ogniem. A jej bohaterowie tak. Jest rewelacyjna. Niech nikogo nie zmyli to, że wymieniam ją w ostatnim podpunkcie tej wyliczanki. O, nie! "Smoki" są z pewnością na szczycie rankingu najzabawniejszych książek Igulca! Dopiero co o niej pisałam, o, tutaj (KLIK).

"Sceny z życia smoków"
Beata Krupska 1987
ilustracje: Zbigniew Larwa
Wydawnictwo Prószyński Media Sp. z o.o. 2014
(KLIK)


Jak Wam się podobają moje rankingi? Tak z ciekawości.

Inne wpisy cyklu "Przygód z książką" tu (KLIK)

29 grudnia 2014

Nasze najpiękniejsze - bo książka ma cieszyć oko

Nic nie odpycha bardziej, niż brzydka książka, tandetne ilustracje, nieodpowiednia czcionka. Błędy oznaczają dla mnie całkowitą dyskwalifikację, na szczęście literatura dla najmłodszych jest teraz bardzo dobrze dopracowana w każdym szczególe. Ponieważ książki dla dzieci zawierają zazwyczaj mniej tekstu, to na ilustracjach skupia się niemal całe bogactwo wyrazu pozycji. 

Nie było mi łatwo wybrać najpiękniejsze książki z naszej ciągle powiększającej się kolekcji.

Oto mój subiektywny ranking:

1. Książka edytorsko doskonała
"Opowieść" Joanny Papuzińskiej z ilustracjami Stasysa Eidrigeviciusa zasługiwała na wyróżnienie w konkursie o tym tytule. 3 wyjątkowe wiersze ("Opowieść", "Ja" i nieco straszna "Czarna jama") tej wspaniałej autorki dostały niezwykłą wręcz oprawę. Rysunki fascynowały półtorarocznego Ignasia nie mniej niż sam tekst. Książkę wałkowaliśmy do tego stopnia, że Iguś konczył bezbłędnie każdy wers. To wspaniała podróż w świat nakreślony kreską wielkiego artysty.

"Opowieść"
Joanna Papuzińska
Ilustracje: Stasys Eidrigevicius
Wydawnictwo Mila, Poznań 2010
(KLIK)


2. Opowieść o wielkiej przyjaźni

"Chłopiec i pingwin" Olivera Jeffersa jest wzruszającą książką o małym, dzielnym chłopcu, który bardzo chce pomóc pingwinowi, który się zgubił. Ich przygody wyraziście zilustrował sam autor techniką akwarelową. Obrazki są piękne, gustowne w swej prostocie i znamionują duży talent. Książka nie tylko wzrusza, ale na każdej stronie przyciąga wzrok czytelnika.

"Chłopiec i pingwin" 
Oliver Jeffers
Ilustracje: Oliver Jeffers
Wydawnictwo mam, Warszawa 2010
(KLIK)


3. Jak narysować coś, czego nie widać?

Zabawny ptaszek nie ma łatwego życia. Nie widać go i jest to jego największy problem. Jak sobie z tym radzi, przeczytać możecie w uroczej książeczce, której forma jest równie piękna, co treść mądra. Bo każdy jest inny i w tym tkwi największe piękno tego świata. Oszczędne, elektryzujące ilustracje fascynują i umilają czytanie.

"Zabawny ptaszek"
Jennifer Yerkes
Ilustracje: Jennifer Yerkes
Wydawnictwo Widnokrąg 2013
(KLIK)


4. W świetle lampki i księżyca
Rodzice są w oczach dziecka wielcy, a na dodatek wszystko wiedzą i umieją. Nawet gdy z jakiegoś powodu ich nie ma, dzieci ciągle o nich myślą. Wyjątkowa książka o małym chłopcu, który ma niesamowitego tatę - takiego zupełnie naj - zilustrowana jest przez autora obrazami, którym maluchy uwielbiają się przyglądać. Mnóstwo w nich miękkiego światła i łagodnych cieni. Dlaczego postać taty jest przezroczysta? Domyślcie się sami...

"Tato!"
Svein Nyhus
Ilustracje: Svein Nyhus
Wydawnictwo EneDueRabe 2008
(KLIK)

5. Recyklingowo mi!
Rozkoszny ;) Nieboraczek w skarpetkach i sandałach, z brzuszkiem i w galotach to bohater zabawnej książki z ważnym przesłaniem i mnóstwem przydatnych informacji. Książka piękna od A do Z. Pisałam o niej już wcześniej (KLIK). Emilia Dziubak trafia w moje gusta tematyką, sposobem przekazu i kreską!

"Draka Ekonieboraka"
Emilia Dziubak, Eliza Saroma-Stępniewska, Iwona Wierzba
Ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Albus, Poznań 2012
(KLIK)

6. Przechadzka w świetle witryn
W dobie internetu i wirtualnych sklepów, a nawet wielkich marketów nagle orientujemy się, że żyjemy w rzeczywistości, w której jest zupełnie inaczej niż kilka dekad temu. Chodziłam z Babunią do sklepików. Ona szła z brązową torbą, a ja łapałam równowagę na krawężnikach. Za każdymi drzwiami, czasem z dzwonkiem, czasem bez, czekał inny asortyment, inne zapachy, inna twarz za ladą. W książce hołd oddano prostocie i pięknie dobranym kolorom ilustracji. Podoba mi się to, co dzieje się w oknach wystawowych.

"Sklepy"
Joanna Guszta
Ilustracje: Maciek Blaźniak
Wydawnictwo Ładne Halo 2013
(KLIK)

7. Na ratunek chłopcu i lalce
Zgrabny wiersz prowadzi nas do domu Lolka - małego chłopca, który wybiera się do przedszkola ze swoją mamą. Towarzyszymy Lolkowi w tramwaju i w sali przedszkolnej. Jak przedszkolanka i dzieci zareagują na ulubioną lalkę Lolka? Jak postąpi jego tato? Wartościowa treść o akceptacji i wolności w zabawie zobrazowana jest ilustracjami, które mogłyby znaleźć się na każdej koszulce czy pościeli sklepu "Pan tu nie stał".

"Lala Lolka"
Katarzyna Bogucka
Ilustracje: 
Wydawnictwo Ładne Halo 2013
(KLIK)

8. Co leży na talerzu?!
Zabawny wierszyk o pewnym fragmencie łańcucha pokarmowego w przykuwającej wzrok oprawie jest kolejną perełką naszej kolekcji. Nawet jego tekst wyrysowany został po mistrzowsku w Pracowni Ilustracji Zygmunta Januszewskiego warszawskiej ASP. O książce pisałam szerzej tu (KLIK).

"A mouse"
Marcin Brykczyński
Projekt i ilustracje: Marie Veselá
Wydawnictwo prolibris 2008
(KLIK)


Przygody z książką - inne wpisy (KLIK)

28 grudnia 2014

Smoki bez lukru

Na "Sceny z życia smoków" miałam ochotę odkąd przeczytałam o nich u mojej ububionej blogerki (KLIK). Niestety, książka Beaty Krupskiej z 1987 roku dostępna była tylko na aukcjach i w antykwariatach, a ceny - dość zaporowe. Nie ma się czemu dziwić, książka jest kultowa.

Jednak wydawnictwo Prószyński i S-ka, które bardzo sobie cenię, nie tylko postanowiło wznowić wydanie "Scen...", ale także wejść we współpracę z moją skromną osobą, dzięki czemu ta urocza pozycja wylądowała na dalekiej Islandii.

Książka zachwyciła mnie od pierwszego rozdziału. Po drugim byłam już pewna, że jest na szczycie mojej prywatnej listy ulubionych książek dla dzieci. Połowę "Scen..." pochłonęliśmy w drodze do sklepu, nie zważając na brak głównego odbiorcy, który fikał jeszcze w przedszkolku. Jako lektor(ka) zabawiałam dzielnego kierowcę, choć musieliśmy robić sobie przerwy na zaśmiewanie się do rozpuku.

Książka napisana jest z werwą i niesłychaną fantazją. W piętnastu scenach autorka wyraźnie dobrze się bawi, barwnie opisując kolejne postaci, ich abstrakcyjne rozmowy i szalone pomysły.

Smoki żyją na leśnej polanie, a ich paczka powiększa się systematycznie o kolejne indywidua. Wyglądają co najmniej ekscentrycznie (kolorowe oczy i zęby, grube brzuchy, różowe grzywki czy fioletowe włosy, kępki kolorowych kłaków, brodawki), są wredne, pyskate, obrażalskie i złośliwe. Są też samolubne, niedelikatne i często bardzo niekoleżeńskie. Trudno nawet powiedzieć, dlaczego trzymają się razem. Smoki psocą, wymyślają zabawy, wpadają na niebezpieczne pomysły, flirtują, kłócą się i gotują. Bo smoka najłatwiej poznać po niedodłącznym atrybucie - termosie z zupą ogórkową. Oprócz zielonej zupy stwory chętnie pożerają muchomory, dzięki którym mogą zionąć ogniem. 

Zapoznajcie się z gadzinami, przepychającymi się na stronicach tej pięknie i starannie wydanej książki.

Smok Antoni nie znosi Łysego Psa i umie liczyć tylko do 18.
Wincenty Smok ma zdolności aktorskie i zetknął się kiedyś z pewnym rycerzem o imieniu Jerzy. Przeżył, ale kuleje.
Smok Zygmunta jest jedynakiem i gra na saksofonie, a jego muzykę widać. Przyjaźni się tylko z tymi smokami, które nie wiedzą ile jest 36 razy 36.
Żaba ma pryszcze na plecach i obgryza paznokcie u rąk. Smoki twierdzą, że mogłaby być małym smokiem.
Nowy Średni jest zarozumiały i rasowy. Jada krochmal i uważa, że nierasowe smoki to kundle. Mówi dużo za rasowego Zdzisława, który się wstydzi - przechodzi bowiem mutację. Nowy Średni nie ma żadnego imienia, bo szkoda mu na to czasu.
Łysy Pies i Fioletowy Kocur mieszkają w saksofonie Smoka Zygmunta. Współpracują ze sobą już wiele lat. 
Motyle to kumple smoków. Tańczą w amatorskim balecie.
Makrauchenia, zwana pieszczotliwie Chenią jest jedyna w swoim rodzaju, gdyż jak sama twierdzi ,"wymarła" dwanaście milionów lat wcześniej. Uważa, że ma tylko jedną wadę.
Tortowy Smok Urodzinowy jest puszysty i z definicji powinien umilać urodziny, niestety, ludzie boją się go tak samo, jak innych smoków.
Krokodyl serwuje knedle ze śliwkami, jest poetą i pieśniarzem oraz zna się na modzie. Gdy trzeba, szydełkuje i robi na drutach.

Co może wymyślić taka paczka, która żyje w lesie bez jakiegokolwiek nadzoru?

Tego już nie zdradzę!

Jeśli macie jakiś zaległy prezent do kupienia lub po prostu chcecie uszczęśliwić swoje dziecko - kupujcie w ciemno! To jedna z tych książek, którą czyta się dzieciarni z najdzikszą, prawdziwą przyjemnością - a przecież to jeden z podstawowych czynników gwarantujących wyhodowanie małego czytelnika.

Niespodzianką dzisiejszego tekstu jest nowość - postanowiłam przeczytać jeden z rozdziałów dla Was.  



"Sceny z życia smoków"
Beata Krupska 1987
ilustracje: Zbigniew Larwa
wydanie wznowione 2014
Prószyński Media Sp. z o.o.
oprawa twarda
www.proszynski.pl

Książkę można kupić tu (KLIK).

Kochamy czytać! 

1 listopada 2014

Jak to się robi na Islandii

Islandczycy, żyjący w kraju ogarniętym ciemnościami przez spory kawałek roku, słyną z miłości do książek. Jeśli nie czytają, to je piszą. W tym odcinku "Przygód z książką" (akcji Dzikiej Jabłoni) chciałam przyjrzeć się temu, co dzieje się w książkowej kwestii na początku edukacji szkolnej małych potomków Wikingów. Czy jest to bardzo różne od podejścia polskiego - oceńcie sami :-)

Dzieci z najmłdoszych klas nie mają zadań domowych. Chodzą też do szkoły z niemal pustymi tornistrami. Jedyną rzeczą, którą przynoszą ze szkoły są książki wypożyczone z biblioteki oraz karta, gdzie nauczyciel zapisuje przeczytane danego dnia strony. Mimo braku ocen dzieci chętnie czytają, choć nie są nęcone średnią na świadectwie.

Siedmio- i ośmiolatki rozpoczynają dzień od mniej więcej półgodzinnej sesji czytania w szkolnej ławce. Atmosfera jest przyjazna, w klasie jest cicho i przyjemnie. Nauczyciel w tym czasie zajmuje się wpisywaniem w formularzu każdego dziecka, ile przeczytało poprzedniego dnia w domu. Wypożycza też książki z bliblioteki z tymi uczniami, którzy skończyli swoje lektury. Dzieci ciągle chodzą do biblioteki. Bywa, że czytanie jest urozmaicone np. poprzez losowanie żartobliwych kart ("Czytaj na stole", "Czytaj pod krzesłem", "Czytaj na korytarzu"), co dzieci uwielbiają.

Biblioteka to serce szkoły. Oferuje też swój niewielki księgozbiór mieszkańcom wioski, w której żyje 200 duszyczek. Na półkach często pojawiają się czytelnicze nowości, nie może oczywiście zabraknąć tomików wierszy pisanych przez nauczycieli. Oferta dla dzieci jest bogata, jak na tak niewielką placówkę w maleńkiej mieścince.



Pedagodzy niezwykle poważnie podchodzą do krajowego projketu wspierania czytelnictwa wśród uczniów, w ramach którego dzieci czytają w domach i szkole. Przykładowa klasa 3 ma zbiór książek, które dzieci bardzo lubią i często czytają, gdy mają czas wolny. Głównymi hasłami są "Czytanie jest najlepsze" oraz "Książka jest najlepszym przyjacielem". Oprócz klasowego zbioru jest też półka mieszcząca książki, które przyniosły dzieci. Mogą o nich opowiadać i dzielić się swoimi spostrzeżeniami z kolegami.


Dzieci nie czytają ujednoliconych lektur. Książki, które trafiają do ich tornistrów dobierane są indywidualnie do umiejętności czytania i zainteresowań, które są przecież bardzo różne. Jak widać dzieci czytają, choć część ma z tym problem w weekendy.

Podczas wolnej zabawy nauczyciel czyta głośno.


Na powyższym zdjęciu widać też plakat zachęcający do czytania książek. Najbardziej trafne hasła to "Nieotwarta książka jest jedynie cegłą z papieru" i "Lepiej być bosym niż bez książek".

A teraz doskonałe uzupełnienie moich wpisów książkowych (TU i TU).

Czytanie - lista dla rodziców rozpowszechniana przez nauczycieli:
- wspierać dziecko podczas czytania w domu
- interesować się i pytać dziecko o to, co przeczytało
- posiadać książki i przybory do pisania w domu
- zadbać o dostęp do książek dla dziecka w domu
- czytać samemu codziennie
- zadbać, by dziecko widziało czytających rodziców
- chodzić razem do biblioteki
- pomóc dziecku w wyborze odpowiedniej lektury
- zapoznać dziecko z książkami, które czytaliśmy w dzieciństwie
- ustalać cel i ograniczenie czasowe w czytaniu
- mieć stałe pory czytania
- stworzyć przytulny kącik czytelniczy w domu
- dzielić się z dzieckiem wrażeniami z własnej lektury
- opowiadać historie z książek z dzieckiem
- czytać dziecku głośno
- przeglądać z dzieckiem zróżnicowane teksty
- oglądać schematy i instrukcje
- szukać znaczenie nieznanych słów w słowniku z dzieckiem
- objaśnić znaczenie słów "grzbiet książki", "obwoluta", "rozdział" itd.
- chodzić razem na targi książki
- zabierać ze sobą książki na wakacje
- zapoznać dziecko z polskimi autorami książek dla dzieci
- zrobić gąsienicę, pociąg lub inną pracę, której poszczególne segmenty oznaczają kolejne książki przeczytane przez rodzinę i powiesić na ścianie
- stworzyć zakładki do książek
- wieszać co dzień nowe słowo na lodówce
- czytać razem przepisy kucharskie
- pisać razem listę zakupową
- mieć komiksy w ubikacji
- wspólnie słuchać nagranych książek
- rozmawiać o wrażeniach z wysłuchanych audiobooków
- oglądać ekranizacje przeczytanych książek
- porównywać filmy i książki
- rozwiązywać z dzieckiem krzyżówki i testy
- trzymać słownik w miejscu dostępnym dla dziecka
- wyjaśniać dziecku znaczenie powiedzeń
- grać w gry słowne i literowe, w tym Scrabble
- rymować
- układać puzzle
- układać razem historie i opowieści
- pisać wspólnie dziennik lub pamiętnik
- zachęcać dziecko do pisania listów
- zwrócić się po pomoc w przypadku podejrzenia dysleksji.


Pozdrawiamy ciepło, przytulnie, sobotnio i książkowo!



Jeśli macie ochotę poczytać wpisy innych uczestników projektu, kliknijcie ty - KLIK






14 października 2014

Przygody z książką 2

To już drugi wpis z serii "Przygody z książką", której inicjatorką jest autorka bloga "Dzika jabłoń". (Jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi wpisami, zajrzyjcie TU. Mnóstwo blogerów wzięło w niej udział i wprost kipią energią!) 

A ja chciałabym kontynuować poprzedni wpis i tym razem zająć się stworzeniem odpowiedniej atmosfery i otoczenia niezbędnych w każdej szanującej się hodowli małych czytelników. Funkcjonalna strona czytelnictwa jest niezmiernie ważna. Jeśli nawalimy od strony praktycznej, będziemy sobie tylko utrudniać rozbudzanie miłości do książek. Po prawdzie często tej miłości nie trzeba wcale rozbudzać, co ze zdziwieniem mogą przyjąć osoby uważające się za nielubiące  książki. Dzieci to niesamowite, zainteresowane wszystkim istoty. Zbyt często rola dorosłych sprowadza się do uświadomienia im co może być nudne... Myślę o tym za każdym razem, gdy z niechęcią otwieram pralkę czy zmywarkę ;)

Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko z przyjemnością sięgało po kolejne tomy i prosiło nas o głośne czytanie, zabierzmy się do tego z głową:
  • czytajmy przy dziecku - tak, wiem, o czym niektórzy od razu pomyślą. Że przy dziecku się nie da i że przecież dom się sam nie odkurzy, a poza tym... A poza tym to nie szukajmy wymówek. Zdziwią się ci, którzy spodziewają się najgorszego, jak spokojne potrafi być dziecko, którego rodzic czyta. A tym, którzy tak garną się do pracy z kolei chcę dać pracę, zadanie domowe, czy cokolwiek, co uspokoi ich pracowite sumienia - usiądź w fotelu i przeczytaj kilka stron książki, zainteresuj się jakimś artykułem, może nawet podziel się potem przemyśleniami z partnerem? Dzieci uczą się przez naśladowanie. I to my jesteśmy dla nich najważniejszym przykładem. Czytając pomagamy dziecku kodować, że książka to przyjemność i rodzice lubią czytać.
  • otoczmy się słowem pisanym - rada jak z katalogu IKEA. Weź kilka książek i czasopism i rozrzuć je to tu, to tam. Nie dość, że ułatwi ci to sięgnięcie po nie, gdy znajdziesz się w pobliżu, ale oswoi dziecko z obecnością książek. Podpunkt należy ominąć, gdy nasze dziecko uważa się za kasownik do biletów.
  • zapewnijmy pacholęciu dostęp do jego ulubionych pozycji:
    • stawiajmy książki nisko na półkach
    • połóżmy dziecięce lektury na stoliku, możemy je też trzymać w koszyku w kąciku z zabawkami
    • zabierajmy ze sobą książki w podróż.
  • zadbajmy o oświetlenie i wygodę siedzenia - nie ma nic bardziej irytującego niż zbyt ostre lub zbyt słabe światło, gdy masz czytać. Szczegół, ale jakże istotny.

U nas książki rozpełzają się w zastraszającym tempie po całym domu, zawalając wszelkie powierzchnie płaskie. W piątek stoją równiutko na trzech najniższych półkach regału, a kilka z nich wala się w sypialni i salonie, gdyż Igi znudził się sprzątaniem i coś sobie już wydłubał z półki oraz porzucił, idąc po kolejny tom.

Postanowiłam, że przy Ignaśkowym łóżku na wyciągnięcie ręki będą półki na książki czytane chętnie przed zaśnięciem oraz te zbyt wielkie na to, by postawić je na regale. Oczywiście nie mogło się obyć bez lampki oświetlającej czytane wieczorami stronice. Gdyby nie pościel, kącik wyglądałby tak, jakby wyrzygała się w nim IKEA. Igi go uwielbia.


Wolna przestrzeń pod piętrowym łóżkiem będzie w planach kącikiem do nauki (stoliczek) i siedzenia (jeszcze nie wymyśliałam na czym będzie się siedzieć) i cięższym lektorom z pewnością będzie łatwiej czytać na dole. Stojący tam chwilowo stolik z krzesełkami jest jakiś taki niezachęcający. Góra już kusi i przyciąga, część przyjęcia urodzinowego Ignaśka dzieciaki spędziły w wyrze przeglądając polskie książki :) 

By w pokoju było przytulniej, powiesiłam w nim półkę. Znalazły się na niej trudniejsze pozycje "na wyrost" oraz kilka książek o bardzo dużych formatach. Igi może wleźć na stołeczek i po nie sięgnąć.


Jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?

5 października 2014

Przygody z książką

Oto pierwszy wpis związany z akcją "Przygody z książką", organizowaną przez Dziką Jabłoń. Inne blogi biorące udział w akcji znajdziecie TU.


Ten wpis będzie o naszej książkowej przygodzie. O spostrzeżeniach, a przede wszystkim o radach dla rodziców.

Czy wiecie, jak bardzo ważne jest czytanie dziecku? Zapewnia mu uwagę rodzica, wspaniały czas wyłączności oraz obcowania ze słowem pisanym. Rozwija słownictwo, niesamowicie pobudza wyobraźnię, wycisza, uczy koncentracji. Każda przeczytana strona może być podstawą do ciekawych rozmów. Dziecko poznaje świat, zachowania ludzkie, uwrażliwia się na piękno. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać...

Igul to mały mól książkowy. Już jako dziewięciomiesięczniak wykorzystywał książki do nauki celowania - ciskał w nas nimi, dopominając się o czytanie prostym i wymownym komunikatem "da!". Mamy nieustannie wzbogacaną biblioteczkę, która jest moją prawdziwą dumą. Oczywiście kupowane przez nas i nam książki muszą przebyć oszałamiającą drogę 2400 km, ale wiem, że warto. Igi jest raczej osobą, którą należy odciągać od książek, zamiast do nich namawiać - ma to po mamusi.

A oto nasze - Zrzędliwe i Igulcowe rady dla innych małoletnich czytelników:

  • zacznij najwcześniej, jak możesz. Nie czytasz miesięczniakowi czy półroczniakowi "bo on jeszcze nie rozumie"? Zawsze zakładaj, że dziecko rozumie więcej niż ci się wydaje. Ale i to nie jest najistotniejsze - to rytm, to słowa, to nasza uwaga mają znaczenie. To wzbogacanie zasobów słownictwa słyszanego jest celem tego zabiegu. 
  • czytaj to, co ci się podoba. Jeśli pochłaniasz fascynujący tekst o samodzielnej naprawie auta, czy porywający artykuł o genetyce, przeczytaj go na głos. Nasz entuzjazm jest ważniejszy niż to, co czytamy!
  • czytaj to, co ci się podoba. Eeee, to już było. Ale trzeba o tym jeszcze raz. Kupuj piękne i ciekawe książki. Ciekawe dla ciebie. Wybór książek jest tak ogromny, że strzałem w kolano jest kupowanie byle czego, byle gdzie i z byle jakiego wydawnictwa. Rodzic z niechęcią sięgający po tandetną, nudną książkę skutecznie zniechęci też swojego potomka do czytania i wyrośnie kolejny człowiek, który będzie mówił, że "nie lubi czytać". A ja nie wierzę, że są tacy ludzie. Wierzę za to, że są ludzie, którym nikt nigdy nie dał do ręki książki tak ciekawej, że nie można zasnąć, dopóki nie doczyta się ostatniego słowa.
  • czytaj mimo wszystko. Wielu jest rodziców, którzy nie czytają jeszcze półtoraroczniakom. Pytani dlaczego, odpowiadają, że:
- dziecko jest niezainteresowane
- dziecko nie potrafi usiedzieć minuty nad książką
- dziecko niszczy książki.

Odpowiedź na wszystkie argumenty jest jedna - to w porządku. Czytaj. Mimo wszystko. Dziecko "niezainteresowane" rodzice rozpoznają po tym, że zajmuje się ono swoimi sprawami. Ale... przecież słuch działa nadal, nawet jeśli dziedzic buduje wielopoziomowe wieże z klocków. Dlatego też telewizor powinien być wyłączony. Bo podzielność uwagi to nie mit. I o ile książka ma działanie edukacyjne i terapeutyczne i można z powodzeniem podczytywać ją maluchowi podczas zabawy, tak tv rozprasza dziecko, które odrywa się od zabawy, by zerkać na rozmigotany ekran. Na treści nadawane przez stacje nie mamy żadnego wpływu i często do uszu dziecka dochodzą te, które są zupełnie nieodpowiednie. 
Dzieci nie muszą "siedzieć nad książką" niczym studenci. Przeciwnie. Większość osobników ma kłopot z usiedzeniem na miejscu, co nie znaczy, że nie słuchają tego, co czytamy.
Jeśli twoje dziecko okazuje się prawdziwą niszczarką do książek, dawaj mu do łapek coś innego. Jeśli podjada z upodobaniem celulozę, przygotuj jakąś legalną przekąskę. Rozmawiaj o szkodach wyrządzonych na książce. Napraw ją przy dziecku. 
  • zapewnij sobie wybór. Tak jak z 2 pieluszkami nie uda ci się pieluchowanie wielorazowe, tak z kilkoma książkami nie wyhodujesz czytelnika. Najprawdopodobniej nie z powodu niechęci dziecka. Dzieci uwielbiają powtarzalność. Ale ty z pewnością zdechniesz z nudów, czytając po raz setny tę samą książkę. Zaopatrz się w więcej pozycji, które z przyjemnością otworzysz i nie znudzisz się nimi od razu.
  • podczytuj blogi książkowe. Dla inspiracji. O tym, że... (KLIK), Stasiek poleca (KLIK), Czytam dzieciom - i sobie też (KLIK), 13 surytkatek (KLIK), Czym zająć malucha (KLIK) i wiele innych.
  • zapoznaj się z akcją "Cała Polska czyta dzieciom" (KLIK), najlepiej także przez lekturę "Wychowania przez czytanie" Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. 

W ramach akcji codziennie na naszym Instagramie pojawią się zdjęcie książek, które czytaliśmy tego dnia. 

A jakie są Wasze doświadczenia z czytaniem? Kiedy zaczęliście? Jak Wam idzie? Czy dodalibyście coś do mojej listy? A może z czymś się nie zgadzacie, coś u Was nie zdało egzaminu? Jakie blogi książkowe odwiedzacie?