Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

3 października 2014

Robienie na drutach... palcami :)

Źródła podają (zresztą widziałam vintage zdjęcia), że za dawnych czasów, kiedy nie było jeszcze gore-texu, islandzkie dzieci robiły na drutach już w wieku 3 lat. To oczywiście jest możliwe, choć nie probowałam jeszcze Igiego uczyć. Dźga sobie igliczkami jak chce i jest przeszczęśliwy, twierdząc, że robi sweter. 
Natomiast "finger knitting" jest doskonałym wprowadzeniem do świata bardziej wymagających robótek ręcznych. Jest tak z powodu prostoty zadania, natychmiastowych efektów - sznur rośnie w oczach, więc dziecko ma radochę jak nie wiem; a także niewymagających zasobów. Palce i włóczka, to wszystko.

Oto tutorial, z którego korzystaliśmy:


A na naszym instagramie (KLIK) możecie zobaczyć, jak szło Ignaśkowi:)

Paluszkowe prace z wełną wymagają precyzji i koncentracji oraz niepoddawania. Ćwiczą pamięć oraz myślenie przestrzenne. Ten rodzaj "robienia na drutach" jest świetny na początku, bo nawet osoba ćwicząca małą motorykę będzie cieszyła się natychmiastowym rezultatem.

Miłej zabawy!

9 lipca 2014

Mobil DIY, czyli jak pokazuję palec fiszerprajsowi

Kiedyś wyraziłam swoją głęboką niechęć do zabawek plastikowych, grających i świecących i w ogóle gotowców produkowanych na wielką skalę. Niechęć ta ma pewien skutek uboczny - nie umiem i nie chcę takowych kupować ;-) Gdy naszym przyjaciołom urodził się synek, wpadłam na pomysł ręcznie robionej zawieszki na ścianę. Hm, wpadłam na pomysł jest ładnym określeniem na "znalazłam w internecie przez przypadek i od razu się zakochałam oraz stwierdziłam, że raczej podołam procesowi produkcji, więc postanowiłam zrobić i BAM, jedyne pół roku później zabawka gotowa" :-)

Oto efekt mozolnego poszukiwania materiałów (Wyspo, mam wiele wyrozumiałości... Za wiele?) i ściubolenia igłą, czego szczerze nie cierpię (Karol, doceń ciotkę i jej poświęcenie :) ):



Chmurka jest dwustronna, z jednej strony biała, z drugiej szara oraz ma badziewnie połączone ze sobą kolorowe, filcowe kropelki. Mam nadzieję, że jej obecny właściciel i główny użytkownik będzie cieszył się barwami i moimi chęciami, a nie będzie skupiał się na wykonaniu. No dobra, znam kolesia i wiem, że będzie wyrozumiały :-)

6 marca 2014

Kuchnia dla trzyletniego mężczyzny

Właściwie kuchenka miała być już dla mężczyzny młodszego. Starutka, dość zniszczona i niezbyt piękna szafka nocna kupiona została przeze mnie z Dziedkiem Niedźwiedziem, gdy Igi miał rok. No i musiała trochę poczekać, aż szanowny Igulowy Tato zdecydował się wziąć młotek i piłę w dłoń, a ja pędzel i papier ścierny.

W tak zwanym międzyczasie zrobiłam "projekcik" i przekazałam nieszczęśliwemu wykonawcy:

A kiedyś jeszcze, mimo mojego absolutnego antytalentu do szycia zrobiliśmy na spółkę z Igim fartuszek. Ze starego prześcieradła. Pomalowaliśmy go wspólnie pisakami do tkanin (widzicie dzieło Ignasia? Ja tak nie potrafię) i osobiście wszystko elegancko wykończyłam kolorową nicią, w tym na uwagę zasługuje kieszeń przyszyta krzyżykami (specjalnie krzywo) - nawet wiedziałam, że kieszeń trzeba najpierw przyfastrygować i sama się dziwiłam swej wiedzy. 

W zeszłą niedzielę w hotelu kilkadziesiąt kilometrów stąd było bingo - dzieciaki mogły być przebrane, a rodzice grać, wygrywać bombowe nagrody (np. karnet wstepu do wioskowego basenu i szklarniowego ogóra) i jednocześnie wziąć udział w zbiórce pieniędzy na coś fajnego do przedszkola.

To pojechaliśmy. Igi wyglądał tak (i wypytywał nieustannie, gdzie bedą inne dzieci-kucharze):


A kuchenka, choć jeszcze niewykończona, prezentuje się tak:

Słoiki z suchymi dobrami przetrzebione i pustawe, bo to narzędzie szatana jest, te wszystkie ziarenka. Nadepnąć na suchą kulkę ciecierzycy to jak nastąpić na klocek LEGO :-)
Mamy za to fajowski komplet narzędzi do mieszania, też ręcznie robionych - przez Ignaśkową Ciocię:


Kuchenka jeszcze tu wystąpi, jak nas najdzie wena, by wszystko ładnie dokończyć :-)

Jak się wam podoba w tym stadium rozwoju?

12 grudnia 2013

Świeczniki DIY

Igi średnio lubi rysować i malować. To znaczy porysuje i pomaże farbami - góra kilkadziesiąt sekund i po zabawie. Ale mam na niego haka :-) 

Wystarczy dać mu przedmiot trójwymiarowy i odpada na minimum godzinę. I żebrze o więcej. Powierzchnię pokrywa dokładnie farbą z buzią ubraną w Dzióbek Skupienia. Tak było i w przypadku świeczników. Z rozmachem maznął cztery, wyjątkowo dokładnie (oprócz pierwszego, bo urządził mi awanturę), ale szybko wrócił do pasjonującego zajęcia.


A świeczniki? Są eko-sreko i ręcznie robione, więc spoko. Efekt nie przeszedł moich wyobrażeń - te Igulkowe są boskie, ale po sobie spodziewałam się więcej, ale nie narzekajmy. Świeci? Jest tematycznie jeśli chodzi o kolory i wzory? Za dnia dają efekt słoika obklejonego śniegiem, w nocy dają efekt niczego mi znanego ;-) No. Dodam jeszcze, że większość tych dzieł jest diablenie niepraktyczna, bo wpuszczanie zapalonego tealighta w czeluść słoika to jak gra na loterii. Upadnie dobrze i bedzie świecił, czy przewróci się, przyklei do dna i zgaśnie? ;-)




10 października 2013

Badziewne dekoracje

Urodziny Ignasia zaplanowane są na weekend, ale i tak chcieliśmy uczcić ten dzień w gronie rodzinnym. Zmieniłam więc zdanie (na początku miało nie być dekoracji) i zrobiłam je na szybko przed powrotem Ignasia z przedszkola. 
Wyszło dość żałośnie, a właściwie wręcz komicznie, ale Ignaś docenił, a w progu nawet lekko się zapowietrzył. 
Ponieważ mieszkamy na zadupiu, nie możemy tak nagle robić zakupów. Zakupy są co tydzień lub dwa, bo do sklepu mamy kilkadziesiąt kilometrów. Musiałam korzystać z tego, co miałam pod ręką. Sąsiedzi wytknęli mi dobrotliwie, że zapomniałam użyć papieru toaletowego. Ale papierem toaletowym to dekorują mieszkania koty (i dzieci). Ja postawiłam sobie poprzeczkę wyżej ;)

Ale naprawdę niewiele wyżej - oto żenada numer jeden - "piękny" proporczyk z... papieru do pieczenia: