Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinowo. Pokaż wszystkie posty

11 października 2014

Wiesio - 4 lata

Narybek dorasta. Z rzadka trzeba mu zmienić ciuchy, a często nawet daje się go namówić, żeby przestał drzeć paszczę i powiedział coś ludzkim głosem. W codziennych rozmowach jest niezastąpiony, szczególnie ze względu na tę nieodłączną nutkę abstrakcji, którą wnosi do nawet najprzyziemniejszej konwersacji.

Niech żyje Wieś!

Czekał na "urodzinę" w napięciu. A tego wielkiego dnia wyczuł, że chcemy, żeby spał i wstał. Trzymaliśmy go więc w wyrze na siłę ;) Miał mieć urodziny jak Lisa z "Dzieci z Bullerbyn" - pyszności w łóżku. 


Dzióbek skupienia prezentuje nam teraz kotek za każdym razem, jak tylko przysiądzie przy klockach. LEGO są jednak fajne, mimo że plastikowe :)


To ten. Idę zbudować jakiś domek.

9 października 2013

3 lata temu (3) Wielki Finał, czyli jak omal nie utopiłam się w wannie

(Uwaga, będzie nieco biologicznie)
3 lata temu czwartą noc spędzałam nie w domu, a w szpitalu. Położyliśmy się spać po 2. Nabuzowana adrenaliną, nie mogłam zasnąć. Kwiatowy Tato nie doznaje zbyt wielu rozterek, szczególnie, gdy pod ręką jest łóżko. Zresztą, czasem i łóżko jest mu niepotrzebne do szczęścia - kiedyś zasnął w jacuzzi, w biały dzień i to podczas rozmowy ze mną ;-) Jego zdolności pod tym względem są wręcz legendarne.

3 lata temu (2)

3 lata temu, a było to w piątek, miałam za sobą 3 dni wypełnione skurczami i 3 nieprzespane, bo jeszcze bardziej pokurczone noce. W piątek wieczorem zdecydowałam się zadzwonić drugi raz na porodówkę, gdzie położna zaproponowała mi, że jeśli mam ochotę, mogę wpaść do szpitala, skoro już 3 dni się bujam.
To pojechaliśmy. 4 cm rozwarcia. Babka spytała, co wolę - zostać w szpitalu, czy wrócić do domu. Zdecydowaliśmy się zostać (teraz podjęłabym inną decyzję). 

Tegoż wieczoru miała przylecieć moja Mama, więc trochę jej żałowałam, bo wiedziałam, że nie miała ochoty na porodowe przyjemności, a wszystko wskazywało na to,że jednak będzie zmuszona uczestniczyć w wyduszaniu wnuka.

7 października 2013

3 lata temu (1)

3 lata temu o tej porze miałam za sobą ciężki dzień. O 4 rano obudziły mnie nieprzyjemne skurcze. Szturchnięty w bok Kwiatowy Tato z wysiłkiem otworzył oczy i chwilę walczył ze sobą, by się ocknąć, po czym zapadł w mocny sen, o czym świadczyło rześkie pochrapywanie. Pamiętam, że o bardziej ludzkiej porze zadzwoniłam na porodówkę, choć wiedziałam, co usłyszę - relaksować się w domu, aż skurcze będą częste i regularne. W ciągu dnia czasami mnie zginało, za to kolejna noc była jeszcze gorsza od poprzedniej i zupełnie już nieprzespana.

Oczywiście nie wiedziałam, że "tylko" kilka dni dzieli nas od poznania Ignasia. I w sumie dobrze, bo miałam taką dziwną wizję, by być wyspaną, bo to taki synonim sił witalnych jest. He he.