9 października 2013

3 lata temu (2)

3 lata temu, a było to w piątek, miałam za sobą 3 dni wypełnione skurczami i 3 nieprzespane, bo jeszcze bardziej pokurczone noce. W piątek wieczorem zdecydowałam się zadzwonić drugi raz na porodówkę, gdzie położna zaproponowała mi, że jeśli mam ochotę, mogę wpaść do szpitala, skoro już 3 dni się bujam.
To pojechaliśmy. 4 cm rozwarcia. Babka spytała, co wolę - zostać w szpitalu, czy wrócić do domu. Zdecydowaliśmy się zostać (teraz podjęłabym inną decyzję). 

Tegoż wieczoru miała przylecieć moja Mama, więc trochę jej żałowałam, bo wiedziałam, że nie miała ochoty na porodowe przyjemności, a wszystko wskazywało na to,że jednak będzie zmuszona uczestniczyć w wyduszaniu wnuka.

O właśnie, wnuka. No bo nie dość, że miałaby patrzeć na cierpienie swej jedynej córki, to jeszcze to przełomowe "stanie się babcią". A przecież już na samym początku mojej ciąży zaznaczyła, że oczekuje od mojego dziecka, że będzie do niej mówiło najlepiej po imieniu, bo ona "babciowania" nie zniesie. Wyraziłam zgodę i od razu jej ulżyło. 

Wracając do tematu, ulokowaliśmy się w pokoju. Wybrałam poród nie na zwykłej porodówce, a w "Gniazdku". W sumie różnice nie aż tak wielkie, ale "gniazdko" było zdecydowanie bardziej hipisowską opcją. W pokoju było łóżko dwuosobowe, fotel lazy boy, wielka wanna, sprzęty typu worki sako itp. Oraz łazienka z prysznicem. Zaczęliśmy od kolacji, a potem wlazłam do wanny.

Do czasu przyjazdu mojej Mamy, zwanej Bamboszkiem zatrzymałam sobie całkowicie akcję porodową. Prawda, że to miło z mojej strony? Mamut chyba jednak nie docenił starań mojej macicy. Gdy rodzicielka wparowała do pokoju po męczącej podróży, druga już z kolei położna na dyżurze zaproponowała mi powrót do domu, żeby poród mi się na nowo rozhulał. Szkoda, że jej wtedy nie posłuchałam, ale niedoświadczona byłam. 

Pochodziliśmy więc sobie po szpitalu, kilka pięter w dół, kilka w górę i tak do zadyszki. Położna sprawdziła, jak się rozwija sytuacja i powiedziała, że mamy iść spać. Grzecznie posłuchaliśmy.

A teraz mamy w domu najfajniejszego Gada pod słońcem.

Peace man!

(Tak, dziś z nieba zaczęło lecieć to białe g...)

Pierwsza część historii - TU

5 komentarzy:

  1. Oł je:) Już oficjalnie mogę - 100 lat 100 lat niech żyje, żyje nam:)
    Uściski :* a i tak zadzwonię:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat! Zapraszam http://madziakowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!