12 października 2013

Inny jest ten kraj - wioskowe "sklepiki"

Gdy założyłam bloga, zamierzałam pisać o Ignasiu, a czytali to członkowie rodziny i przyjaciele. Od pewnego jednak czasu nosiłam sie z zamiarem rozpoczęcia opisywania życia na Lodowej Wyspie. Widzianego naszymi oczami. Bo jasną sprawą jest, że to, co dla nas jest wyjątkowe, wcale nie musi takie być dla osoby urodzonej tutaj. Zaczynam zatem nową serię postów, w której opisywała będę "smaczki" wyspiarskiego życia.

Na początek rzecz wyjątkowa - wioskowe sklepiki. Coś dość niepojętego dla przeciętnego Europejczyka. Bo nam sklep kojarzy się z wydzielonym miejscem i... sprzedawcą. A tego ostatniego w tych sklepikach NIE MA. Sklepiki prowadzone są przy firmach, które wystawiają swoje towary na sprzedaż dla mieszkańców wiosek i przejezdnych. Jest to wyjście dla "leniwych", którym nie chce się nieustannie odrywać od pracy, by sprzedać woreczek pomidorów sąsiadom, ułatwia także handel w weekend, gdy wszystkie firmy i firemki są pozamykane.
  • Ceny wykaligrafowane są na kartonach, wydrukowane lub nabazgrane ołówkiem na kartce zeszytowej. 
  • Sklepiki to wiaty przy firmach, fą-fą budki, a czasem po prostu trzeba wejść do firmy i wziąć towar z półeczki.
  • Nieodzownym wyposażeniem sklepiku jest pojemnik na pieniądze. Czy jest to skrzynka, czy plastikowa foremka na pomidory - to nie ma znaczenia. Stamtąd bierze się sobie resztę, chyba że mamy do czynienia ze skarbonką. 
  • Tak sprzedawane są najczęściej warzywa i owoce przy szklarniach. W zależności od firmy, warzywa sprzedawane są na sztuki, w zważone i zapakowane lub kupującym zostawiona jest waga, której muszą użyć, a potem zapłacić za odpowiednią ilość powiedzmy pomidorów.
Tu "stylowo" możemy kupić pomidory i ogórki drugiej klasy. Oczywiście jest o wiele taniej, niż w sklepach:


Tu, jak widać ;-) kupuje się jajka. Te pierwszej klasy są ogromne i często mają dwa żółtka. Lekko popękane lub mniejsze sprzedawane są znacznie taniej jako II klasa. Kiedyś, gdy drzwi były zamknięte, wystarczyło podejść do domu właściciela i poprosic o sprzedanie kopy jaj, teraz bywa, że pan się trochę burzy i każe się odwalić i przyjść w godzinach pracy ;-)



Tu można wpaść po ziemniaki, truskawki, zdarza się też rzepa i buraki:

Pomidorka? Mąkę? Papryczkę chilli? Wchodzimy i kupujemy. A jesli mamy dużo szczęścia, okaże się, że było dużo truskawek III klasy i panie usmażyły dżem.



















                                                                                                                                           




Niestety cywilizacja wdziera się w ten sielankowy krajobraz wiejski. Imigranci (i sądzę, że pijani lub nieuczciwi turyści też) nauczyli już niektórych tubylców, że zaufanie nie popłaca. Ten sklepik został zbudowany przez Helgę na miejscu poprzedniego - zwykłej wiatki. Nie dość, że jest całkiem osłonięty od wiatru i wyposażony w chłodziarkę, to jeszcze... ma kamerę. I ostrzeżenie o monitorowaniu przyklejone do szyby. Nie dziwię się Heldze, bo pamiętam, jak kilka laty temu opowiadała mi o jednym z weekendów, kiedy to zostawiła dom i firmę, by pojechać z rodziną na krótkie wakacje. Gdy wróciła w niedzielę rano, o kilka godzin wcześniej, niż planowała i weszła do swojej szklarni, ze zdziwieniem zauważyła mnóstwo ludzi zbierających sobie pomidory z krzaków. I nie byli to jej pracownicy.
Rozwiązanie tej zagadki? 
Jej pracownicy zaprosili krewnych i znajomych królika, bo sobie wzięli trochę pomidorów. Prawdopodobnie "wymienili się" z nimi na zasadzie - weż sobie pomidory, a w zamian wynieś dla mnie ze swojej firmy paprykę lub pieczarki.W zeszłym roku wioska huczała, bo jeden z przybyszów wjechał autem na pole kapusty, by sobie nakraść świeżutkich główek. Auto ugrzęzło mu w błocie i wszystko się wydało.

Gdy ktoś mnie pyta, czy wstydzę się swego pochodzenia, nie do końca wiem, co odpowiedzieć... Patriotyzm i duma narodowa za granicą nabierają nowego wymiaru.

PS. Nie jestem w stanie sformatowac tekstu ani wyrównać zdjęć! Wybaczcie niechlujny wygląd posta, ale jeszcze chwila walki, a stracę komputer, a zyskam malowniczą dziurę w ścianie.

9 komentarzy:

  1. Bardzo bym chciała odwiedzić kiedyś ten kraj. Słyszałam, że warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja na to mogę odpowiedzieć :) uwielbiam go!

      Usuń
  2. świetny pomysł z tymi postami
    ciekawe informacje! super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria będzie kontynuowana, tylko wenę muszė mieć :)

      Usuń
  3. Uwielbiam czytać o innych zwyczajach, innej kulturze. Sklepiki cudne - szkoda, że u nas by się nie uchowały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Między innymi dzięki nam wlaśnie sklepiki pewnie niedługo będą "na wymarciu" - jesteśmy najliczniejszą mniejszością i z radością udowadniamy, że kraść można wszędzie, bo przecież jak jest okazja, to trza brać. Nic to, że każdy ma te paręset koron i każdego stać na worek ziemniaków, czy paczkę truskawek. Nie ma kamery, to tylko głupi nie ukradnie...

      Usuń
  4. No w końcu się zdecydowałaś:D a te budki mnie zaskoczyły i zauroczyły:D birzesz, płacisz i bez problemu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Przechodziłaś obok takiej budki codziennie :) nie wiedziałaś? :))))))

      Usuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!