17 października 2013

Blisko, coraz bliżej...

Rodzicielstwo bliskości jest ważnym elementem mojego życia. Jest moim zdaniem najlepszą odpowiedzią na tak zwany "zimy WYchów", którą mógł dać świat. Bo ja ten termin wolę rozumieć jako puszczanie dzieciarni po domu i dworze bez skarpetek i zbędnych warstw na grzbiecie. Pomysł, że relacje rodzic - dziecko to nieustanna walka, która ma pokazać, kto jest górą, smuci mnie. 

Smuci mnie, gdy ktoś chce mnie przekonać, że moje dziecko ma złe zamiary, że chce mnie zmanipulować. I że robi to już będąc w brzuchu, a po wyjściu z niego swoimi mackami próbuje zawłaszczyć wszystko, co znajdzie wokół, a przede wszystkim próbuje "rządzić" rodzicem. A rodzic musi się "bronić". 

Ta teoria jest krzywdząca i przysłania nam, rodzicom, prawdziwe potrzeby dziecka. Każe "uczyć" i "przyzwyczajać", zamiast "być z" i najzwyczajniej "kochać" oraz "rozumieć". Zabija w nas instynkt słuchania dziecka i odpowiadania na potrzeby, których samo jeszcze nie potrafi zaspokoić. 

Rodzicielstwo bliskości to dla mnie zbiór propozycji, w których przebieram sobie i wybieram to, co mi odpowiada. Dużo myślę, analizuję, wczuwam się w siebie, aż w końcu znajduję to, co odpowiada mnie i Ignasiowi. Mam na koncie kilka sukcesów oraz kilka spektakularnych porażek. Ale jedno mogę napisać z wszelką pewnością - to dla mnie nie moda, za którą ślepo podążam. To wór pomysłów i narzędzi, które pomagają mi, gdy moje kompetencje bywają podważane. Stamtąd czerpałam siłę, szczególnie jako świeżo upieczona, niepewna siebie mama.

Rodzicielstwo bliskości pozwala widzieć swoje dziecko jako człowieka, godną szacunku, małą osobę, a nie przeciwnika. Osobę, która wiele rozumie, której umiejętności są bacznie obserwowane. Zgadzam się z Anią JM, która zwraca uwagę, że to trudniejsza droga, droga bez wyręczania (chyba, że trzeba), bez tresury. To wymagające podejście, które zakłada bycie z dzieckiem, dobrą komunikację i mądre wspieranie jego rozwoju, bycie "przewodnikiem". Nie ma tu miejsca na porównywanie, ocenianie, przyspieszanie rozwoju na siłę, to podejście w założeniu bezprzemocowe.

Moim zdaniem RB nie ma nic wspólnego z widmem bezstresowości. Bo z zarzutem, że RB = wychowanie potwora w cieplarnianych warunkach chyba spotykają się wszyscy, którzy otarli się choć o ten termin. Wychowanie bezstresowe to coś, czego wszscy się boją, a nikt do końca nie wie, co to jest. Życie bez stresu jest chyba utopią, a poza tym to żadne wychowanie nie jest. Raczej brak wychowania, gdy rodzice puszczają dziecko samopas w imię własnej wygody, lenistwa, strchu przed konfrontacją itp.

Rodzicielstwo bliskości nauczyło mnie o dziwo, że mam zadbać przede wszystkim o swoje potrzeby. Że mam robić to, czego chcę. Że jak najbardziej ustalam zasady, choć słucham, oczywiście, dziecka (chyba że tego absolutnie nie dopuszczam, np. zabawy ostrym nożem, gryzienia lub wtykania paluchów w kontakt). Że znam swoje dziecko lepiej, niż inni. Nauczyło mnie większej łagodności i trochę wypolerowało mi ostre brzegi. Dało mi siłę przebicia. I pretekst do przemyśleń oraz inne stanowisko, bo komentarze na temat "zimnego chowu" mamy często w pakiecie wraz z poprzednim pokoleniem.


18 komentarzy:

  1. Serio uważasz, że rodzicielstwo bliskości jest trudniejszą drogą? A mi właśnie wydaje się łatwiejszą. Trudniej wytresować człowieka niż go po prostu posłuchać, tak samo trudniej byłoby mi zrzucić opiekę nad moim dzieckiem na kogoś innego (żłobek, babcię, opiekunkę), bo wydaje mi się, że to ja do pewnego momentu jestem mu najbardziej potrzebna. Do niedawna w ogóle nie interesowałam się terminem "rodzicielstwo bliskości", właściwie nadal się nie interesuje, raczej przypadkiem docierają do mnie informacje na ten temat i zaskoczona stwierdziłam, że to w sumie o nas. Znam swoje dziecko, wsłuchuję się w jego potrzeby, daję mu poczucie bezpieczeństwa, jesteśmy sobie najbliżsi. Więcej chyba nie potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie sądzisz, że łatwiej wyjść z założenia, że to rodzic ma zawsze rację a dziecko można zaszczuć, zastraszyć i zaszantażować żeby było grzeczne? to o wiele łatwiejsze niż RB:D

      Usuń
    2. Matko Wyluzuj, skoro tak piszesz, RB masz po prostu we krwi i tyle :) i to jest fajne. dla mnie wiele założeń jest oczywistych, trochę nowych a z niektórymi sie w ogóle nie zgadzam. swój wniosek o tym, że RB jest trudniejsze wysnułam sobie na podstawie obserwacji otoczenia. bo dla mnie słuchanie, rozmawianie itp. jest łatwiejsze, tylko że ja sobie nie ufam do końca. wszak uważałam, że pieluchowanie wielorazowe, czy wcześniejsze wysadzanie jest łatwe. taki mój punkt widzenia. dochodzę dzięki temu do konkluzji takiej, że RB to patrzenie w przyszłość, to hodowla dziecka teraz tak, by w przyszłości zebrało z tego plony.
      przyszedł mi do głowy takie rpzykład: łatwiej jest zablokować drzwi i kontakty, zamiast wytłumaczyć kilkumiesięcznemu dziecku, że ma nie przytrzaskiwać łapek i nie wkładać palców do kontaktów. ale jeśli się zaweźmiesz, to dasz radę wytłumaczyć. ja wytłumaczyłam. zajęło mi to... miesiąc, a może dwa. i mogłam olać blokady. to mimo wszystko jest moim zdaniem nieco trudniejsze wyjście, ale ja takie wybrałam.
      jak pisze Ania, zaszcucie, ukaranie, klaps - działają. działają szybko, są często wynikiem intuicyjnej reakcji. ale czy ich działanie określę jako krótkofalowe. Rb wymaga jednak refleksji.

      Usuń
    3. Chyba właśnie nie dla mnie. Zaszczuć, zaszantażować i zastraszyć... nawet nie wiedziałabym jak się do tego zabrać. Mnie tak nie traktowano, więc nie byłoby to dla mnie naturalne, a każdy dzień spędzać w niezgodzie z własną naturą - to nie jest łatwe. Według mnie dużo łatwiejsze jest przytulić dziecko kiedy płacze i nie może poradzić sobie z własnymi emocjami niż wysłać je do drugiego pokoju żeby się natychmiast uspokoiło. A zaszantażowane czy zastraszone dziecko nie jest grzeczne, ono jest posłuszne, posłuszne rozkazom. Działa to tylko na krótką metę i tylko gdy jest jakaś groźba kary, więc patrząc w dłuższym rozrachunku jest to utrudnianie sobie przez rodzica roboty. Nadal twierdzę, że rodzicielstwo bliskości jest łatwiejsze :-)

      Usuń
    4. Moja odpowiedź była skierowana do Ani :)
      Teraz mam pytanie: czy RB zawsze wiąże się z pieluchami wielorazowymi? Bo długo zastanawiałam się nad nimi będąc jeszcze w ciąży i ostatecznie jakoś się nie zdecydowałam.
      A z tymi blokadami... u nas są wszędzie, ale mimo to za każdym razem, gdy Syn się dobiera do zakazanych miejsc tłumaczy się mu, że nie wolno choć teoretycznie krzywdy by sobie przecież nie zrobił. Paluchów już nie przytrzaskuje (blokady są po to by nie robił jesieni średniowiecza) a do kontaktów dobiera się nadal, gdy jest w obcym miejscu.

      Usuń
    5. Matko Wyluzuj - nie. nie trzeba też nosić w chuście, by byc Rodzicem Bliskości. to ogólnikowa filozofia, a pieluchy były dla mnie oczywiste, bo jestem eko-sreko i lubię takie wyzwania. wydaje mi się, że rodzice AP częściej sięgają po wielorazówki, ale nie jest to poparte żadnymi danymi. to tylo moje wrażenie.

      Usuń
    6. Chusta była. Ale z tymi wielorazówkami się nie odważyłam. Też jestem z letka nawiedzona ekologicznie. Przynajmniej jak na polskie warunki. Od lat zaskakuję znajomych tym, że UWAGA! segreguję śmieci, no szok, przecież to jakaś zagraniczna moda i fanaberie dla tych co czasu mają za dużo albo miejsca.

      Usuń
  2. Amen.
    Z jednym zastrzeżeniem:) są dwa terminy które bywają mylone - zimny chów i zimny wychów:D wbrew pozorom to nie to samo:D Tobie raczej chodzi o zimny wychów, bo zimny chów zakłada nieprzegrzewanie dziecka:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a dla mnie to synonimy :) czuwasz, koleżanko :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą w 100%! PS Podoba mi się fragment o wypolerowaniu ostrych brzegów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę poczytać. Wcześniej mi się o uszy nie obilo, :)

    OdpowiedzUsuń
  5. też tak czuję :) RB pomaga mi zaufać moim kompetencjom, uwierzyć, że ja i Jerz znamy odpowiedzi, że nie musimy szukać ich na zewnątrz... uwalnia od stresu, ze gdy zaspokajam potrzeby mojego dziecka, to je rozpuszczam ;) i dużo, dużo, dużo się zmieniło odkąd świadomie się zainteresowałam tematem. fajnie to ujęłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "rozpuszczanie" mi się podoba.RB daje poczucie wiekszej autonomii, samodzielności, decydowania o sobie. najlepsze jest to, że nie narzuca żadnych odpowiedzi.

      Usuń
  6. zgadzam się z każdym słowem <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię RB, nienawidzę komentarzy ciotek-plotek że "rozpuszcza bachora, lanie by dostał to by wiedział, że nie wolno, a nie!" Ehhh. Nie mogą zrozumieć, że nam po prostu to najbardziej odpowiada... Być prawdziwą, kochającą się rodziną, a nie rodzicami z dzieckiem, jednością, nie układ rodzice kontra dziecko...

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!