Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nocnikowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nocnikowo. Pokaż wszystkie posty

26 lutego 2013

Sobota - Imieniny Kota

A wiecie, co mamy w soboty? Przyswoilismy sobie praktyczny tutajszy zwyczaj - słodkości je sie tylko jednego dnia tygodnia. Im starszy sie robi nasz Igulek, tym bardziej mi go wszyscy pasą ciachami, szczególnie w gościnie. Trzeba było jakies reguły ustalić. Bałam się o jego zęby, o apetyt na wartościowe jedzonko i o kupona, tym bardziej że z zatwardzeniami nawykowymi woziliśmy się przez kilka miesięcy. Fakt, Igi nie jadł dużo słodyczy (ze mną spożycie jednej kostki czekolady zajmowało kilka dni, bo dostawał mikrokęsy i mimo tego fikał z radości, ale już Tati nie potrafił się powstrzymać), ale reguły potrzebne były nam, dorosłym. Bo kiedy ja ustalałam regułę jednego cukierka dziennie, to często okazywało się, że Igi dostawał jednego ode mnie, dwa od Taty i jeszcze coś w gościach. 
I tak oto tylko w soboty Zdzisinek dostaje SUODYYYYCZEEE. Rankiem rzuca się na świeżo ugotowane kakałko, potem często bywają lody lub jakieś ciasto. Najlepiej, wiadomo, własnej roboty.
Ostatnią sobotę spędzaliśmy w całości z Kwiatowym Tatą, który tak sobie wziął do serca Imieniny Kota, że posłodził kakałko, zapchał Stworka całym paskiem gorzkiej czekolady oraz zaoferował mu ogromną czekoladową muffinkę w sklepie. Potem w naszym kochanym "peczkolu" był balik i Ziutek skosztowal jabłecznika, a może nawet wszamał coś jeszcze, nie monitorowałam go aż tak bardzo, zeby wiedziaeć, co skapnęło mu ze stołu. 
W pewnym momencie na pytanie, czy napije się kakao, nasze dziecię, urodzony czekoladoholik, odpowiedziało "nie, dziekuję" i poszło sobie. 
Nastąpiło przesycenie. Słyszałam o tym stanie (no dobra, he he, sama go często doświadczałam i nadal mi się zdarza). Ale jeśli chodzi o Ignasia, to myślałam, że jest czekoladową studzienką bez dna. Okazało się, że wystarczy trochę tatokwiatkowej inicjatywy i słodycze będą nabierały właściwości wykrztuśnych.

O, o! I jeszcze cos mi się przypomniało! Jakie dziwaczne potrafią być dzieci. Bo mi Igul żebrze czasem o tran. I dziś złapałam się na tym, że sugeruję mu, że tran dostanie po naleśniku - czyżbym dokonywała kuszenia RYBIM OLEJEM?

A na koniec tej historyjki z morałem film, w którym wystepuje najrozkoszniejszy krokodyl, jakiego miałam okazję widzieć. Miałam go pokazać Igiemu, ale zapomniałam. Mimo wszystko idę o zakład, że jutro zakocha się ponownie w krokodylach. Bo jakby ktoś nie wiedział, to on jest teraz Oglomnym Potwolem i Potwól musi mówic ceść Potwól Mamooo.


16 lipca 2012

Nocnik podróżny

Nocnik w środowisku naturalnym
Nie lubię gadżetów. Dla Ignasia kupuję mało rzeczy, bo najczęściej zupełnie nie widzę takiej potrzeby. Po co mi np. drogi ręcznik dla dziecka, skoro "dorosły" spełnia te same funkcje i już kilka tego typu sprzętów jest w domu? Jednak pewnemu "gadżetowi" nie mogłam się po prostu oprzeć. Jest to nocnik podróżny i nakładka na sedes w jednym.
Nocnik wyłowiliśmy w necie, konkretnie - na allegro. I jesteśmy bardzo zadowoleni. Cena jest wyższa,  niż w przypadku nakładek na ubikację, ale jest w końcu i wspomniana druga funkcja, co przemawia moim zdaniem za tym zakupem.

11 czerwca 2012

O odpieluchowaniu - dwa ebooki

młodociany Król Nocników

To nie o naszym odpieluchowaniu niestety, bo my właśnie przeżywamy prawdziwy regres. Niechęć do nocnika objawia się wiciem, wrzaskiem i ucieczką. Nie stresujemy się, w końcu Igi ma teraz tyle przeżyć, że trudno się dziwić takiemu zachowaniu. Co nie zmienia faktu, że bliżej odpieluchowania był, gdy miał rok, niż teraz...

Ale na tej stronie dostępna jest książka:

Znacie? Ja jeszcze nie, ale mam nadzieje, że pomoże, gdy już się za nią zabiorę ;)

A tu jeszcze jedna, po angielsku:

Podobno działa cuda!







Literatura nocnikowa działa również niezwykle inspirująco na młode osoby. Potęga książek, wiadomo... :-) Szczególnie, gdy ma przyjemne ilustracje w miłej kolorystyce i nienachalny tekst.

źródło
Jestem ogromnie ciekawa, jakiego słowa użyto w polskim tłumaczeniu w wersji dla dziewczynki. W wersji chłopięcej jest "siusiak", którego my konsekwentnie zamieniamy podczas czytania na "penisa", bo postanowiliśmy używać właśnie tej nazwy.