Dostałam wczoraj kofam-ciem. Znak migowy trenujemy od dawna, jako jedyny przeszedł bez odzewu i prób naśladowania. Nie zrażałam się tym, bo po co, tylko zwyczajnie robiłam swoje :-)
Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, dziecię postanowiło zwerbalizować swe uczucia. Pierwsza ta urocza werbalizacja miała miejsce przedwczoraj. I nie była wcale skierowana do mnie. (I migać "kocham cię" też zaczął i też jest to przesłodkie.)
Urządziłam z tego rodzinną zgadywankę i tylko mój Ojciec trafił po krótkiej chwili zastanowienia bezbłędnie, że "kofam-ciem" dostało się rzecz jasna kotu. Humorzastemu, żylastemu, głośnemu i diabelnie inteligentnemu, szesnastoletniemu syjamowi. Mama w łańcuchu pokarmowym jest po zwierzątkach najkochańszych, ale nic sobie z tego nie robi. Sama się też ze zwierzętami chowała, więc wie, jak jest.
Dobrze jest zachować chwilę "kofamcia" na czarną godzinę wraz ze wszystkimi towarzyszącymi jej emocjami, bo z takim wyznaniem góry można przenosić.
Dzięki, Igi :-) i ja też "kofam-ciem"!







