2 października 2014

Katastrofa... (Post jedzeniowy. Czy ja już tylko o jedzeniu piszę?)

Wielokrotnie rozpływałam się nad naszym obecnym "przedszkolkiem". Pal sześć plastikowe zabawki, to miejsce promnieniuje pozytywną energią i zaraża nią rodziców i dzieci. Jest jednak jeden wielki minus tej placówki. Jedzenie.
Jako rodzina wege (wyłączając ryby) z inklinacją do vegan, zwracamy ogromną uwagę na jakość posiłków, a szczególnie na produkty, z których je przygotowujemy.

I tu zaczyna zgrzytać.

Oto moje obserwacje odnośnie diety przedszkolnej:
- śniadanie: płatki kukurydziane lub kółeczka, zalane zimnym mlekiem (norma na Islandii), woda do picia
- przekąska: owoce do wyboru
- obiad: oferowane posiłki są bardzo słone, czuć w nich niepowtarzalny aromat glutaminianu sodu, część podawanych potraw jest już gotowych, np. zupy; do picia woda i mleko
- podwieczorek: gąbczasty, kupny chleb tostowy z masłem i serem lub szynką, mleko do picia.

Na śniadanie kiedyś dawano dzieciom wybór - kółeczka lub owsiankę, co było o tyle fajne, że zawsze była jakaś szansa, że któreś dziecko wybierze zdrowszą opcję, a nie wysokoprzetworzony, lekko (chociaż coś...) słodzony produkt podany na zimno, co jest szokiem dla każdego żołądka od rana.
Owoców na drugie śniadanie jest dużo i są różnorodne. Dzieci jedzą je bardzo chętnie. Plus.
Podwieczorek jest dla mnie solą w oku ze względu na wstrętny chleb (i z pewnością nie mniej wstrętną wędlinę, bo ilość syfu, który można upchnąć w plasterek szynki przechodzi ludzkie pojęcie, nas to jednak nie dotyczy). Ta chlebopodobna gąbka niczym nie przypomina aromatycznych bochenków z czasów dzieciństwa, które przynosiło się z piekarni jeszcze gorące i które swoim zapachem kusiły z daleka i mało kto był sie im w stanie oprzeć w czasie drogi do domu. Staram się zapewnić Ignasiowi podobne zapachowe wspomnienia i piekę chleb w domu. Wielu ludzi uważa mnie przez to za udręczoną bohaterkę, To nie żaden heroiczny akt, tylko wymieszanie mąki, wody drożdży (lub zakwasu) i soli oraz wstawienie do pieca. To mniej niż 5 minut pracy. Zgadnijcie, czy kupny chleb z wora ma tylko 4 składniki? 

Hm.

Najbardziej przerażające są obiady - przesolone i sztucznie doprawione, z nudnymi, powtarzalnymi surówkami lub warzywami prosto z puszki. Ktoś, kto masakruje cudowną, islandzką rybę toną soli i przyprawą na bazie glutaminianu lub wlewa do wazy zupę grzybową z paczki, która jedynie wygląda jak grzybowa, a smakuje jak beżowe maggi - ten ktoś musi nienawidzic gotować i nie znosić jedzenia. I osób, którym takie jedzenie serwuje.

Nie odpowiadają mi również horrendalne ilości mleka wypijane przez dzieci. Na szczęście to zostało załatwione moją prośbą o podawanie Ignaśkowi mleka roślinnego.

Obiady są gotowane w stołówce dla prawie setki dzieci ze szkoły, trzydzieściorga z przedszkola oraz wszystkich poracowników, którzy sprawiają wrażenie bardzo zadowolonych z menu. Jest to dla mnie absolutnie niezrozumiałe.

Szkoda, że wszyscy są zadowoleni i próba zmiany stanu rzeczy byłaby walką z wiatrakami.
A jak jest u Was? I jakie macie podejście?
W przygotowaniu kolejny tekst jedzeniowy.



13 komentarzy:

  1. No naszczescie u nas w hafnarfjordur jest o niebo lepiej. Mam dwa rozne przedszkola, ale w obu 4 razy w tygodniu jest owsianka. Obiady raczej tez dobre i chleb pieczony przez kucharki w przedszkolach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tez jestem przyzwyczajona do innego żarcia w placówkach edukacyjnych. Choć jedno przedszkole, w którym pracowałam, oferowało dość nudny jadłospis i też był gąbczasty chleb. i nieśmiertelne kółeczka.

      Usuń
  2. U nas nie ma niczego z półproduktów, nawet pierogi panie same lepią :) Owsianka jest, ale nie codziennie, kółek na razie nie odnotowałam. Owoce i warzywa do chrupania, i generalnie domowe obiadki. Na razie nie mam zastrzeżeń. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tez nie miałam, dopóki nie zaczęłam się również stołować w głównej stołówce. Teraz już wiem, że kolorowo nie jest... Przedtem później odbierałam Ignasia i nie natrafiałam na podwieczorek.

      Usuń
  3. Katastrofa to mało powiedziane. Jak patrzę na jadłospis mojego dziecka to od razu mi ślinka cieknie: pasty z ryb, soczewicy, twarogowe z warzywami, szwedzki stół, jajka, zupy, soki, domowe ciasta. Wszystko robione na miejscu przez przesympatyczne panie kucharki. Przedszkole jest w projekcie związanym ze zdrowym odżywianiem. Jestem zachwycona. Zachęcam do buntu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam tak w poprzednim przedszkolu. kurde :(

      Usuń
  4. W chwili wolnej muszę nadrobić zaległości u Was:P
    Wiesz... tutaj jest podobnie. Młoda jutro pierwszy raz z je w przedszkolu obiad, bo chodzi tylko na chwilę więc obiady jej nie obowiązują. Ale chleb wiesz jaki jest, do picia mleko - zresztą moje dziecko ostatnio mocno upomina się o mleko od krowy...tak z zaznaczeniem, że od krowy:/ taką ma fazę:/ moje też wypija jak mi się uda odciągnąć, bowiem Hanka z przykrością stwierdziła, że mleko z piersi nie leci...
    U nas z odżywianiem ostatnio kiepsko, bo ja nie mam weny... i to kompletnie:/ Może wrzucisz jakieś ciekawe przepisy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie przejmuj się, ja też z Twoim blogiem mam kosmiczne zaległości, a nie wydusiłam z siebie żadnego dziecka ostatnio ;)
      co ona z tym mlekiem krowim?
      i czyzby jednak zapo,mniała jak się ssie? jaką miała przerwę?
      z przepisami u mnie cienko, jestem niestystematyczna na drugim blogu, ale coś tam ostatnio wrzucałam. postaram się więcej.

      Usuń
    2. Kompletnie zapomiała! Jak udaje mi się ściągnąć to, czego żarłok nie wyciągnie, to podaję jej z kubka. Wypija trochę i prosi o krowie:\ z tym wyduszaniem potomka to całkiem niezłe porównanie;)

      Usuń
    3. A jak długą miała przerwę? Fajnue, że dajesz jej odciągnięte. Teraz jeszcze powalczysz może o te krople dla niej, ale jak się laktacja ustabilizuje, powinno być o niebo łatwiej.

      Usuń
  5. u mnie też słabo: gąbczasty chleb, jakaś nieokreślona wędlina, solone masło, do tego owoce i rodzynki (mini posiłek w żłobku dla krótkodystansowców), sok owocowy kiepskiej jakości. Daję własny chleb z masłem, zabroniłam wędliny i soku, ze żłobka ma tylko owoce i rodzynki, dolewają jej też wody do kubka. Cudów nie ma, "jak się wydziwia, to trzeba samemu zapewnić dziecku jedzenie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. psiakosć, zapomniałam o solonym maśle. dają solone. i serio, myślałam o tym samym. chciałabytm pogadać z nimi o jakości chleba i chyba zacząć przynosic swoje jedzenie dla Młodego.

      Usuń
    2. Ja w Polsce przynosiłam swoje dla Młodej, czasem jadla w przedszkolu , w zaleznosci od tego co bylo w jadlospisie

      Usuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!