27 listopada 2013

Czego uczy mnie moje dziecko

Dużo mówi się na temat wychowania. A konkretnie - o tym, że dzieci należy wychowywać. 
Wiecie co? Im dłużej przyglądam się młodzieży - i to nieważne, czy młodzież ta ma 2 miesiące czy 2 lata - tym bardziej dochodzę do wniosku, że to my, dorośli, powinniśmy wielu rzeczy się od naszych malców nauczyć. A właściwie - przypomnieć sobie, jak to było kiedyś... Po namyśle stwierdzam, że chętnie przejęłabym parę zachowań i cech Ignasia. Których?


  • Pracowitość (i dzika radość z pracy połączona z niezmordowaniem) - każda zabawa to tak naprawdę praca. Mały Naukowiec rozkłada na części pierwsze, obserwuje, eksperymentuje, doświadcza, myśli "outside the box". Fascynuje go wszystko i ciągle. Pracę zaczyna w momencie otwarcia oczu, kończy ich zmrużeniem do snu. Który dorosły ma siły na tak długi dzień aktywności zawodowej? Mało tego, nas otoczenie praktycznie nie interesuje. Dzieci obserwują je z rosnącą, a nie malejącą ciekawością, zadaja milion wnikliwych pytań.
  • Wyobraźnia, innowacyjność, nowatorstwo - Młodym nie jest potrzebna instrukcja obsługi. Chyba że do podarcia, zbudowania samolotu lub zrobienia wycinanki. Przedmioty znajdują w małych rękach tak niesamowite zastosowania, są tak ciekawie łączone, że nic tylko usiąść, popatrzeć, pouczyć się.
  • "Wiem, czego chcę", czyli stuprocentowe nastawienie na zaspokojenie swoich potrzeb. Rewelacja! My, dorośli, pędzimy przez rzeczywistość, a nasz zdrowy egocentryzm hamowany jest przez milion czynników. Igi po wstaniu pędzi do książki, choć chce mu się siku. Ale praca jest ważniejsza! Nie przytuli obcej osoby. Nie porozmawia z babcią, gdy właśnie odkrył nową zabawę, choć sprawi jej to przykrość. Zastanawiam się, kiedy zaczynamy zatracać wiedzę, o tym, czego naprawdę chcemy i kiedy priorytety układają nam się tak, że nudne siku jest ważniejsze od nowej książki.
  • Stanowcza odmowa - nie można tego jeszcze nazwać asertywnością, bo i elementy agresji mogą się zdarzyć, i niebranie pod uwage potrzeb innych. Dzieci (przynajmniej te młodsze) rzadko bywają jak dorośli ograniczone obawą przed zranieniem innych, chęcią ich zadowolenia itp. Po prostu nie robią tego, czego nie chcą. Kropka.
  • Nieskrępowana wolność. Wolność słowa, wolność śpiewu, tańca, rysowania czego się chce i jak się chce. Wolność fikania, dziczenia, kwiczenia, a także drapania się w pośladek. Olewania próśb, gróźb i poleceń. Któraś dziewczyna (jejku, nie pamiętam!) napisała obłędny przykład. Przypomnij sobie sytuację, w której chcesz czegoś od swojego dziecka, a ono zlewa cię ciepłym moczem, odbiega w dziwacznych podskokach, pokwikuje, chwyta się z pośladki i wywala język. Przypomnij sobie, co wtedy czułaś. A nastepnie zamień osoby. Na miejscu dziecka postaw siebie, a na swoim - szefa, który daje ci nieciekawe zadanie. Ole! 
  • Drapanie się w pośladek podsumowuje brak wstydu - w pewnych aspektach. O ile łatwiejsze jest życie, gdy z takim drapaniem nie trzeba się kryć. Że nie wspomnę o innych "wstydliwych czynnościach". Ale wstyd też jest. Tam, gdzie zasady savoir-vivre'u mają jeszcze małe znaczenie, człowiekowi wolno być niepewnym i nieufnym wobec obcych, schować się za mamą lub fotelem, by ocenić, poobserwować, przyzwyczaić się, przełamać lody lub nie. To takie podążanie za instynktem i intuicją. Dzieci nie czują potrzeby bycia miłymi, gdy tego nie chcą ani nawiązywania kontaktów wbrew sobie. 
  • Błyskawiczne załatwianie spraw i brak wyrachowania. Kolega zabrał mi auto? Dostaje za to natychmiast w łeb i nieważne jest to, że ma kupę odjechanych zabawek, którymi jego mama, obrażona za cios nie pozwoli mi się bawić ;-) Zresztą i tak za 3 minuty pogodzimy się, by za kwadrans pobić ponownie. Po prostu emocje.
  • Wolność na talerzu. To nie tak, że zjadamy wszystko co do okruszka i to dokładnie to, co zostało na stole postawione przez kogoś innego. Tu rządzi żołądek, który mówi kiedy, co i ile zjeść. I często nijak się to ma do planu dnia dorosłych. To samo ma się do spania.
  • Wewnątrzsterowalność - oceny innych mają na dzieci taki wpływ, jak kasztany na produkcjęlampek choinkowych. Dzięki temu Młodzi zaskakują zabawami, niesamowitymi zestawieniami ubrań i dodatków, czy chodzeniem dwa kroki w bok, trzy do tyłu i podskok. Tańczą tak, jak gra im w uszach melodia i nie widzą krzywych spojrzeń, nie wiedzą, co to ocena i krytyka. Oczywiście do czasu, niestety.
  • Wiara w siebie. Maluchy przychodzą na świat umiejąc zaskakująco niewiele. Do wszystkiego dochodzą same ciężką pracą i ciągłymi ćwiczeniami. Świat stoi przed nimi otworem, mogą wszystko! Marzenia to dla nich chleb powszedni, a nie niepotrzebne mrzonki.
Dzieci uśmiechają się podobno około 400 razy na dobę. Ciekawe, jaki ma to związek z tą moją wyliczanką? :-)

Ja chyba za bardzo w wychowanie nie wierzę. Często wychowanie jawi mi się jako temperowanie, zabijanie chęci działania, ustawianie według innych, nauka zapominania o sobie, nauka sztampowego myślenia, a w najgorszym razie (fakt, to żadne "wychowywanie" nie jest) - związane jest z krytyką, wylewaniem zimnego kubła wody na głowę, bolesną oceną, wyśmiewaniem marzeń.

Wierzę zdecydowanie w dawanie przykładu. Wierzę również, że moją własną jakość życia bardzo podniosłoby takie "dziecięce" podejście do wielu spraw. I dużo rozmyślam nad tym co zrobić, by przynajmniej część z wymienionych cech pomóc Ignasiowi zachować :-)

Widzę, że moja akceptacja jego potrzeb i zachowań powoduje, że chce mu się podchodzić do nas emaptycznie i respektuje nasze potrzeby nawet chętnie. (Oprócz wycia, moja potrzeba spokoju jest od lat niezaspokojona i to bez jakichs świetlanych widoków na przyszłość... ;-) I to jest budujące, bo zawsze gdzieś tam czai się obawa o wychowanie tyrana i egocentryka, gdy mówimy o zaspokajaniu potrzeb dziecka. Więc komunikujmy swoje potrzeby! Mówmy o nich, żeby mogły byc przez małolata zauważone i wzięte pod uwagę! 

Mission accomplished? Pogadamy za paręnaście lat ;-)

Chętnie poczytam, czego Was uczą Wasze dzieci (a może przeciwnie, nie uczą?) i jakie zdanie macie na ten temat.

A zbaczając z tematu - jeszcze tylko kilka dni macie na zgłoszenie chęci przygarnięcia kocyka!
Wystarczy podać ciekawą zimową zabawę z "ciepłem" jako motywem przewodnim! Czas ucieka...


13 komentarzy:

  1. Kiedyś ktoś mi powiedział "co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie" - cóż za błąd, co za kretyn wymyślił to powiedzenie. Powinno ono brzmieć zupełnie odwrotnie.
    Z chęcią wróciłabym do bycia dzieckiem, bo dopiero teraz doceniam tę swobodę i wszystkie inne plusy o których piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jedno z najwstrętniejszych powiedzeń ever. racja. zero szacunku dla dziecka, odmienne zasady dla małego i dużego - okropność!

      Usuń
  2. Pielęgnujmy w sobie dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bardzo mi się podoba co napisałaś.
    Ja kiedyś pisałam u siebie, ze od mojego dziecka mogłabym się uczyć pokornego znoszenia niedogodnosci zdrowotnych i nie rozmemływania się nad nimi. Wiadomo, poważna choroba to inna sprawa, ale przy np. katarze, bólu gardła, grypie, kaszlu my dorosłi to już mówimy, że "płuca wypluwamy, mam dość tego przeklętego kataru, straciłam głos, ojejku" a w mojej opinii dzieci dużo lepiej dają sobie z tym radę. Wiadomo trochę pomarudzą, ale nawet z podwyższoną temperaturą i cieknącym nosem potrafią się śmiać i bawić, podczas gdy my "zdychamy".

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, że zgadzam się z Tobą w milionie procentów. I wiesz co? Chętnie zamieniłabym się z Hanką miejscami na jeden dzień chociaż. Miałabym wtedy pogląd na to jaką mamą dla niej jestem i co powinnam zmienić. Pomijam już fakt, że pod tymi względami, o których piszesz, po prostu fajnie być dzieckiem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy patrzę na moją półroczną Martynę i widzę jak cieszy się na swój widok w lustrze to zastanawiam się co potem dzieje się takiego w naszym życiu - dorosłych kobiet, że jak zaglądamy w zwierciadło, raczej nie ma w nas takiej radości, zadowolenia z siebie, samoakceptacji :) :)

    Piszę do ciebie z miłą informacją, jako autorki bloga www.mamajuma.blogspot.com przyznajemy twojemu blogowi nominację Liebster Blog Award :) :) :).
    Zasady
    Wyróżnienie Liebster Blog Award jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11 blogerkom lub blogerom jako uznanie za ”dobrze wykonaną robotę” Osoba wyróżniona odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a następnie również wyróżnia 11 blogów informując o tym w podziękowaniu za wyróżnienie i jednocześnie zadając swoje 11 pytań do nominowanych. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.
    Nasze pytania:
    1. Jakie cechy najbardziej cenisz w swoim przyjacielu/przyjaciółce?
    2. Czy twój mąż cię wkurza? ( i dlaczego tak hahaha : )
    3. Czy blogi, które promują marki są dla ciebie wiarygodne?
    4. Ile czasu tygodniowo poświęcasz na bloga?
    5. Co jest dla ciebie najbardziej interesujące w blogach innych mam?
    6. Jakie zdarzenie spowodowałoby, że usunęłabyś bloga?
    7. Jaki typ kobiet najbardziej cenisz ?
    8. Co Cię motywuje/skłania do pisania bloga?
    9. O czym myślisz po przebudzeniu?
    10. Czy Twój partner/partnerka czyta Twojego bloga?
    11. Czy Twoim zdaniem pisanie bloga to odsłanianie siebie, sprzedawanie siebie innym?

    Więcej informacji: http://www.mamajuma.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietnie napisane, choć czasami zdarza mi się wychowywać- nie lubię tego, ale nic nad wszystkim trzeba pracować. A jak robię to co lubię to odpływem jak te dziecka. Ktoś powiedział, że jak wybierzesz pracę, którą będziesz kochać to tak naprawdę nigdy boe będziesz pracować- pracuję nad tym :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. O, to to!
    Chciałabym odnaleźć w sobie dziecko ^^

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!