28 lipca 2012

Ostra sobota

Taką oto rozryweczkę rodzinną sobie zafundowaliśmy. Dodam, że pogoda pogarszała się z chwili na chwilę i w pewnym momencie miałam już dość wszystkiego i wkurzałam się nawet na ukochaną kurtkę narciarską, że mnie nie grzeje. 
Oczywiście winna była nie kurtka, a moja blondynkowatość, która kazała mi założyć dżinsy zamiast porządnych spodni narciarskich. Tresowana na turystkę od wczesnego dzieciństwa (przynajmniej w teorii) wiem, co zrobić, by spokojne stać w deszczu i górskim wietrze. Blondynka, i tyle. Niewyspanie. Jedzenia też zapomnieliśmy, podobnie jak kombinezonu przeciwdeszczowego dla Młodzieży. :-) 
Niewątpliwie wpływ na moje samopoczucie miało też to, że krew ścięła mi się w żyłach na widok pierwszego wypadku, a przestała w ogóle płynąć na widok wypadku, podczas którego jedno z aut zapłonęło. 
Ot, taka skandynawska, weekendowa rozrywka. Nazywa się "formula offroad" i polega na wjeżdżaniu, zjeżdżaniu (a nierzadko spadaniu) na i z piaszczystych łach, górek i pagórków. Od razu podaję odnośnik do strony, jeśli kogoś interesuje geneza i zasady bezpieczeństwa tego dziwnego sportu: FORMULA OFFROAD. Wypadki wyglądały koszmarnie. Wszyscy kierowcy wyskakiwali jednak żwawo z aut, machali do widowni i ulatniali się. Pokiereszowane auta wywożone były koparką (Igi prawie eksplodował z powodu nagłego przypływu miłości do niej) i startowały w kolejnych konkurencjach, co mnie zaskakiwało za każdym razem. Nawet to, które zajęło się ogniem, pojechało w górę jeszcze kilkakrotnie.
Widok nieziemski, emocje niezapomniane, hałas silników, pył w powietrzu, zapach benzyny.
Ci kierowcy muszą mieć stalowe nerwy lub są zupełnie uzależnieni od adrenaliny!
Dzidziuś natomiast stał się fanem tego sportu, każe sobie od czasu do czasu puszczać filmy z tymi dziwacznymi autkami i opowiada o nich często.
Dodam, że ani deszcz, ani wiatr, ani hałas mu nie przeszkadzały. Gdy pokibicował już samochodom, uciął sobie drzemkę w nosidle, a gdy ja zmarzłam do szpiku i przeniosłam się do naszego samochodu, sporządził siku aż 3 razy do nocnika, a nie pod siebie, co było miłą odmianą po kilku poprzednich dniach.
Organizatorzy tego wydarzenia nie zapomnieli o widzach. Bilety wstępu można było kupić za symboliczną kwotę gotówką lub - co z tego, że na pustkowiu - kartą płatniczą. Ustawiono rząd przenośnych toalet i ciężarówkę przerobioną na sklep z colą, popcornem i prince-polo, jednym z ulubionych batoników tutaj.

A my? Dziękujemy bardzo  Cioci D. i Wujkowi T. za sprawdzanie ciepłoty śpiącego Dzidziusia, gdy byłam zajęta ochranianiem go przed wiatrem i za osłanianie mnie przed wichrem i wszelką pomoc, łącznie z zabraniem mi plecaka i prowadzeniem mnie po wyboistej drodze, gdy Kwiat w nosidle zupełnie ograniczał mi widoczność. Dziękujemy Wujkowi K. za kurtkę, którą mogłam owinąć Ignasia, a przez co jej właściciel zmarzł i zmókł. Dziękujemy Cioci A. i Wujkowi W. za awaryjny kombinezon dla Kwiatka.
Takich mamy fajnych ludzi wokół siebie :-)


Czas prezentacji wizualnej:














a - kuku :-)



Jazda poziomo po zboczu poagórka

Biedaczyna odkleił się od podłoża - a raczej ściany






Po tym wypadku miałam zszargane nerwy, a kierowca wyskoczył z pojazdu i truchcikiem oddalił się w sobie znanym kierunku...













Impreza jak widać także dla dzieci - byli nawet rodzice z wózkami:
A to my - Kwiatosław już w nosidle:

A tu film z tego wydarzenia:


9 komentarzy:

  1. Ja też zachowałem się jak blondynka bo poszedłem w dżinsach,a kapok i spodnie zostały w domu. No ależ mamy lato i na szczęście podgrzewane fotele w suzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podgrzewanie tyłka b. ważne... i latem, i zimą :)

      Usuń
  2. Musiała być fajna imprezka. Jeśli chodzi o mnie, to cierpliwość a raczej jej brak nie pozwoliłby mi tylko stać i patrzeć. Sam chciałbym sobie powariować na takich popierdółkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem tylko: wooooooow!!!!
    no i zdjęcia - amazing!

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda zdjęcia są niesamowite!!! Pierwszy raz widzę, żeby auta robiły takie cuda. Kiedy widzę takie rzeczy zawsze się zastanawiam nad tym, jak ludzie nie boją się tak ryzykować? Ja bym nie chciała żeby mój mąż się bawił w taki sposób.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wooo ale emocjonująca wycieczka! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieźle:) Mnie by pewnie kopara opadła do samego dołu;)To wygląda na totalną masakrę momentami. Emocje musiały być wielkie:)

    Brawa dla Igiego za siusiu do nocnika:)

    A Prince - Polo produkowane są w moim rodzinnym mieście Cieszynie:) Kiedyś zakład nazywał się OLZA, potem przejął to KRAFT...

    OdpowiedzUsuń
  7. mimo wichru i niepogody dzien super:)) chetnie bym zobaczyla takie widowisko:D

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz się nie pojawił? To dlatego, że oczekuje na moderację. Opublikuję go najszybciej, jak tylko będę mogła!